ZRZUCIC ŁACHMANY (oraz ‘SAFETY’ BUTY)

(A co, jeśli niegrzeczna dziewczynka chce iść do nieba?)

Kobiety są grzeczne. Miłe, uległe, skromne i wyrozumiałe. Tego się od nich oczekuje i tak myślą same o sobie. Grzeczność – ich zdaniem – stanowi klucz do życiowego sukcesu. Kobiety spełniają oczekiwania innych i dziwią się, że ich ofiarność nie zostaje nagrodzona.

Ute Ehrhardt demaskuje myślowe pułapki, które przeszkadzają kobietom realizować ich własne potrzeby i głośno wyrażać swoje zdanie. Radzi, by odrzucić postawę podporządkowania i śmiało sięgać po zakazane owoce. Tylko niezależne, pewne siebie kobiety mogą odnosić sukcesy, realizować marzenia i nawiązywać partnerskie relacje z innymi. Rzadko te grzeczne!
Ute Ehrhardt (ur. 1956), terapeutka, autorka głośnych poradników dla kobiet, tłumaczonych na wiele języków. Prowadzi w Niemczech ośrodek doradztwa psychologicznego dla firm. Uczy retoryki, specjalizuje się w treningu komunikacji, szkoli menadżerów i – przede wszystkim – wspiera kobiety.

źródło: http://czytelnia.onet.pl/0,3566,0,1,nowosci.html

cytaty:

– likwidować samoograniczenia (ZREALIZOWANO),

– kobiety zawierają chore kompromisy, blokują nas fałszywe przekonania, myślowe pułapki (ZREALIZOWANO),

– wielu mężczyzn zaczyna się bać, gdy kobieta ujawnia swoja silna stronę (ZREALIZOWANO),

– jeśli Ona chce wybrać się w podróż, Ona jest tą, która musi to zrobić (ZREALIZOWANO),

– niezależność utożsamiana jest bowiem z samotnością, ambiwalencja (ZREALIZOWANO),

– pilnować się przed fałszywą skromności, fałszywa bliskościa i fałszywą zazyłościa – ta ostatnia jest równie szkodliwa jak nadmierny dystans (ZREALIZOWANO),

– zrzucic z siebie łachmany Kopciuszka (NO WLASNIE)

 czy jestes gotowa pójść ta droga sama?

 pilność nigdy nie jest naprawde nagradzana, liczy się pomyslowść (ZREALIZOWANO),

 utrata kontroli – brak wiary w mozliwość wpływania na rozwój wydarzeń (ZREALIZOWANO),

 chodzenie po nieznanym terenie zawsze grozi upadkiem (ZREALIZOWANO),

– milczenie nie jest żadnym rozwiązaniem

 zmienić zła sytuacje (ZREALIZOWANO),

 zawsze jest jakieś wyjscie, trzeba tylko je znaleśźć. Trzeba łamac normy i naruszac zasady (ZREALIZOWANO).

Posted in 1 | Tagged | 2 Comments

piktyjskie kamienie

grzegorz1Kiedyś leżały porozrzucane na polach, ten akurat podpierał starą oborę. Dzisiaj większość z nich znalazła schronienie w muzeach. Niektóre mają kilkadziesiąt centymetrów, inne nawet 6 metrów. Pokryte są tajemniczymi symbolami i znakami, które są specyficznego rodzaju pismem. Te, które nie zawierają odniesień do chrześcijaństwa, uważa się za najstarsze, zrobione jeszcze przed chrystianizacją Piktów, co miało miejsce około 563 r.

Szukamy ich wszędzie, gdzie bywamy.

Image | Posted on by | Leave a comment

dreams are coming true

grzegorzcebulka. 3 rodzaje. marchewka. buraczki. ogórki. pomidory i pomidorki. truskawki. szczypiorek. pietruszka. i mnóstwo ziół. wszystko RAW, FREE and ORGANIC heh

Image | Posted on by | Leave a comment

Kamień przeznaczenia

“Wszystko, czego chciałem, to obudzić Szkotów” – wspomina po latach Ian Hamilton, który w Boże Narodzenie 1950 roku wtargnął do Opactwa Westminsterskiego w Londynie, aby wykraść znajdujący się tam od wieków Kamień ze Scone.

Ian Hamilton

Po gealicku nazwany Lia Fáil, kamień koronacyjny królów Szkocji, a po roku 1296, także królów Anglii i Wielkiej Brytanii zwany był też “mówiącym” lub “proroczym” kamieniem, gdyż – wg legendy – miał on wskazywać kolejnego władcę. Kilka mil w górę od rzeki Perth znajduje się historyczne Opactwo Scone, w którym zwyczajowo koronowano królów szkockich. To właśnie tam, w świętym niegdyś miejscu, dziś zupełnie zapomnianym i zarośniętym trawą, przechowywany był Kamień Koronacyjny, czyli Kamień Przeznaczenia, i wg starych kronik, nie było króla Szkocji, który by pierwej, w czasie koronacji, nie usiadł na tym kamieniu, w Scone, którą pierwsi władcy wyznaczyli na stolicę Alby. Był to przez długie wieki symbol dumy i niezależności dla Szkotów, ale skradziony i pogadliwie umieszczony w Westminster pod koronacyjnym siedzeniem reprezentował podległość Szkocji wobec Anglii przez 700 kolejnych lat.

Z Wikipedii: Ustna tradycja i legenda mówi, że kamień ten służył Jakubowi jako poduszka w Betel, gdzie Jakub doznał objawienia. Kamień został następnie przywieziony z Syrii do Egiptu przez Gatelusa, który uciekając przed zarazą pożeglował, za radą Mojżesza, Nilem i morzem do Hiszpanii. Stąd kamień dotarł do Szkocji i od momentu wstąpienia na tron Kennetha I podczas ceremonii koronacyjnej sadzano na nim każdego kolejnego władcę tego kraju. Lia Fáil pozostawał w opactwie Scone do 1296 roku, kiedy to Edward I Długonogi zabrał go do londyńskiego Westminsteru. Od tego czasu kamień ten leżał pod tronem królewskim, w trakcie uroczystości koronacyjnych wszystkich królów Anglii i – od XVIII wieku – Wielkiej Brytanii. Pod naciskiem szkockich nacjonalistów Anglicy w 1996 roku zgodzili się oddać Kamień Przeznaczenia – w listopadzie tegoż roku powrócił do Szkocji i został umieszczony w Zamku Edynburskim. Badania naukowe nie przyniosły legendzie potwierdzenia, pozostaje faktem, że Kamień ze Scone nie stracił nic ze swej symbolicznej wymowy nawet po 700 latach “niewoli” w katedrze westminsterskiej.

O kamieniu ze Scone opowiada scenariusz filmu, który powstał na podstawie książki Iana Hamiltona opisującej wydarzenia z roku 1950, kiedy to autor wraz z grupą przyjaciół udał się w szaloną podróż z Glasgow do Londynu z misją odzyskania królewskiej pamiątki. W czasie podróży kamień rozpadł się na pół. Obie połówki ukryto z zamiarem późniejszego zabrania do kraju. Nie było to jednak takie łatwe… ale o tym film, który obejrzeć serdecznie polecam.

A tutaj jeszcze dwa ciekawe artykuły na temat:

http://www.newsweek.pl/wydania/0/kamien-przeznaczenia,37932,1,1

fragm. Szkocja może odłączać się od Wielkiej Brytanii, dostała właśnie do ręki ostateczny argument. BBC poinformowała, że archeolodzy z Uniwersytetu w Glasgow odkryli w Perthshire pozostałości opactwa Scone, w którym już ponad tysiąc lat temu zwykli koronować się szkoccy władcy. Legenda stawia jasne wymagania: każdy, kto chce legalnie i na stałe przejąć władzę w kraju, musi wejść do opactwa Scone i usiąść na Kamieniu Przeznaczenia. Kamień – blok czerwonego piaskowca, o wymiarach 65 na 40 centymetrów – Szkoci mają u siebie już od 1996 r., kiedy to Anglicy wielkodusznie postanowili, że po trwającej siedemset lat konfiskacie oddadzą sąsiadom ich świętość. Już wtedy zwolennicy rozwodu Szkocji i Anglii masowo ruszyli do pubów, by upić się ze szczęścia, a odkąd kilka tygodni temu zajrzeli do serwisów BBC, są chyba bliscy lewitacji. – Co tu komentować, sprawa jest jasna jak słońce. Bóg pokazał, że chce, byśmy wyzwolili się z niewoli! – zagrzmiał patetycznie kolega, którego wytropiłem w Edynburgu, by zapytać o komentarz do archeologicznej rewelacji.

http://przewodnik.onet.pl/europa/szkocja/kamien-przeznaczenia,1,32912810,artykul.html

fragm. “I tak oto nadszedł najczarniejszy dzień w historii Szkocji. Doszliśmy do miejsca, z którego nie ma odwrotu. Z suwerenności Szkocji, z jej honoru, godności i nazwy nic już nie pozostało”.

Tymi słowy diuk of Hamilton, przywódca stronnictwa antyangielskiego w Szkocji, żegnał niepodległość swego kraju. 16 stycznia 1707 r. parlament w Edynburgu uchwalił Act of Union: podstawę unii szkocko-angielskiej i powstania Wielkiej Brytanii.

Trzysta lat później w Szkocji słyszy się zupełnie inne słowa. “Czyż jest lepszy rok, by zacząć proces odzyskiwania suwerenności, niż rok trzechsetnej rocznicy tej nierównej unii? Dlatego należy jasno i otwarcie w referendum przedłożyć tę sprawę narodowi. Zbyt długo z tym zwlekaliśmy. Nadszedł czas, byśmy znowu stali się niepodległym krajem”.

Kasia Bednarz

| Leave a comment

malarz pocztówek erotycznych

2014-02-09

Wystawa w Kelvingrove Art Gallery w Glasgow przyciagała mnie od dawna. Vetrriano kojarzył mi się z albumami, które w pracy często wpadały w moje ręce, więc jego malarstwo nie było niespodzianką, kiedy w końcu dotarłam do galerii. Żywe kolory, interesująca kompozycja, dużo erotyki – to zawsze przyciąga wzrok. Dziwiło nie-szkockie nazwisko, jak się okazało malarski pseudonim. Największą niespodzianką był jednak tłum widzów, którzy z różnych stron licznie przybyli na wystawę. Brak miejsc parkingowych przed budynkiem, zamieszanie przy wejściu, kolejka do kasy biletowej i niesamowity tłok w salach wystawowych. Chyba jeszcze nigdy nie zwiedzałam żadnej wystawy w taki sposób, by deptać po piętach tym, co stoją przede mną i czuć za sobą oddech tych, co za mną.

SAM_8186Przy wystawie funkcjonuje sklepik. Tu też tłum. Można zakupić reprodukcje, plakaty, pocztówki, kubeczki, breloczki, magnesy na lodówkę, ba – są torebki i parasolki, a nawet jedwabne chustki. Wszystko oczywiście z obrazkami Vettriano. Kolejka do kasy jest bardzo wymowna.

Tu dodam, że od kilku lat bywam w Kelvingorve Art Gallery i po raz pierwszy widziałam w tym miejscu taką ilość “oglądaczy”. Nigdy wcześniej nie brakło mi miejsca na parkingu i nie stałam tu nigdy w kolejce.

Jack Hoggan, bo tak brzmi prawdziwe nazwisko artysty, urodził się 17 listopada 1951 roku w małym szkockim miasteczku. Dorastał w biedzie, wraz z rodzicami i starszym bratem, z którym dzielił łóżko i ubrania. Pracował dorywczo od 10-ego roku życia, a już jako 16-latek został górnikiem. Jego życie zmieniło się radykalnie po 21-szych urodzinach, z okazji których dostał od swojej ówczesnej dziewczyny pudełko akwareli. Dzisiaj jest jednym z najlepiej zarabiających artystów w Wielkiej Brytanii.

Krytycy twierdzą, że Jack Vettriano maluje bezmyślne erotyki. Ale odkąd płótno zatytułowane “Śpiewający Kamerdyner” stało się najlepiej sprzedającym się obrazem Wielkiej Brytanii, wszechobecnym na pocztówkach, plakatach, kalendarzach i puzzlach, uważa się, że 60-letni, były górnik, stworzył własny świat sztuki. Niewdzięczna krytyka nie zachwyca się nim, i nie rozumie go, ale ilość sprzedawanych reprodukcji obrazów Jack’a (ponad 12 milionów rocznie samych plakatów) i tłumy na wystawach – muszą rzucać na kolana.

Jednak te “bezmyślne erotyki” cieszą się sporym zainteresowaniem (przytulna sala w galerii z lekko roznegliżowanymi paniami była najbardziej oblegana). Vettriano, namaszczony “malarzem ludu” przez brytyjską prasę, to w rzeczywistości człowiek w pełni oddany swoim fetyszom i nie ma nic przeciwko dzieleniu się nimi ze światem. Lubi ostre brunetki w stylu Avy Gardner:

– “Blondynki – mówi, – mają za dużo słodyczy.”

Preferuje delikatne płatki uszu i długie szyje – natomiast, jak sam przyznaje, namalował w całym swoim życiu może tylko trzy lub cztery kobiece piersi (na wystawie wśród setki obrazów widziałam tylko jedną, druga “od pary” została dyskretnie “ubrana”). Koncentruje się głównie na ustach i paznokciach, lakier na nich musi być błyszczący, w kolorze krwi, a rzęsy intensywnie pokryte mascarą.

– “Kiedyś próbowałem ją sam zastosować na dziewczynie, ale moja ręka się trzęsła – byłem zbyt podekscytowany.”

Szpilki są obowiązkowe, podobnie jak podwiązki i jakaś forma gorsetu.

“Każda kobieta, która mnie zna, wie, że dam jej bieliznę na Boże Narodzenie, a ta nie będzie konwencjonalna”.

SAM_8197Jednak jego erotyka jest mocno wysublimowana, jest wiele smaku w sposobie, w jaki przedstawia kobietę. Przyciąga zarówno panów, jak i panie (która z nas nie zachwyciłaby się malarzem-samoukiem, który w świątecznym prezencie może nam podarować komplet seksownej bielizny?), a magnesem jest jego własny zachwyt nad kobiecością dominujący w wielu obrazach. Nie zobaczymy całkowitej nagości, wszystkie damy są w trakcie rozbierania i więcej zakrywają, niż pokazują. Dużo tabu. Trzeba jednak przyznać, że jest to kobiecość z najwyższych sfer, elegancka, dopracowana, zadbana, pięknie ubrana, bogata i otoczona bogatymi mężczyznami, bywająca w drogich restauracjach i pławiąca się w luksusach.

O Vettriano można mówić i pisać w nieskończoność. Każdy obraz wywołuje mniejsze, lub większe emocje, a cała wystawa w Kelvingrove Art Gallery (ponad 100 obrazów) tworzy swoistą całość. Ogląda się je jak film w zwolnionym tempie. Można nawet zdążyć polubić przedstawione postaci, bo często pojawiają się na kilku kolejnych obrazach w zmienionej scenerii czy sytuacji, albo chociażby kolorze sukienki.

Mojego zachwytu nad Vettriano nie koniec, nie można pomijać inspiracji muzycznych w jego malarstwie – więc: ciąg dalszy nastąpi.

Kasia Bednarz

SAM_8195

| Leave a comment

wracam do gry, pionki!

tytuł dzisiejszy to cytat i żart, naturalnie. mam nadzieję, że nikt nie poczuje się urażony, bo tu nie chodzi o słowo “pionki”, ale bardziej o “wracam”. ci, co lubią grać w Scrabble, będą wiedzieć, o co chodzi. czasem coś pasuje bardziej i z tego różne dziwolągi wychodzą.

w każdym razie – wracam. bo ktoś napisał: “Nie chodzi o to, że powinnaś zostać w Bibliotece na wieki wieków. Ale kiedy czytałam Twoje refleksje o mnie, uderzyło mnie to właśnie: Kasia to książki, pasja życia i.. rozmowy.”

szkoda mi było zawsze takich bardzo starych biblioteczkek. szkoda mi tej tutaj także.

więc wracam.

| Leave a comment

Wyniki III Międzynarodowego Konkursu Literacko-Plastycznego “O pióro Anioła” 2011 (Results of The III International Contest of Literary and Art “Angel’s Feather 2011”)

Kategoria 0-18 lat

Proza (Prose)

1. Aleksandra Ratyńska

2. Anna Kwiatkowska

3. Janek Wieluński

Poezja (Poetry)

1. Daniel “Nadiel” Czepiński

2. Ola Młynarska

3. Magdalena Krzesicka

Fotografia (Photography)

1. Aleksandra Ratyńska

Anioł

2.Magdalena Krzesicka

Trzy Aniołki

3. Albert Słowiński

Anioły

Prace plastyczne (Artwork)

1. Igor Witczak

Mój Anioł Stróż

2. Dominika Górecka

Anioł

3. Julka Dębowska

Aniołek Julki

Kategoria – powyżej 18 lat

Proza (Prose)

1. Elżbieta Safarzyńska

2. Sylwia Morawska

Poezja (Poetry)

1. Edyta Sieradz

2. Ewa Żak

3. Łukasz Sitko

Fotografia (Photography)

1. Olivier Daaram

Birds

Prace plastyczne (Artwork)

1. Marta Anna Jollant

Anioł

2. Modesta Miazek

Anioł Łączności

3. Edyta Sieradz

Pięć Aniołków

| 3 Comments

znajome ulice

| 3 Comments

promise

obiecuję pisac, pisac… odpisywać, oddzwaniać i nie gubić się więcej w kosmosie, tylko błagam nie szukajcie mnie tak intensywnie na emito, w googlach i w szkockich górach (na razie).

nawet moja szefowa wie. całuski dla Fado.

| 2 Comments

koniec sezonu

Kushi Adventures

| 1 Comment

śniadanie do łóżka (zamiast pocałunku)

| 4 Comments

Loch Awe Canoe Trip 2011

| Leave a comment

Miasto Aniołów 2011

Ogłoszenie wyników III Konkursu Literacko-Plastycznego “O PIÓRO ANIOŁA” 2011 – NIEDZIELA, 3 lipca 2011, godz. 12.00
| Leave a comment

Nowy Pielgrzymek 2/8/2011

Tutaj http://www.camino.net.pl/aktualnosci/?page_id=119

| Leave a comment

kushi znaczy szczęśliwy (kushi mean happy)

KUSHI w języku hindu znaczy “szczęśliwy”, a KUSHI ADVENTURES to licencjonowany dostawca przygód z siedzibą w Inverness. Dyrektorem tej niezwykłej firmy, której biuro

w biurze

mieści się czasami nad brzegiem rzeki lub na jednym z wichrowych szkockich wzgórz, innym razem na stokach himalajskich szczytów albo w głębokiej górskiej jaskini, jest Russell Zenthon, którego życie od 30 lat toczy się głównie w górach, nad rzekami i nad morzem. Ma spore doświadczenie, brał udział w wielu wyprawach, także w Norwegii, Svaalbard i Nepalu. Pracował z młodzieżą w Raasay Outdoor Centre i dla Royal Geographical Society.

więcej: www.kushiadventures.co.uk

Facebook

| Leave a comment

The Way | A film by Emilio Estevez

w Wielkiej Brytanii od 13 maja – in the UK from 13 May

| Leave a comment

Loreena McKennitt

Urodziła się, wychowała i nadal mieszka w Kanadzie, ale od początku  jej życie toczyło się wśród wielu kultur, ponieważ miasto, w którym przyszła na świat pełne było imigrantów z Irlandii, Szkocji, Niemiec czy Islandii. Od początku fascynowała ją muzyka, znana była wśród miejscowej społeczności z zamiłowania do szkockich tańców góralskich. Jej przodkowie pochodzili z Irlandii, a jednak, jak sama wspomina – “celtyckość” nie została jej przekazana w domu w pełnym zakresie. Jej pierwsze prawdziwe spotkanie z tym folklorem nastąpiło już po opuszczeniu domu rodzinnego, w klubie folkowym w Winnipeg. Tam Lorrena zaczęła studiować weterynarię, ale ostatecznie porzuciła ją dla muzyki. Osiadła na wsi pod Stratford w prowincji Ontario.

loreena

W Stratford wystąpiła na Festiwalu Szekspirowskim, gdzie doceniono jej talent, umiejętności kompozytorskie i wokalne. W 1985 roku nagrała kasetę “Elemental”, która sprzedawana przez Lorrenę na ulicy, na koncertach, oddawana w komis do małych muzycznych sklepików odniosła niesamowity sukces i pozwoliła sfinansować dwa kolejne albumy: To Drive the Cold Winter Away i Parallel Dreams.

Zaczęły ją dostrzegać media, a sale koncertowe wypełnione bywały po brzegi publicznością zafascynowaną jej śpiewem, muzyką, tekstami. Została uhonorowana podwójną Platynową Płytą oraz licznymi nagrodami kanadyjskimi.

Jej albumy, pieśni opowiadają o podróżach bliskich i dalekich, o wędrówkach ziemskich i tych z marzeń, a także o poszukiwaniach religijnych. Mówi sama o sobie:

jestem kompozytorem-podróżnikiem.

Podróżnikiem przez muzykę folkową z wielu stron świata: z Hiszpanii, z Bliskiego Wschodu, z Afrykii, Włoch, Bałkanów, Rosji… oczywiście także z jej ukochanej Irlandii.

Skellig

Słowa i muzyka: Loreena McKennitt

Ach, zapal świecę, John
Ten dzień już zatoczył krąg
Bez tchu w tle milknie ptak
Na mszę dzwon bije nam
*
Usiądź obok mnie
Zewsząd nas otacza noc
I przyjmij spowiedź tę
Nim cicho zniknę stąd
*
Był czas zakonu dusz
Gdy ksiąg liczyłam dni
Z mych kart przemawiał Bóg
Wiatr dął w historii pył
*
Lecz ja nie mogłam wciąż
Żyć jak bezludny cień
Aż łódź mi zesłał los
Co gna mnie do braci, hen
*
Znam szept wydechu fal
Ich rytm i wdech w głąb wód
Znam gniew burzliwych lat
Bez drżeń przyjmuję ból
*
Wśród ścian kamiennych chwil
Tak rok za rokiem biegł
Gdzie jeno ptak i mysz
Tych ścian dzieliły treść
*
Czas swój przyśpieszał lot
Wiódł mnie przez cygański świat
Trwał długo nowy krok
Nim wzniósł się do twych bram
*
Na dłoniach kurz i łzy
A w sercu mapy gór
Z tym wszystkim chciałam iść
Wzdłuż rzek, pod dachem chmur
*
Gdzie jaśmin kryje kwiaty
Co wśród cyprysów lśnią
Tu przyjmij księgi me
I ich tajemną moc
*
Proszę, miły, dbaj
O każdy święty zwój
W nich klucz jedyny masz
Do ducha wiecznych słów
*
Ach, zapal świecę, John
Ten dzień już zatoczył krąg
Bez tchu w tle milknie ptak
Na mszę dzwon bije nam

*Skellig – grupa wysp u zachodnich wybrzeży Irlandii, gdzie mieści się kilka klasztorów.

Posted in 1 | Leave a comment

Polskie dziewczyny w szkockiej kuchni (Polish girls in scotish cuisine)

Projekt “BIGOS”

Opinie były różne kiedy zapraszałam do wzięcia udziału w krótkim kursie gotowania prowadzonym przez zawodową szkocką kucharkę. Jedne panie były zachwycone, inne – uznawały, że przecież są już świetnymi kucharkami i to nie dla nich. A szkoda, bo nie było to szkolenie pt. ABC Gotowania, a raczej próba pokazania, że kuchnia szkocka to nie tylko Haggis i Black Pudding, szybkie i niezdrowe dania z fast-foodów, albo (nie daj Boże) mrożonki z Farmfoodsa, ani też – muszę to napisać – polskie produkty, które docierają na Wyspy mocno zakonserwowane, a ich ceny są tutaj horrendalne.

Tak naprawdę mamy tu pod ręką wszystko to samo, co jest w Polsce, warto odkryć również to, czego nie mamy i nie znamy, a pokazanie tego polskim uczestniczkom było jednym z założeń Projektu.

Ja też tam byłam i wszystkim bardzo gorąco polecam poznawanie szkockiej kultury od kuchni.

O projekcie (niebawem ruszy kolejna edycja)

| Leave a comment

James Hell’s first Half Marathon

02:05:59

Maybe next time in Glasgow…

(in September? with me!)

| Leave a comment

Camino – droga dla każdego (Camino – a way for everyone)

Koło Naukowe Iberystów UMCS zaprasza na sympozjum „CAMINO – DROGA DLA KAŻDEGO”
nt. szlaków św. Jakuba w Europie.

Co roku do Santiago de Compostela w hiszpańskiej Galicji wędrują tysiące osób z całej Europy i świata. Szlak, którym podążają ma już ponad 1000 lat. Dlaczego to robią? Jak rozpocząć wędrówkę? Gdzie spać? Co jeść?
Przyjdź i poznaj odpowiedzi na te i jeszcze więcej pytań! Poznaj osoby, które wędrowały do Santiago i dowiedz się, co dzięki temu zyskały. W przerwach zapraszamy do posłuchania muzyki i rozmowy z naszymi gośćmi.

więcej: http://caminodelavida.blox.pl/html

| Leave a comment

i like English…

| 5 Comments

III edycja Konkursu – Miasto Aniolów 2011 (The third edition of the Competition – City of Angels 2011)

Termin nadsyłania prac na III Konkurs Literacko-Plastyczny pt. “O pióro Anioła” został przedłużony do 15 kwietnia br.

więcej TUTAJ

| 5 Comments

Polska wystawa w Edynburgu (The polish exhibition in Edinburgh)

Przygotowanie wystawy “Swiat oczami kobiety” w Edynburgu poprzedzone było
pomyślną prezentacją “Wesolej tworczosci” w Glasgow w styczniu 2011 roku .

Zainteresowanie i pozytywna reakcja widzow zainspirowały powstanie kolejnej
wystawy, ktora mozna bedzie ogladac na “Open” – rodzinnym festiwalu w stolicy
Szkocji.
Swoje prace zaprezentuje Collart-Young Artists Association. Malowane
pastelami, wykonane akrylem, farbami olejnymi, olowkiem, weglem, a takze w
technice batiku prace wniosa w roznorodny nastroj wszystkich
zwiedzajacych/ogladajacych. Mamy nadzieję, ze mieszkańcy Edynburga chętnie i
tłumnie odwiedzą wystawę.
Jest to okazja do tego, aby w atrakcyjny i zajmujący sposob zyskac wiedze o
polskich artystach mieszkajacych w Szkocji ale takze okazja do nawiazania
wspolpracy z artystami szkockimi.

Wystawe “Wesola tworczosc” ponownie mozna zobaczyc podczas 100 obchodow
Miedzynarodowego Dnia Kobiet w Glasgow w dniach 5-6 marca 2011
w Polskim Domu im.gen.Sikorskiego w Glasgow.

Serdecznie zapraszamy!!!

Tekst przygotowala Kalina Slusarska.

BABUSZKA  – Anna Chojecka

| Leave a comment

przeczytalam, polecam

BÓG, MY I SUSZONE RYBY

Na tę książkę składają się dwa obszerne opowiadania. Pierwsze z nich jest opowieścią o współczesnej islandzkiej nowoczesności, drugie przeciwnie – jest jakby wersją uniwersalnej, biblijnej przypowieści o Hiobie.

“Dom Róży” to opowiadanie o młodym polskim emigrancie. Chłopak próbuje pisać, nawet wydaje na wyspie tomik wierszy, ale musi jakoś zarabiać na życie, ma żonę i małe dziecko, stara się o islandzkie obywatelstwo, więc najmuje się do pracy w domu starców. Najpierw kilka miesięcy praktykuje w różnych miejscach, później zostaje przeniesiony na specjalny oddział dla uprzywilejowanych, bogatych pensjonariuszy.

“Krýsuvík”, tak brzmi nazwa jednej z niewielkich islandzkich miejscowości, jest natomiast monologiem młodego mężczyzny, który wchodzi w dorosłe życie. Jest sierotą, ale jakoś sobie radzi – znajduje żonę, buduje dom, żyje z łowienia i suszenia ryb, bierze pożyczki, chce budować szklarnie. Oboje z Karen prowadzą życie w naturalnym, pierwotnym, prowincjonalnym rytmie, jak wszyscy tutaj: “Bez znoju i bólu nic się nie da w życiu zrobić, mama też cierpiała, jak mnie rodziła, (…) a potem cierpiał mój ojciec, jak umierała, a na samym końcu ja cierpiałem, jak on umierał, tak to już jest, nie ma radości, jak się nie cierpi” – powiada bohater. Żyją szczęśliwie, pracowicie i bogobojnie. Są, jak mówi w pewnym momencie bohater, tylko “Bóg, my i suszone ryby”. Ale w pewnym momencie dobry los się od nich odwraca.

wiecej tutaj:

http://www.culture.pl/pl/culture/artykuly/dz_klimko_dobrzaniecki_dom_rozy_krysuvik

| 1 Comment

sentencja-epilog

Nie musimy już się obawiać sporów,
konfliktów i problemów z samymi sobą i z innymi,
ponieważ nawet gwiazdy wpadają na siebie, tworząc nowe światy.
Dziś wiem, że TO JEST WŁAŚNIE ŻYCIE!

Charles Chaplin – 16.04.1889 Londyn

| 9 Comments

nie podnos tej rozrzuconej ksiazki…

Serce pełne miłości pozostaje miękkie i wrażliwe. Gdy zaś bywasz piekielnie zaangażowany w zdobycie czegoś, stajesz się okrutny, twardy, niewrażliwy. Jakże możesz kochać ludzi, jeśli potrzebujesz ich do własnych celów? Możesz ich tylko wykorzystywać i używać. Jeśli jesteś mi niezbędny, abym czuł się szczęśliwy, muszę ciebie użyć, manipulować tobą; muszę znaleźć sposoby i środki, aby cię zatrzymać. Nie mogę ci pozwolić, abyś był wolny. Tak naprawdę mogę kochać ludzi tylko wtedy, gdy oczyściłem z nich swoje życie. Kiedy umrę dla swej potrzeby ludzi, stanę na pustyni. Na początku będzie to okropne: poczujesz się opuszczony; jeśli jednak wytrzymasz choć przez chwilę, nagle odkryjesz, że to wcale nie jest opuszczenie. To jest samotność, osamotnienie, ale pamiętaj, pustynia też zakwita. I wówczas w końcu poznasz, czym jest miłość, czym jest Bóg, czym jest rzeczywistość. Ale początkowo odstawienie narkotyku jest ciężkie – szczególnie jeśli nie możesz liczyć na bardzo głębokie i przenikliwe rozumienie albo dostateczne cierpienie. To wielka rzecz, jeśli się cierpiało. Tylko wtedy masz naprawdę dość dotychczasowego życia. Możesz wykorzystać cierpienie do tego, by położyć mu kres. Większość ludzi po prostu cierpi. Wyjaśnia to konflikt, którego czasami doświadczam – pomiędzy rolą duchowego przewodnika a rolą terapeuty. Terapeuta mówi: Cierpienie należy złagodzić. Natomiast przewodnik duchowy twierdzi: Niech cierpi.

Kiedy wreszcie relacje z innymi ludźmi zaczną przyprawiać nas o mdłości, zdecydujemy się wyrwać z tego więzienia emocjonalnej zależności od innych.

– Czy mam ci zaoferować środek uśmierzający ból, czy lekarstwo usuwające nowotwór? Decyzja nie jest łatwa.

Niektórzy z niesmakiem tę książkę zamkną i odrzucą. Niech to zrobią. Nie podnoś tej rzuconej książki i nie mów, że nic się nie stało.

fragm. – “Przebudzenie” Anthony de Mello

| 4 Comments

moja nowa fascynacja

FC Polonia Glasgow

http://fcpg.streemo.pl/Community/Default.aspx

| Leave a comment

dla tych, co nie znają, a potrzebują

Clytie Louise Welden Hawkins

MODLITWA TOBIASZA I SARY

“Bądź uwielbiony, Boże ojców naszych,
i niech będzie uwielbione imię Twoje
na wieki przez wszystkie pokolenia!
Niech Cię uwielbiają niebiosa
i wszystkie Twoje stworzenia
po wszystkie wieki.
Tyś stworzył Adama,
i stworzyłeś dla niego pomocną ostoję – Ewę,
jego żonę,
i z obojga powstał rodzaj ludzki.
I Ty rzekłeś:
Nie jest dobrze być człowiekowi samemu,
uczyńmy mu pomocnicę podobną do niego.
A teraz nie dla rozpusty
biorę tę siostrę moją za żonę,
ale dla związku prawego.
Okaż mnie i jej miłosierdzie
i pozwól razem dożyć starości! ”
I powiedzieli kolejno: “Amen, amen! ”

Tb 8,5-8

| 4 Comments

z “Listow Emigracyjnych”

Glasgow Central Station clock

znowu bez ogonkow, ale prawie z krzesla w bibliotece spadlam, przeczytawszy:

Pojawiasz się i znikasz i chwała Panu choć za to. A ja o wystawie dumam, o sens Pana pytam.

Bo wszędzie Cię pełno, nigdzie pewnie dosyć. Tylko u mnie pustka i… wieczny niedosyt, i… wszystko zapełniasz. Tam, gdzie Cię nie dognać, tam myśli kieruję, marząc, kiedy znowu powernisażuję, jako drzewiej latami bywało, gdym na Koziej w Warszawie sztuką się nasycał, sztuką skarykaturzałą, bliską mi, jak całe moje życie, w którym co krok – smutno, co dwa… satyrycznie.

Jakże to, być duchem już w Glasgow, by podeptać ulice, ba, u wrót klubu stanąć w ramach wstępnych ćwiczeń?

Czemu to się dziwić – raz azymut w sercu wykreślony, niecierpliwie wypełnienia czeka, choć niezrównoważony. I gdyby tak cień szary pojawił się w Glasgow, nie odwrócisz się, nie zaprzesz po trzykroć, serce drgnie i poznasz go?

I pochwycisz w ramiona, powiedziesz jak swego? Opieki nie powinien nie mieć…

Glasgow Central Station, druga po południu, w sobotę dnia piętnastego.

Proszę o rezerwacji potwierdzenie.

Szczesliwej Adresatce dozgonnie zazdroszcze – a tekst z “Listów Emigracyjnych”, c.d.n. 

| Leave a comment

do sprzedania

Jeśli chcesz mieć ten obraz lub wesprzeć młodego polskiego artystę – napisz agencjaliteracka@gmail.com

portfolio_Sławek_Noga

| 4 Comments

z wykopalisk – the secret

Nie ma w niebie tablicy, na której Bóg napisał Twój cel, Twoją misję w życiu. Nie ma w niebie tablicy, która mówiłaby:

“Neale Donald Walsch… przystojny facet…, którzy żył w pierwszej połowie dwudziestego pierwszego wieku, który dwukropek tu jest puste miejsce.  Wszystko co muszę zrobić, aby naprawdę zrozumieć, co ja tutaj robię, po co tutaj jestem, znaleźć tą tablicę i dowiedzieć się, co Bóg naprawdę dla mnie przewidział. Ale ta tablica nie istnieje. Więc Twoim celem jest to, co mówisz, że jest, Twoją misją jest misja, którą sam sobie wybierasz. Twoje życie będzie takie, jak je ukształtujesz, i nikt tego nie osądzi, ani teraz, ani nigdy.

Posted in 1 | Leave a comment

wspomnień czar – “Cały czas” Janusz Anderman

Tym razem spotkaliśmy się nie w murach budynku, ale przed nim – każdy przyniósł sobie coś do siedzenia i to było miłe, takie – ogródkowe spotkanie. Na zewnątrz było nam po prostu cieplej.
“Cały czas” sprawił nam sporo trudności, nie wszyscy przeczytali, trudno więc było rozmawiać. Negatywny, zimny i wyrachowany bohater bez imienia, tylko z inicjałami, jakiś dziwny A.Z. (a przecież mógłby to być ktokolwiek) nie przypadł nam do gustu. Może właśnie dlatego, że nie chcieliśmy się nim utożsamiać, ciężko się to czytało.
Karierowicz i cwaniak – A.Z. – wykorzystywał napotykanych ludzi do zrobienia kariery.

“Przyjaźnił się” tylko z tymi, z którymi wypadało, sypiał z kobietami, dopóki mogły i chciały się nim opiekować, wykorzystywał każdą sytuację do budowania swojego wizerunku, uwielbiał pokazywać się z jak najlepszej strony, tylko… że zwykle tę stronę zawdzięczał innym.

Recenzenci określają go bez owijania w bawełnę – ŁAJDAK, JAKICH WIELU. Cały czas oszukiwał, manipulował, kombinował.

A potem – potem nie było już czasu na…

Posted in S | 8 Comments

o niej i o tym, co robi, wkrótce

(chociaż łatwiej byłoby napisać, czego nie robi)

zdj. Jacek Kocan www.jacekkocan.info
| 1 Comment

Na północ od Londynu

Polacy, którzy żyją w Szkocji od kilku lat, twierdzą, że kryzys jednak jest zauważalny. – Dawniej nie było problemu ze znalezieniem pracy opartej na stałym kontrakcie z pracodawcą. Dzięki temu mogliśmy starać się o kredyty, nie było problemów z udokumentowaniem zdolności kredytowej. Dzisiaj rzadko kiedy pracodawcy wiążą się od razu umową o pracę na czas nieokreślony. Zwykle tylko przedłużają nam tymczasowe umowy albo proponują mniejsze ilości godzin do przepracowania, a nie zawsze nam to wystarcza – opowiada Kasia Wójcik z Glasgow. – Po krótkim urlopie macierzyńskim wróciłam do pracy, chyba tylko dzięki temu, że miałam już stały kontrakt zanim zaszłam w ciążę. Mój mąż natomiast nie ma stałej umowy i obecnie ma trudności z pracą. Bywa, że nie jest potrzebny w fabryce przez kilka tygodni – dodaje. Z  tego powodu Marek, mąż Kasi, często poszukuje pracy dorywczej. Najchętniej pracuje na budowie u polskiego przedsiębiorcy, wtedy stawka za godzinę jest wysoka i pozwala mu później spokojnie przetrwać okresy bezrobocia. Bierze jednak to, co jest, czasami np. sprząta pobliski bar. Zdarzało się też, że roznosił ulotki i pracował w myjni samochodowej. Aktualnie szuka jednak stałego miejsca pracy, chce zaoszczędzić jakiś kapitał i wrócić z rodziną do Polski, bo tam przed wyjazdem obronił tytuł magistra filologii polskiej i nie chce zmarnować wykształcenia.

więcej TUTAJ

| Leave a comment

Wystawa

Od 15 do 20 stycznia w Polskim Klubie Sikorskiego w Glasgow oglądać będzie można wystawę prac młodych polskich artystów, zatytułowaną “Wesoła twórczość”. Wstęp bezpłatny.

Noworoczna wystawa przedstawiać będzie twórczość polskich artystów z Glasgow. Pokazane zostaną fotografie, obrazy malowane farbami, pastelami oraz prace wykonane ołówkiem i węglem.

Organizatorką wystawy jest pochodząca z Mazur mieszkanka Glasgow – Kalina Ślusarska. Zapytana skąd wziął się pomysł na wystawę, odpowiada: – Zawsze marzyłam o tym, aby podzielić się z innymi tym, co robię, czyli rysowaniem. Artystów, chcących do mnie dołączyć, znalazło się wielu. – Mamy nadzieje, że na jednej wystawie się nie skończy – dodaje.

więcej TUTAJ

| Leave a comment

Good Neighbours

| 1 Comment

Witajcie Niemcy, jesteśmy Szkotami

Jest rok tysiąc dziewięćset czternasty. Twa pierwsza wojna światowa. Oddziały Francji oraz Wielkiej Brytanii toczą walkę z wojskami Niemiec na froncie zachodnim. Jesteśmy we Flandrii, w okolicach Ypres, w chłodną grudniową noc. Niezwykła to noc, bo wigilijna. Naprzeciwko siebie zacięci wrogowie. Nikt jednak nie strzela, panuje głęboka cisza. Żołnierze skryci w okopach, nachyleni nad zaimprowizowanymi stolikami, w blasku świec, próbują przeżyć wyjątkowość tego jedynego w roku wieczoru. Wieczoru, który może być ich ostatnim. Na twarzach walczących malują się chwilową radość i uśmiechy gaszone przez otaczającą ich brutalną rzeczywistość okopów; w wielu spojrzeniach odbijają się wspomnienia przeszłości, zamyślenie i lęk niepewnego jutra.

W okopach francuskich milczący żołnierze przypatrują się rozświetlonym choinkom dekorującym okopy niemieckie, Niemcy śpiewają, Szkoci grają na dudach. Muzyka wyparła huk armat i strzały z karabinów. Zastąpiły je słowa jednej z najsłynniejszych na całym świecie kolęd – Cichej Nocy śpiewanej przez niemieckiego żołnierza. Ku zaskoczeniu wszystkich śpiewającemu zaczynają przygrywać szkockie dudy. Milknie pieśń, ale nie gaśnie duch wigilijny. Szkoci przejmują pałeczkę, intonując pieśń Adeste Fideles. Żołnierz niemiecki, zachęcony melodią, niepomny na przestrogi kolegów, porwany chwilą, chwyta drzewko bożonarodzeniowe, opuszcza pospiesznie okopy, by z choinką w dłoni dokończyć pieśń na ziemi niczyjej.

Witajcie Niemcy, jesteśmy Szkotami” przywita śpiewaka strona brytyjska.

Dobry wieczór” ukłoni się młody żołnierz.

więcej TUTAJ gorąco polecam

| Leave a comment

Wiersze nadesłane

Mnie tylko na oczy

Chłodem wieje,
zionie pustką dodatkowego talerza z Wigilii, tego, co to go…
aż nie było –

niech tam wieje,
a ty bądź ciepłą Samarytanką dla owych kilku cierpiących,
bądź im miłą.

Bądź w zaułkach,
gdzie ni Bóg, ni ksiądz, ni policjant potrzeby, nawet przypadkiem,
nie miewają;

gdzie odwagi
znak trza dać i ufności Bogu, którego w maluczkich nie ma, bo i po co! –
Ty im daj Go.

Ukojenie
daj im jeszcze, dusz ukojenie i serc, i stopy włosami osusz własną
łzą zroszone.

*
Mnie, na oczy
prawdy niewidzące, niewyspane a cudowne złóż tylko swe dłonie
przemęczone.

WRL, 5 stycznia 2011 r., wieczorem

| 1 Comment

Z perspektywy London Eye

Wcześniej czy później każdy przybywający do Londynu znajdzie się w jego pępku, czyli na Trafalgar Square. Stąd promieniście rozchodzą się trasy w wielu kierunkach. Trzeba tylko wiedzieć gdzie, czym i dokąd. Usytuowana w pobliżu stacja metra Charing Cross czarnej linii (Northern Line), poprzez system przesiadek, zapewnia w miarę szybkie dotarcie prawie wszędzie. Podobnie autobusy – komunikacja miejska godna jest najwyższego uznania.

Greenwich, znajdujące się na światowej liście dziedzictwa kulturalnego UNESCO, bo o tym miejscu będzie dziś mowa, to spora atrakcja turystyczna. Samo obserwatorium (The Royal Greenwich Astronomical Observatory) położone jest na wzgórzu, skąd podziwiać można wspaniałą panoramę miasta, z wieżowcami Canary Wharf na pierwszym planie. Sporo ciekawostek do przełażenia oglądając: obserwatorium, park i ogród oraz muzeum. W niewielkim w zasadzie muzeum dużo zabytkowych eksponatów, w tym najrozmaitsze mapy i chronometry wykonane rękami znamienitych mistrzów, z odsłoniętymi detalami i mechanizmami do podziwiania gołym okiem. Wszystko oczywiście sprawnie działające. Wewnątrz nie można robić zdjęć, więc tylko jedno wykonane zaraz po wejściu do momentu pojawienia się tabliczki ze stosownym napisem. Na zewnątrz atrakcją nad atrakcjami jest trwale oznaczona linia przebiegu południka 0, co umożliwia dokładne ustawienie się obunóż na dwóch półkulach: wschodniej i zachodniej. Wykonana fotografia w rozkroku nad ową linią stanowi żelazny punkt programu zwiedzających i powód do wyjątkowo oryginalnej dumy.

więcej Tutaj

| 1 Comment

Pola Laska

http://www.alefstern.pl/

| Leave a comment

“Pracowite” życzenia z daleka

Na Nowy Rok 2011

Zdrowia i jasności umysłu, trafnych analiz, właściwych decyzji i ich realizacji można by życzyć sobie, tobie, im.
Cel, kierunek, miłość, twórczość, praca, szczęście, harmonia, spokój, sława, bogactwo, to tylko niektóre możliwe konsekwencje powyższego.

do siego roku


Kazimierz Kutz: Po prostu trzeba mieć pomysł na życie, wyznaczyć sobie jakiś cel, własny, niepowtarzalny. A potem zasuwać.

(dziękuję i podpisuję się obok)

| Leave a comment

stare inspiracje

czasem warto postawić wszystko “do góry nogami”

| 4 Comments

Ona pisze “moje” wiersze, kocha “moją” biblioteke i ciagle zabiera “moje” klucze

… ponieważ ostatnio mam czas tylko na sen, więc prawie nie piszę, ale tęsknię, na wspomnienia mnie wzięło, a tu aktualizacja wpisu sprzed dwóch lat, ale to były fajne czasy!

Kocham
stare rozpadające się domy
wspomnienia i karty.
Karty były wszędzie,
gdzie obróciłaś wzrok.
Teraz je pamiętam.
I listy.
Jakby ktoś
rozrzucił je specjalnie.
A wiesz?
Zniknęły.
Nie wiem co się z nimi stało.

autor: Anna Mazur aka Hipi aka Doberko (lat 15). Na swoim blogu napisala:

Miasto Aniołów było piękne, szczególnie miłe chowanie się w bibliotece.

Chowała się przed znanym w mieście dziennikarzem, który uparł się zrobić z nią – nieznaną poetką – wywiad. Chowała się przed łowcami autografów. Bo napisała “Nic takiego”, a wszyscy uznawali to za COŚ NIESAMOWITEGO. Ja też.
(Ona chowa się TUTAJ.)

Posted in O | Tagged , , , | 3 Comments

Autobiografia Juliana Assange

więcej TUTAJ

| Leave a comment

Recepta na szczescie (znowu nie mam ogonkow!)

do poczytania, polecam serdecznie:

Karolina Bazylak, 28.12.2010

 

 Zapoznając się z opiniami forumowiczów Emito.net, natrafiłam na wypowiedź Pawła, który usiłował dowiedzieć się, czy istnieje recepta na “całkiem ułożone życie”. Otóż jest wiele takich przepisów, dla każdego inny będzie skuteczny, dla niektórych kompilacja kilku z nich. Najważniejsze to odszukać swoją drogę, cel. Środki do ich realizacji każdy z nas ma w sobie.

wiecej TUTAJ

| Leave a comment

Wrocławski Motorniczy

Najpiękniejsze życzenia:

Wesołych, szczęśliwego!
Gdzie Ty w ogóle jesteś?
~m

jak zwykle gdzieś w czasoprzestrzeni. jak ja za Wami tęsknię!!! za Tobą też. :)

Jego foto są teraz  TUTAJ.

| Leave a comment

od Hippie z Krakowa

a to ona. kiedyś napisze książkę.

| 2 Comments

Przepraszam, musiałam wyjść…dla dobra wszystkich istot. Peace and love!

O potrzebie uciekania czasami zwanej wędrówką. Czasami też tak mam, odnajduję się w tych słowach, więc wklejam, żeby nie zginęły.  Pozdrawiam Nowy Jork. Cieplutko!

Mistrzostwo w “wyjściach”: trzaskanie drzwiami, bieg w kierunku odwrotnym do przebytego, palenie za sobą mostów/stosów, lot kosmiczny na Andromedę (daleko i zajmuje trochę czasu), zaminowanie pola, po którym się właśnie przechodziło, ciuchutkie wślizgnięcie się pod czapkę niewidkę, słowem robienie wszystkiego by zniknąć, zapomnieć, zamknąć, zatrzymać jakiś bieg myśli i zdarzeń raz na zawsze. Tłumaczę sobie, że osiągnięcie maestrii wychodzenia nie jest moją zasługą, że z pewnością odziedziczyłam ją po przodkach – ludziach, że genetycznie jestem do niej przyzwyczajona, że to nic innego jak pielęgnowanie rodzinnego dorobku. Wychodzenie, zamykanie, dyskontynuacja sprawia mi wyraźną przyjemność. Wychodzę z trzaskiem, impetem i piorunami. Zawsze mam w kieszeni jakieś drobne, by zafundować sobie kawałeczek dramatu, odrobinę tragedii, szczyptę rozczarowania z nutką melancholii… Wychodzę i czuję ulgę. ciąg dalszy TUTAJ

| 2 Comments

znaleziska

To pocieszajace, ze mam taki sam problem, jak Messner –

„Pragnienie Pozostania i Konieczność Wymarszu”.

Lub odwrotnie – Pragnienie Wymarszu i Konieczność Pozostania. A tutaj kołysanka, Dark Angel zresztą, znaleziona na http://www.emito.net (wklejam, bo piękna, oby się nie zawieruszyła).

| Leave a comment

Zanim Cię znajdę (jeszcze Irving)

Wedle słów matki, Jack Burns był aktorem, zanim tak naprawdę nim został, lecz jego najżywszym wspomnieniem z dzieciństwa były chwile, gdy czuł się zmuszony ująć ją za rękę. Wtedy nie grał.

Wychowywany wśród kobiet Jack o swoim ojcu, Williamie, zdolnym organiście ze skłonnością do nawiązywania przygodnych kontaktów z kobietami, wie niewiele. Tyle ile przekazała mu matka, Alice, znana tatuażystka podczas podróży “śladami niewiernego Williama” do Europy. Od tego czasu – a Jack miał wtedy cztery lata – zła sława ojca kładła się na nim cieniem, tym mroczniejszym im stawał się starszy i bardziej podobny do rodzica. Nie tylko fizycznie… Jako trzydziestoletni aktor, gwiazda Hollywood, odkrywa tajemnicę swojej przeszłości. Żeby jednak poznać całą prawdę o sobie, będzie musiał odbyć niejedną podróż.
W jedenastej, najbardziej osobistej z wszystkich powieści Irvinga, dominuje nastrój melancholii, ale nie brakuje humoru, bywa, że czarnego i przez łzy – będącego znakiem rozpoznawczym autora “Świata według Garpa” i “Jednorocznej wdowy”.

Podoba mi się seria z tatuażami, zamówię wszystkie.

| Leave a comment

Nadzieja przeciw nadziei

“Co takiego im zabrano, co wzbudziło w nich taki gniew? Zabrano im nadzieję. Ta delikatna bańka mydlana nadziei na awans społeczny, która utrzymywała ludzi w dobrym samopoczuciu przez dekady rosnących nierówności. Nadzieję, że dzięki ciężkiej pracy i posłuszeństwie i kupowaniu odpowiednich rzeczy przynajmniej niektórzy z nas dostaną dobrą pracę i bezpieczne warunki zamieszkania, które nam obiecano.”
-Laurie Penny, New Statesman, 3 grudnia 2010 r.

więcej Tutaj

Blog Laurie

| Leave a comment

Pisarz uratowany przez literki

z Wysokich Obcasów:

Im gorzej w kraju, tym lepiej dla pisarza. Każdemu pisarzowi powiedziałbym, że jeśli ostatnio nie skrytykował swojego kraju, to znaczy, że źle wykonuje swój zawód – rozmowa z Johnem Irvingiem.

‘Jeśli chcesz zostać pisarzem, unikaj katolików’ – mówi jeden z bohaterów pańskiej najnowszej powieści. Zafascynowała mnie ta porada. Mógłby ją pan rozwinąć?

Zacznę od wyjaśnienia, że nie mam nic przeciwko katolikom jako takim. Ketchum, mój bohater, mieszka w północnym New Hampshire. Jedyni katolicy, jakich zna, to Québécois, przybysze z francuskiej Kanady. Niepiśmienni drwale. Ketchum ich nienawidzi, bo oni tu przyjeżdżają, odbierając pracę Amerykanom. Nie znają też angielskiego, co wkurza wszystkich wokoło. Ketchum to przy tym ekscentryczny samouk, przemawia przez niego ludowa ksenofobia. Równie dobrze mógłby wymienić inną grupę, której nienawidzi, a jest tego sporo.

więcej TUTAJ

| Leave a comment

Choinka – Kokietka

z tekstów nadesłanych: autor – WaszeR Londyński

Kokietka

Panienka była taka, jak lubię: nie za wysoka, z leciutką nadwagą, pachnąca. Co za rozkosz z żabiej perspektywy patrzeć na nią, stojącą na nocnej szafce podsuniętej do okna. Ta miedniczka, te łuki dojrzałych bioder, ten szyk. Cieszyła się jak dziecko, gdy wrzucałem na nią fatałaszki. Tak zawadiacko to tu, to tam puszczała oczko. Prawdziwa lalka. Księżniczka. I przy tej całej swojej krwi błękitnej, twardo stała na nogach, że byle podmuch jej nie zwali. Właśnie tak, jak lubię: kolorowo, iskrząco, miłośnie. Pewnie.

A z choinką było tak:
Esemes wyrwał mnie z kuchni. Nie wiem, ile razy czytałem zagłębiając się w materac, aż nie wrócił do poprzedniej formy. Numer nieznany – “Jestem obok – Twój Sprzyjający Duch”. A że gotów byłem do wyjścia… lękałem się rozglądać, wypatrując nieznanych jeszcze kształtów. To ona zamachała do mnie z oddali, a ja, rozpychając kontrkursem przeszkody, dopadłem oczom nie wierząc, dłoń kładąc stanowczą delikatnie. W ciągu niecałej godziny dostałem najśliczniejszą choinkę w całym Londynie. Dziękuję, Sprzyjający Duchu.

Dzień Wigilijny spełniłem z zieloną kokietką z Wood Greenu obok. Kolacja, to pojęcie względne, jak czas niewysprzątania, a gdyś samotny – abstrakcyjne. Za posiłek wystarczy fasolka szparagowa z wody i makaron w kompocie z suszu.

Mrówki faraona przyszły pogadać ludzkim głosem. Kto je zrozumie?

– Muszę prosić Cię o korektę tekstu.

– ?
Kokietki
– A co tam zmieniać? – Przecież jest dobry.
– Wczoraj tak natrętnie patrzyłem na tę choinkę, dumałem, wczytywałem się w tekst i coś mi nie grało. I znalazłem. Wiesz co nie pasuje? Jest tak: “Ta miedniczka, te łuki dojrzałych bioder”, w sensie dorodnego dojrzałego owocu; owocu, który ma nasiona; nasiona, to przyszłe życie – ona jest ciężarna! Brzemienna. Faktycznie, ona jest pękata okrąglutko. Tej miedniczce czegoś brak w takim razie, określenie nie oddaje oglądanego obrazu. Brzuch ciężarnej kobiety obniża się w końcowej fazie ciąży i ta pękatość wypada prawie centralnie w obrębie miednicy. To właśnie zafascynowało mnie w mojej choince, ale wtedy jeszcze nie było nazwane, tylko wrażenie zostało. Ona jest jak “brzemienna”. Wstaw tam “Ta miedniczka niby brzemienna”, bo tamto, to brak konsekwencji, a jak damy skojarzenie, podobieństwo do, zamiast pewności bez “niby”, to będzie dobrze. I jeszcze na samym końcu coś podobnego, przypuszczenie, niepewność, zamiast przekonania: “Za posiłek może wystarczyć fasolka”, nie samo “wystarczy”. I wszystko.

| Leave a comment

Metafora Bożego Narodzenia

Czy Święta na emigracji rzeczywiście muszą być przygnębiające? Ktoś napisał, żeby je odwołać,  ktoś inny rzucił pomysł, żeby wybrać się w Wigilijną Noc na daleką włóczęgę. Ktoś inny chciał bardzo do Domu, ale się nie dało, bo samoloty odmówiły posłuszeństwa. Narzekanie i smutek ogarnęły świat, zakupy pozwalały na chwilę zapomnieć. Przyłączyłam się do tego biadolenia, bo Wigilia od zawsze ma dla mnie wymiar metafizyczny, a ta tegoroczna to pierwsza tak daleko.

A jednak Słowo jeszcze ciągle ma moc i w tę noc nabiera prawdziwych kształtów. Jedni widzą w choince obraz brzemiennej kobiety, inni pielęgnują swoją samotność, albo uciekają w swoje nałogi, lepiej, gdy w jakieś swoje pasje, przyjaźnie.

Zaliczyłam wczoraj trzy kolacje wigilijne, każda inna, każda to inna opowieść, kiedyś je pozbieram. Przeszłam nocą 8 km, więc czasu na rozmyślania było sporo. Otwarte knajpy, zamknięte kościoły, martwa komunikacja. A jednak – jeżeli tylko się chce – to Magia działa.

Metafora Bożego Narodzenia ciągle jeszcze daje się odnaleźć, chociaż w różny sposób, w różnych miejscach i sercach. Rodzi się Dzieciątko (ech, jak ja jeszcze dobrze pamiętam wigilijne kazania), dobrze, o ile w naszych sercach, a nie w papierowych szopkach. Rodzi się COŚ nowego, co zmienia sposób patrzenia i myślenia, bez tej Wigilijnej Zmiany cała jej oprawa zostaje bez sensu…

Na czwartej Wigilii byłam duchem. Prawdziwym. Fasolka niezła.

A wigilijne pączki, dopisuję po stronie plusów, jak trzydniowy zarost i moro.

Zostało 365 dni do następnej.

| Leave a comment

przygarnięta choinka ze Stolarskiej (zza klauzury)

| Leave a comment

najtrudniejsza rzecz na świecie

Idgie oniemiała. Stały tak, patrząc na siebie. W tej chwili Ruth najbardziej w świecie pragnęła chwycić  Idgie i przytulić ją mocno. Wiedziała jednak, że gdyby to zrobiła, już nigdy nie potrafiłaby jej puścić.

Zrobiła więc najtrudniejszą rzecz w swoim życiu: odwróciła się, wyszła i zamknęła za sobą drzwi.

(“Smażone zielone pomidory”  Flagg Fanie)

Ten wpis już był, ale teraz, właśnie dzisiaj, znowu zrobił się aktualny, więc publikuję        ponownie. Glasgow pozdrawia Londyn.

Posted in 1 | 12 Comments

Kobiety, które igrały z bogami

Dora Maar nigdy nie wprowadziła się do Pabla Picassa. Nigdy nie przychodziła nieproszona, zawsze czekała na telefon. Lila Brik twierdziła, że nie ma nic łatwiejszego niż zdobycie mężczyzny – trzeba mu wmawiać, że jest genialny, i pozwalać na wszystko, czego zabraniają w domu. Resztę załatwią dobre buty i jedwabne dessous. Majakowski nazywał ją Koteczką… Maria Komornicka w 31. roku życia wyrwała sobie wszystkie zęby, spaliła kobiece stroje… i zaczęła żyć jak mężczyzna. Alma Mahler-Werfel pewnie nie zostałaby muzą Gustava Klimta, gdyby ojciec nie powtarzał jej: “Dziecko, igraj z bogami”.

więcej Tutaj

| Leave a comment

Zwyczajny facet

Bohaterem a zarazem narratorem jest Wiesiek, pięćdziesięcioparoletni bezrobotny stoczniowiec, który decyduje się wyruszyć do pracy w fińskiej stoczni. Dość ma już utyskiwań żony, jednak jeszcze próbuje ją zadowolić. Przy okazji dowiadujemy się, że jego małżeństwo nie jest specjalnie udane – choć ożenił się z dziewczyną swoich marzeń, nie jest w stanie sprostać jej wygórowanym wymaganiom. Dodajmy, że Joanna jest sprytną manipulatorką. Wie, jak utrzymać męża w ryzach – fundując mu na przemian dziką i zupełnie bezsensowną awanturę, a potem okres względnego spokoju (czy nawet czułości). Wieśkowi wydaje się, że jest to zupełnie normalne, jednak z dala od żony coraz bardziej przegląda na oczy i uświadamia sobie brak prawdy w swoim małżeństwie. Tak jak umie, będzie próbował ratować sytuację. Gdy mu się to nie uda, zacznie układać sobie życie na nowo. Rzecz jasna, będzie happy end.

więcej w Szafce z książkami – i recenzję, i książkę polecam

| Leave a comment

bo przecież niedługo wiosna

od Magdy S.
po morderstwie sumienia
zostajemy puści
dlaczego
przecież nie da się zapomnieć
zbrodni minionego stulecia
więc nie bądź tylko przedrostkiem
własnego życia
co ukrywa się w cieniu księżyca
wsłuchaj się duszą bez reszty
w muzykę serca i tańcz
ukołysz się rytmem
co bije od niego
przytul do twarzy darowany uśmiech
i nie dziw się, że w końcu przyszedł
a przyszedł z kwiatem na dłoni
byś mógł wpleść go w życie
tak bardzo uroczyście
jak wplatasz wspomnienia
bo przecież niedługo
wiosna
tak niewiele przecież trzeba
żeby boso biegać po łące
| Leave a comment

Nocne powroty

Wracam po pracy do domu z nocnymi drajwerami. Zwykle ostatnim, pustym, zamarzniętym blaszanym pojazdem. Przez wychuchane kółeczko w zamarzniętej szybie zwiedzam miasto, bywa, że fascynujące życie toczy się na ulicach nocami. Światła to kolejna atrakcja… Zaprzyjaźniam się z wszystkimi kierowcami, żeby się nie zgubić, więc to oni troszczą się o mnie, za cieplutkie thank you rzucone przy wysiadaniu.

Wracam po pracy do domu z Radością. Stoi na ostatnim przystanku, czeka na mnie, z daleka już macha. Nie wiem, jak ona to robi, ale jest codziennie, a właściwie conocnie.

Że jej się chce?

| Leave a comment

Dialogi o szpachlowaniu

– Do szpachlowania ścian potrzebny specjalny gips o opóźnionym wiązaniu, do drewna szpachla dwuskładnikowa. Tu wszystko fillery. W sklepie Ci powiedzą co do czego. A wypełniać, zależy od rozmiarów ubytków: raz, dwa a nawet trzy podejścia, po każdym, po wysuszeniu, szlifować specjalną “bawełną”, wiesz o czym mówię? Dobre to zajęcia, ale nie dla “sierotek”. Kaś zwłaszcza.
– Znaczy, nie dam ścianom rady?? Paznokcie mi się połamią, czy co?
– Ściana jak facet, jak się ją popieści, da się przekonać. I nachalna nie jest. Coś pewnie zrobisz. Po paznokciach na pewno.

(I tak się skończyła moja kariera szpachlarza-malarza  w Szkocji. Pazury uratowane.)

| 1 Comment

Dialogi o Drodze do Santiago

– Byłem już w Googlach szukając Ciebie. A potrzebuję Twoich opowieści.
– Dlaczego szukałeś mnie w Googlach???!!!
– A gdzie miałem Cię szukać? W szkockich górach?

(właśnie tam wtedy byłam!)

| Leave a comment

Pytanie o portret

halinopoświatowskie

List-opowiadanie

Każde dzieło nosi na sobie piętno, odcisk osobowości jego twórcy.

Pytanie, na które udzielenie odpowiedzi w tej chwili nie było w zasięgu jego możliwości: Dlaczego po raz drugi, w ciągu zaledwie tygodniowej znajomości z Nią, miał moralniaka, tym razem takiego prawdziwego, przykrego i przygnębiającego jednocześnie? – nie dawało mu od kilku dni spokoju. Podobnie bez rezultatu poszukiwał logicznego wyjaśnienia upartej wędrówki po blacie komody czarnej figurki maszkarona. Zadręczał się tym codziennym rozmyślaniem nad sensem.

Mógłby sobie w nieskończoność powtarzać: ludzie piszą, Pan Bóg mejle nosi. Pewnie jest w tym jakaś racja. Tak jak i w tym, że w tyglu światowej kultury jest również i Amor. Tyle że dziś strzały już całkiem pozametafizyczne, współczesne, internetowe. Podobno ten uskrzydlony brzdąc czasami trafia, skonstatował, tak z westchnieniem ożywienia, jak ze wzrastającą rezygnacją.

Mniejsza z tym. Był facetem. Nie jakimś tam nadymanym macho, tylko najzwyklejszym, niewyróżniającym się z tłumu przechodniów, gościem, no, chyba że kilkudniowy, bardzo szpakowaty już zarost i kurtka moro, w jakiś sposób go wyodrębniały. Był tak bardzo hetero, że woń kobiety wyczuwał z odległości tysięcy mil. Nie każdej kobiety, na szczęście. Rzadko której. Wyjątkowej. Reszta, to na ogół codzienne, tak przez matrony – jedyne-posiadaczki-licencji nielubiane, wzrokowo-węchowe erotyczne fascynacje, bez których żaden normalny psychicznie i zdrowy fizycznie mężczyzna przecież nie istnieje.

To poważniejsze, to zapewne feromony – eteryczne substancje magiczne. Jeśli faktycznie, to dlaczego jednych nie odbiera się z odległości kilkunastu centymetrów, inne potrafią zabić, w bezpośredniej bliskości wywołując skomplikowane reakcje alergiczne, jeszcze inne, z końca świata docierające, wprowadzają w stan irracjonalnego, ekscytującego oszołomienia, wywołując u zaatakowanego lawinę mniej lub bardziej poważnych i przemyślanych zachowań? Biologia z chemią miałyby tu coś do wymądrzania. Psychologia pewnie też. Ale zwalając wszystko na te nieszczęsne feromony, to tak, jakby “dajcie mi człowieka, paragraf się znajdzie”. Nieludzko obrzydliwe pozbycie się problemu, poprzez jednokierunkowe zaangażowanie sił i środków.

Cogito ergo sum. Znał to z okresu pierwszych fascynacji miłosnych. Dlatego teraz był w stanie jednoznacznie wskazać palcem na swój zwichrowany charakter: ni to rozkapryszonego małolata, ni to narcyza, ni wiecznie niezaspokojonego samca. Niezły pasztet w mejlach jej podrzucił, trzeba przyznać. Kroić go, by spróbować, czy w całości wyrzucić? – oto dylematy. A jeśli dobry? No to prawie już rozpoczęte pączkowanie kolejnego moralniaka, z przerzutami na następne pokolenia. Dla niej tym razem. Alternatywą, bycie króliczką doświadczalną.

Homo sum, to najważniejsze. Był. Z wszystkimi wadami gatunku. Sekcja możliwa do przeprowadzenia, w celu zebrania niezbitych dowodów, ale tu właśnie króliczka rozpaczliwie zamerdała ogonkiem. Nie chce być futrzaczkiem? Potraktować jako aksjomat! Albo nawet i dogmat, co o tyle wygodne, że jednoznacznie ucina wszelkie odgałęzienia, dławi w gardle najdelikatniejsze pytania, niweluje jakiekolwiek wątpliwości. W przypadku aksjomatu natomiast, możliwości są dwie: pierwsza, sprowokować do samoczynnego dostarczenia obciążających dowodów, druga – pogonić na zbity pysk! To samo z wariantem dogmatu. Miłosierdzie – dla błądzących. Hochsztaplerów – bez litości!

Dowodów, dostarczonych w krótkim czasie, cała sterta, jakby z jakiej hurtowni dowodowej. Wiedziała, że warto zweryfikować, poszperać tu i tam, powprowadzać hasełka do wyszukiwarek. A nuż, widelec? Efektami, jeśli po jej najczarniejszej myśli, sypnąć w paskudne samcze ślipia i zostawić dziadostwo na pożarcie psom. Hańba!

Zagłębiając się w tę stertę, przeczuwała też, że prawdziwy problem zrodzić się może dopiero wtedy, gdy będzie miała do czynienia z prawdą, z oryginałami – niektóre mogą być nawet w jakiś sposób poświadczone. Z czymś tak naturalnym, jak wschodzące słońce, jak rozkwitająca polska wiosna, jak bijące serce. Gdzie się wtedy ukryć ze skazą niewiary? Skąd piasek, by bodaj głowę, naznaczoną nieufnością do niego, schować? Dokąd wzrokiem uciec, co nie wyrażał uznania?

Wiedziała ona, wiedział on, wiedzieli oboje, zamknięci każde w swoim kokonie, że pisać, podobnie jak śpiewać, każdy może. Każdy żywy i najlepiej przy zdrowych zmysłach, żeby dodatkowego chaosu nie wprowadzać do czasoprzestrzeni. Każdy fizycznie na tym padole obecny, w myśl powiedzenia – tu z zaświatów przyjaźnie kiwa ręką jego ulubiony felietonista z dawnej Rzepy – “Jestem, więc piszę”. Ale odwrotnie też dobrze brzmi: Piszę, więc jestem. Nawet lepiej! Lepiej, bo samego piszącego utwierdza w przekonaniu, że tu oto, trzymając w ręku pióro, grając na klawiaturze kompa, naprawdę JEST.

To, co warte może być owo pisanie, to w zasadzie chwilami mało istotne, czy to dla rozwoju ludzkości, czy dla jakiejś lokalnej gromady, czy samej wielkiej literatury wreszcie. Tam, gdzie jest człowiek i jego pasja, gdzie ktoś bliski wzruszony, tam jest harmonia, tam miłość, tam problemy spokojnie drzemią. Tam nikt nikogo nie pyta o preferencje, nikt nikomu w metrykę nie zagląda, nie zakreśla ukradkiem kółek na czole. Wystarczy, że biją serca, że płomień chybocze, że coś jest przed, oprócz tego, co za. Wystarczy, że się wie, że życie, to największy skarb. Aktywne, przede wszystkim, życie. Twórcze.

Podesłał jej więc w natchnieniu następne dowody samokrytyki – wóz albo przewóz, kładę wszystko na jedną szalę – pomyślał, i natychmiast szala skojarzyła mu się z Temidą, Temida z Artemidą – w takim zakręceniu nie pamiętał się, odkąd tu przybył kilka lat temu.

Dodatkowe dowody nie były wielkiej wagi, ot, autoironiczne fraszki zrodzone w czasie ostatnich burz emocjonalnych, kiedy to musiał odganiać napierające wzburzone fale wszelkich wątpliwości, kiedy musiał dziesiątki razy dziennie, a czasami i w majakach sennych, przekonywać sam siebie o słuszności kroczenia najnowszą ścieżką, która tak jasna i prosta wydawała się jeszcze w fazie przedrealizacyjnej. Co osiągnął tym ostatnim rzutem na taśmę? Jeszcze większy chaos w głowie i… ciszę. Niepokojącą ciszę po tamtej stronie dzielącej ich światy przepaści. Ciszę grobową. A takiej ciszy nienawidził, jak mało czego. Tej ciszy wrzeszczącej obojętnością, ciszy wykazującej różnicę stanów, wyorującej nieprzekraczalne granice przyzwoitości. Albo też subtelnie perswadującej, niemalże chwilami błagającej o prawo do odrębności, do świętego spokoju, do celebrowania własnych misteriów. Ale on tego nie mógł wiedzieć, no bo i skąd? Zaślepiony osobistym cierpieniem, skupiony nad powtarzaniem własnych mantr, niepróbujący połączyć na powrót, przeciętej jednym cięciem ostrego jak skalpel słowa “kobieta”, aorty łączącej poznanie ze zrozumieniem, zapadał się powoli w sobie pod przygniatającym ciężarem pytania: dlaczego?

Po trzech dobach marszu figurka maszkarona zbliżyła się do skraju blatu komody.

Londyn, sobota, 25 września 2010 r.
WaszeR Londyński
Rocznik 1953, wykształcenie techniczne pożarnicze. Wypalony zawodowy strażak, epizodyczny nauczyciel, niespełniony matros i aktywny w dalszym ciągu budowniczy Londynu. Amatorsko obserwator, pochłaniacz i przetwórca wszelkich zjawisk przyrodniczych, zwłaszcza tych zachodzących w przyrodzie ludzkiej. Nieśmiały satyryk z ambicjami. Totalnie niedouczony we wszystkich dziedzinach. Pracuje nad sobą. Używa także pseudonimu RKPainter. Nie chce dekonspirować pełnych danych.

| 5 Comments

Tajemnica zapisana w oczach

Dziennik „The Guardian” opisuje najnowszą teorię włoskiego badacza Silvano Vinceti, która twierdzi, że Leonardo da Vinci w oczach na portrecie Mona Lisy umieścił miniaturowe inicjały.

Badacz zainspirowany został wcześniejszym odkryciem tych tajemniczych liter przez francuskiego historyka sztuki, który wspomniał o tym w swojej książce. Okazuje się, że w prawej źrenicy namalowano czarną farbą niewidoczne dla ludzkiego oka litery LV, będące inicjałami Leonarda, natomiast w lewej litery “B” lub “S”, czy też inicjały “CE”.

więcej TUTAJ

| Leave a comment

Pożegnanie

Dostaliśmy dziś wiadomość, której od pół roku obawialiśmy się najbardziej… Agata Czarnota nie żyje. Miała lat 20? 25? – Do dziś nie wiemy. Poza tym, że – gdy ją poznaliśmy – była studentką WSD im. Melchiora Wańkowicza w Warszawie

Wiosną tego roku dzwoniła, płacząc, dlaczego musiała zawiesić pisanie swoich felietonów dla Studia Opinii. Chociaż tak bardzo ją do tego namawialiśmy, ceniąc jej rzadko spotykany talent pisania o sprawach prostych, zwykłych, codziennych… o żadnej polityce, rewolucjach, zakrętach i przekrętach, czym żywią się nasze media.

Wtedy po raz pierwszy dowiedzieliśmy się o toczącym ją raku, kolejnych przerzutach… I co mieliśmy odpowiedzieć jednemu z naszych czytelników, który – zaniepokojony – pytał, interweniując, co się stało, że felietonów Agaty już nie ma na naszym portalu.

Potem dostaliśmy wiadomość z Facebooka, że Agata walczy. Chudsza o połowę, z włosami, jak po “chemii”, ale walcząca… I teraz – ta straszna wiadomość…

Czcimy, odchodzących, wiekowych dziennikarzy, z wielkim dorobkiem. Agata dopiero zaczynała, ale już była dziennikarką w najlepszym tego słowa znaczeniu. I chociaż starsi o lat kilkadziesiąt, chylimy przed nią głowę. Jak przed każdym dobrze napisanym tekstem. Ktokolwiek był jego autorem i ile miał lat. Już nie ma różnicy między uczniem i mistrzem. Jesteś jedną z nas. Reszta to sprawa przypadku.

Przypomnijmy jeden z jej felietonów, publikowanych w SO – “Gdzie to szczęście”.

Żegnaj Agato…

Studio Opinii

Gdzie to szczęście?

W życiu nie można być tak po prostu szczęśliwym. Choćby się człowiek nie wiem jak starał, choćby stawał na rzęsach – nie ma szans, można sobie tylko połamać te rzęsy, i żadna inteligentna, pogrubiająca maskara tu nie pomoże. To jest tak samo niemożliwe, jak podróż w czasie, wynalezienie eliksiru wiecznej młodości lub wciśnięcie pasty do zębów  z powrotem do tubki. Celem samym w sobie jest dążenie do szczęścia, ale wszelkie próby trwania w tym stanie są zwyczajną stratą czasu.

Człowiek nie może być beztrosko szczęśliwy z kilku powodów. Między innymi dlatego, że jesteśmy istotami rozumnymi i inteligentnymi (przynajmniej teoretycznie, a to zobowiązuje) i nie damy sobie tak łatwo wmówić, że to, czego właśnie doświadczamy, to wszystko, na co możemy liczyć. Zawsze w swojej przenikliwości dostrzeżemy, że coś doskwiera, że coś uwiera, że coś odstaje i zawadza, że coś mogłoby być inaczej… Jak? Nie wiemy, ale z pewnością mogłoby być lepiej. Wybujała wyobraźnia poradzi sobie z tym w parę minut, rozsiewając wizję krainy szczęśliwości tak różnej od rzeczywistości, jak to tylko możliwe.

W pewnym sensie czujemy się zobligowani do nieustannego szukania dziury w całym, gdyż jest to przejaw jasności umysłu, a każdemu zależy na jako takim oświetleniu. Tym bardziej, jeśli mamy dobry wzrok, nie możemy nie dostrzegać wszystkich wspaniałości, które należą do „innych”. „Inni” są zresztą najlepszą miarką naszego poczucia szczęścia. Przykład? Jak możemy być szczęśliwi, gdy zimą brniemy w zaspach po kolana, gdy czekając na przystanku zamieniamy się w śnieżne bałwany, gdy nasiąkamy deszczem, lub przeciwnie w upale zmieniamy stan skupienia na ciekły, podczas gdy sąsiad z dołu, w lśniącej czarnej limuzynie z klimatyzacją, sunie nieśpiesznie uliczkami osiedla? Jak możemy upajać się szczęściem, spędzając wytęskniony tydzień urlopu na balkonie (w mieszkaniu jest za głośno, bo sąsiadka zza ściany od tygodnia robi remont kuchni sąsiadującej z naszą sypialnią), gdy nasz szwagier po powrocie z Bali wygląda jak młody bóg, a szef z pięciogwiazdkowego hotelu na Dominikanie przesyła pozdrowienia (swoją drogą, kto idzie na urlop w tym samym czasie co jego szef?!).

Nie możemy być szczęśliwi również dlatego, gdyż jak mówi przysłowie „przezorny zawsze ubezpieczony”. Uwielbiamy się zabezpieczać, więc przezornie, aby nie zapeszyć, aby nie sprowokować pogorszenia sytuacji (wiadomo, jak coś idzie za dobrze, musi się to odbywać kosztem czegoś innego), dręczymy się brakiem szczęścia w akcie pokuty przed samymi sobą, innymi, życiem, szczęściem.

Opcja bycia szczęśliwym odpada również z powodu genów, a wiadomo, natury się nie oszuka – polowanie mamy we krwi. Osiadły tryb życia? – Proszę bardzo, ale uciekający cel to jest to, co przyspiesza bicie naszej krwi, co dodaje energii i wywołuje blask w oku. Nie mam tu na myśli białych, puchatych króliczków ani innych futerkowych stworzonek (broń Boże, jesteśmy cywilizowanymi ludźmi). Szczęście nadaje się do tej roli idealnie – możemy tropić, zdobywać i upajać się zdobyczą, a gdy adrenalina opadnie, rozpocząć całą zabawę od nowa. Jest to też wyraz naszej niezwykłej przebiegłości, gdyż nigdy nie damy się zaskoczyć nudzie i sytuacji beznadziejnej, gdy horyzont jest pusty i nie mamy na czym oka zawiesić, za czym wzdychać i tęsknić.

Zawsze powinniśmy mieć coś w zanadrzu – to daje poczucie bezpieczeństwa. Tak więc człowiek, jako istota rozumna powinien wiedzieć, że nie może być beztrosko szczęśliwy – dla swojego własnego dobra.

Agata Czarnota

| 1 Comment

z cyklu: Wiersze dostawać zawsze miło

Satyr i Syrings

Pan Satyr, jak to satyr,
cały jest owłosiony, lecz twarz ma mężczyzny.
Kochliwy. Poza tym
ma do tego atrybuty wszelkie. Ma też Wenę, Muzy i Nimfy…
…i nieszczęśliwy. Aż dziw wielki!
Pomińmy atrybuty, każdy je ma mężczyzna, tym bardziej satyr.
Każdy goni za swoją Syrings
i każdy różnie, dopadłszy szczęścia, wychodzi na tym.

I każdy kiedyś siądzie w zadumie na skraju wody,
podparłszy skronie, z wiatru zawodzeń czerpiąc schłodę,
każdy, największy nawet twardziel, kiedyś zwinie się w sobie,
że nie dogonił…
Że szum pozostał jeno szuwar i ten szum w głowie.

Cóż w tym trzcin szumie znaleźć, jakie wziąć z nich granie,
siadłszy na skarpie z błądzącym wzrokiem i zasłuchaniem?

Weź zasłuchaniem, weź zapatrzeniem, weź pożądaniem
granie poszumu, granie powiewu, w źdźbłach fletni łkanie.

Tylko z oddali – broń cię Bóg, podejść do wody! –
Satyrze Panie, by chwycić granie tam, skąd dochodzi,
skąd to wołanie
rzewne, tragiczne.

Zbliżysz się,
ostrze tafli tnie bezlitośnie twoje oblicze.

5 października 2010 r.

autor: WaszeR Londyński

| Leave a comment

Świąteczna Pomoc dla Jasia – Londyn

więcej TUTAJ

| Leave a comment

Historia seksu

Książka, która prowokuje, fascynuje, a jednocześnie daje pełen przegląd opisywanego zagadnienia. Dreszczyku emocji, które towarzyszą jej czytaniu dodaje fakt, że autorem jest kobieta. No… bo zwykle na panie, które otwarcie i głośno mówiąo „tej” dziedzinie ludzkiego życia, patrzy się podejrzliwie lub z lekkim przymrużeniem oka.

Więcej TUTAJ

| Leave a comment

Zaproszenie na polski bigos

Już niebawem na terenie Glasgow North rusza nowy projekt dla Polskich Mam, które po przyjeździe do Szkocji mają trudności z przystosowaniem się do tutejszych realiów żywieniowych. Projekt to: 8-tygodniowy blok (raz w tygodniu po dwie godziny), w trakcie których uczestniczki poznają zasady zdrowego żywienia i dowiedzą się, gdzie kupować produkty niezbędne do przygotowywania pełnowartościowych posiłków dla całej rodziny,możliwość spotkania innych Mam z Glasgow i wymiany doświadczeń, okazja do wyjścia z domu i wzięcia udziału w ciekawych zajęciach, a dla kobiet, którym opieka nad dzieckiem uniemożliwiała do tej pory udział w podobnych projektach zapewniony jest darmowy żłobek/przedszkole w sąsiednim budynku, na czas zajęć. więcej TUTAJ

| Leave a comment

na barykadach w Glasgow

„Jest to przede wszystkim protest przeciwko fatalnym warunkom studiowania oraz projektowi reform minister Barbary Kudryckiej, zakładających m.in. wprowadzenie częściowej odpłatności za studia – mówi Judyta Tatarek trójmiejska koordynatorka akcji. Polski „Alarm dla edukacji!” był częścią “Światowego Tygodnia Akcji – Edukacja nie na sprzedaż!”, czyli drugiego w historii globalnego protestu studenckiego przeciwko komercjalizacji edukacji i Procesowi Bolońskiemu. Poprzedni protest odbył się rok temu.

więcej TUTAJ

| Leave a comment

Tam Dom mój, gdzie serce moje…

Wyniki
I Międzynarodowego Konkursu Literacko-Plastycznego
pt. “Tam Dom mój, gdzie serce moje”

Kategoria I – do lat 18
zwyciężył Stanley Devine z Redcar and Cleveland w UK – lat 17 (podkategoria PROZA)
Wyróżnienie:
Natalia Światkowska z Londynu w UK – lat 11 (podkategoria POEZJA)
Kategoria – powyżej lat 18
zwyciężyła Agnieszka Steur z Hilversum w Holandii (podkategoria PROZA)
Wyróżnienia:
Olivier Jollant z Saint Gratien we Francji (podkategoria FOTOGRAFIA)
Kamila Marciniak z Milton w UK (podkategoria PROZA)
Aleksandra Grudzinska z Londynu w UK (podkategoria PROZA)
Maria Łacna z Nowego Jorku w USA (podkategoria POEZJA)
GRATULUJEMY !
Wszyscy zwycięzcy oraz wyróżnieni otrzymają nagrody,
a ich prace zostaną opublikowane na http://www.kobietawuk.info

Statystyki:
Czas trwania konkursu: 2 miesiące
W konkursie udział wzięło: 106 prac
Stronę konkursu odwiedziło: 43 682 osoby

Państwa i miasta, z których pochodzą uczestnicy konkursu:
UK: Aberdeen, Bristol, Corsham, Dundee, Edynburg, Glasgow, Isle od Skye, Kettering, Londyn, Luton, Northampton, Norwich, Milton, Mintlaw, Redford and Cleveland, Slough, Southampton, Watford, Winlaton Gateshead. USA: Nowy Jork, Cambridge. Belgia: Overpelt. Holandia: Hilversum, Amsterdam. Francja: Saint Gratien. Australia: Downer. Polska: Bukowno, Sosonowiec.

| Leave a comment

Smak emigracji

Na zmianę miejsca pracy, nawet jeśli wiąże się ona z koniecznością wyjazdu za granicę, nigdy nie jest za późno. Przekonuje o tym polski kucharz, który od kilku lat pracuje w zamkowej kuchni w małym szkockim miasteczku.

Nie narzeka, nie korzysta z brytyjskich benefitów, intensywnie uczy się angielskiego i wiąże swoją przyszłość z nowym miejscem, bo – jak zapewnia – mimo kryzysu i planowanych w Wielkiej Brytanii cięć budżetowych, on czuje się na Wyspach bezpiecznie i nie chce wracać do kraju.

więcej TUTAJ

| Leave a comment

Na czarno

Brak warunków bezpieczeństwa, ogrzewania, miejsc odpoczynku czy jakichkolwiek pomieszczeń socjalnych to tylko czubek góry lodowej wszystkich problemów. Najwięcej nielegalnych pracowników jest wszędzie tam, gdzie pracuje się sezonowo: w branży budowlanej, w gastronomii i hotelarstwie. Zwykle to raczej drobni przedsiębiorcy pozwalają sobie na omijanie niewygodnych przepisów i unikanie płacenia obciążeń, sugerując pracownikom, że dostaną w zamian korzystniejsze wynagrodzenie. Z tym, że nikt do końca nie potrafi określić, o ile korzystniejsze i dla kogo bardziej.

więcej:

http://www.stachoo.pl/kariera-/-biznes/w-pracy-na-czarno.html

| 3 Comments

W górach jest wszystko, co kocham

Góry wyciszają, uspokajają duszę, dają wypocząć zmysłom, są oazą wolności i ciszy. Człowiek czerpie z ich źródeł mądrość i energię dającą mu siłę na dalszą wędrówkę przez życie. Niezachwiana potęga natury uczy nas szacunku do swych owoców i stara się przypomnieć nam o naszym miejscu na ziemi. Pamiętajmy, że jesteśmy dziećmi przyrody i po przez odkrywanie piękna kart otaczającego nas świata uczymy się szacunku do siebie samych.

Górski Blog Marcina TUTAJ

| Leave a comment

wiadomości ze Stolarskiej

czyli – z jeszcze normalnego, niezamkniętego kościoła, w którym nie ma kawiarni, ani centrum wspinaczkowego, a niektórzy bracia są alternatywni, he he. więc, jak ich nie kochać? to przyszło dzisiaj od G.:

kiedy naprawdę nie daję rady, to Bóg wtedy wkracza. Bądźcie jak dzieci mówi Jezus, tak to rozumiem, że mam być autentyczny. Dziecko, jak mu jest źle, to płacze, a jak się cieszy, to nie ma znaczenia jakie to miejsce; i tak się będzie śmiać. :)

Dzieci są ALTERNATYWNE! Szkoda, że w większości z tego wyrastają.

| Leave a comment

Kościół do wspinczki

| 2 Comments

Mappa Mundi

Od XIII wieku, kiedy powstała, do połowy wieku XIX, mapa stała w katedrze w drewnianej ramie, nie zwracając na siebie szczególnej uwagi. Dziś trzyma się ją w specjalnej gablocie z zabezpieczeniami. Christopher de Hamel, czołowy autorytet średniowiecznych rękopisów, powiedział o Mappa Mundi, że jest bez porównania najważniejszą i najbardziej znaną średniowieczną mapą, najbardziej niezwykłym ilustrowanym angielskim rękopisem, a na pewno największym rękopisem z obrazkami pochodzącym z XIII wieku. Katedralna biblioteka po dzień dzisiejszy zachowała swój średniowieczny wystrój i można w niej jeszcze zobaczyć stare księgi przypięte do regałów łańcuchami. Nie jest to sposób na złodziei, ale rozwiązanie, które wymusiła kontrola przeprowadzona kilka wieków temu i która stwierdziła w bibliotece niewyobrażalne nadużycia i bałagan w cennych, bo pochodzących nawet z VIII wieku, zbiorach.

więcej TUTAJ

| 1 Comment

Angielski za darmo w Szkocji

Zajęcia odbywają się w różnych miejscach Szkocji, m.in. Kilwinning, Irvine, Saltcoats i Stevenston. „Robimy wywiad z każdym nowym uczniem i podchodzimy do wszystkich indywidualnie, aby trafnie ocenić ich zdolności językowe oraz poziom – mówi Orsi Dunn, szefowa promocji z NAC. – Dostępni są wolontariusze, pomagają oni tym, których znajomość języka angielskiego jest bardzo niska oraz uczestniczą w rozmowie z tymi, którzy nie czują się zbyt komfortowo. Zajęcia są bezpłatne, a uczniowie mogą przystąpić do nich w każdej chwili.

więcej TUTAJ

| Leave a comment

Reading Europe

“Reading Europe” – 1000 pereł literatury europejskiej w internecie
PAP – Kraj
29 Wrz 2010, 13:52

29.09. Warszawa (PAP) – 1000 najbardziej fascynujących europejskich książek – zabytków, rękopisów, pierwszych wydań – można oglądać na wielojęzycznej wystawie internetowej “Reading Europe: European culture through the book”. Eksponaty pochodzą z 32 europejskich bibliotek narodowych.

Interaktywna wystawa daje możliwość dotarcia do najcenniejszych dzieł napisanych w 32 europejskich językach, od albańskiego po jidysz. Odwiedzając stronę internetową wystawy można przeglądać m.in. pierwsze wydania “Don Kichota” Cervantesa i “Idioty” Fiodora Dostojewskiego, pochodzące bibliotek narodowych Hiszpanii i Rosji.

W wystawie wzięła udział również Biblioteka Narodowa w Warszawie. Wśród 51 dzieł pochodzących z˙zasobów Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona (polona.pl) są zarówno średniowieczne zabytki języka polskiego, takie jak “Kazania świętokrzyskie” i “Psałterz Floriański”, jak i utwory XX-wieczne: rękopis “Matki” Stanisława Ignacego Witkiewicza czy pierwsze wydanie “Wesela” Stanisława Wyspiańskiego. Obok literatury pięknej pojawiają się “Listy Jana III króla polskiego pisane do krolowy Maryi Kazimiry”, a także … “Budownictwo drzewne” Zygmunta Glogera.

Poza prezentacją tytułów o międzynarodowej sławie, autorzy “Reading Europe” chcieli pokazać pozycje ważne dla kultur narodowych, dlatego na wystawie znalazły się też pierwsze wydania “Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza, “Kordjana” Juliusza Słowackiego i “Nie-boskiej komedii” Zygmunta Krasińskiego. Osoby oglądające wystawę mogą poznać okoliczności powstania utworów uznawanych za klasykę literatury, dzięki opisom towarzyszącym każdej książce.

Do książek prezentowanych na wystawie, zorganizowanej przez Bibliotekę Europejską, można dotrzeć także przez portal Europeana.eu.(PAP)

| Leave a comment

Gorąca premiera

Biografia Wojciecha Cejrowskiego

– Dzień dobry.
– O, witam, panie Wojtku.
– Czemu mnie pan zaprosił? Śpieszy mi się.
– Dostałem propozycję napisania pańskiej biografii.
– Po co?
– Jest zapotrzebowanie, a ja uważam, że to dobry pomysł.
– Ja tak nie uważam. To bardzo zły pomysł.
– OK, stop, niech pan zapomni, co przed chwilą powiedziałem. Zacznijmy jeszcze raz, od początku.
– ???
– Witam, panie Wojtku. Pogadamy?

więcej: http://rynek-ksiazki.pl/aktualnosci/goraca-premiera_23946.html

| Leave a comment

piszemywspomnienia.pl

Nowy, interesujący portal literacki

www.piszemywspomnienia.pl

| Leave a comment

Do kupienia od połowy października

Małopolska Droga św. Jakuba TUTAJ

| Leave a comment

Wakacje w Sercu Szkocji

Warto wspomnieć o dwóch polskich wątkach w historii rodziny aktualnego 11-ego księcia Blair Castel – Johna Muray’a. Pierwszy z nich, ma związek z Powstaniem Jakobitów, którym dowodził Bonnie Prince Charlie, a jego matką była bardzo ciekawa postać – Maria Clementina Sobieski, związana z polskim rodem królewskim. Natomiast VIII-a Księżna Blair Castel – Kathrine Ramsay za swoje zaangażowanie i organizację szpitali wojskowych oraz pomoc dla uchodźców w czasie II wojny światowej otrzymała od Rządu Polskiego dwa medale Polonia Restituta, które po dzień dzisiejszy można oglądać w zamkowej witrynie.

więcej:

http://www.stachoo.pl/ciekawe-miejsca/wakacje-w-sercu-szkocji.html

| Leave a comment

Muzą być… ech… taką na niby, ale wiersze dostawać – ZAWSZE MIŁO!!!

Obiecanki cacanki

                     (Kasi B. od św. Jakuba)

Obiecałem jednej złote góry,
obiecałem wnętrza pałacowe,
a tu dzień w dzień burzowo,
chmury wokół słońca, bury
lecą na głowę.

Innej obiecałem swe wnętrze.
Ta, naiwna, zadatkowała.
Ochłap wzięła, nie śmiała,
w podzięce, upomnieć się o więcej.
Tylko płakała.

Tobie, nie dam nic, bom biedny,
jak mysz kościelna. Chyba
że chcesz strof kilka – skryby –
wiersza. Bierz! Boś nie pierwsza
taka… na niby.

(autor W.R.L., Londyn, wrzesień 2010)

| Leave a comment

Nowa Huta znowu zaprasza!

| 2 Comments

Krótko o facetach w spódniczkach

Po pierwsze i najważniejsze: prawdziwy, tradycyjny szkocki kilt to nie jest spódniczka! Po drugie: jak z ręką na sercu zapewniają sami mieszkańcy wyspy: każdy szanujący tradycję Szkot nic pod kiltem nie nosi. I wreszcie po trzecie: dzisiejsze kilty noszą już nie tylko panowie. Warto trochę zagłębić się w kulturę szkockiego narodu i raz na zawsze zapamiętać, że kilt to nie jest spódniczka. Nigdy żaden Szkot tak nie nazwie swojego tradycyjnego stroju, jest to bowiem raczej szeroki pas kraciastego materiału zwanego tartanem, upięty zgrabnie wokół męskich bioder. Zapewne wielką sztuką było kiedyś nosić ten rodzaj ubioru w taki sposób, aby go nie zgubić czy chociażby nie narazić się na niegodne odsłonięcie tego, co zwykle powinno zasłonięte pozostać, skoro – jak podaje tradycja – prawdziwi Szkoci naprawdę nie nosili nic pod kiltem.

więcej:

http://www.stachoo.pl/rozrywkowe-ciekawostki/krotko-o-facetach-w-spodniczkach.html

| Leave a comment

Konkurs o emigracji

więcej na stronie:

http://www.konkurs-emigracja.eu/

Konkurs trwa! Przeczytaj Regulamin i weź udział!

I Międzynarodowy Konkurs Literacko-Plastyczny Emigracja 2010

“Tam dom mój, gdzie serce moje”

organizowany jest przez Agencję Literacką „Miasto Aniołów”. oraz portal dla Polek w Wielkiej Brytanii Kobieta w UK, www.kobietawuk.info.

Konkurs kierowany jest do wszystkich polskich emigrantów na całym świecie bez względu na wiek, którzy z tęsknoty za Ojczyzną tworzą małe i duże dzieła literackie, takie jak: wiersze, eseje, reportaże, wspomnienia, opowiadania lub/i formy plastyczne takie, jak: grafiki, rysunki, fotografie, kolaże, obrazy, komiksy i inne.

Temat konkursu „Tam dom mój, gdzie serce moje” w pewien sposób ukierunkowuje, ale niczego nie narzuca. Dom to przecież najważniejsze miejsce dla każdego człowieka, miejsce pełne radości lub smutku, czasem wypełnione krzykiem dzieci, innym razem stanowiące oazę spokoju. Na całym świecie, pomimo różnic językowych słowo „dom” oznacza to samo. Można kochać tylko jedno miejsce na ziemi lub odkryć dla swojego domu jakąś nową część świata. Jak wygląda zmiana kierunku Twojego życia? Jak wyglądało poszukiwanie miejsca dla Twojego domu? Chcesz się tym podzielić z innymi? Weź udział w Konkursie.

Konkurs rozpocznie się 15 sierpnia 2010 r. i będzie trwał dwa miesiące do 15 października. Ogłoszenie wyników konkursu nastąpi 15 listopada. Na zakończenie zostanie wydana publikacja w formie książkowej z wybranymi pracami, którą będzie można nabyć przez Internet i w polskich placówkach w Wielkiej Brytanii oraz w wybranych miejscach w kilkunastu innych krajach.

Jury

Katarzyna Bednarz
Dziennikarz, podróżnik, szefowa Agencji Literackiej pod nazwą „Miasto Aniołów”. Tymczasowa emigrantka z wyboru, zachwycająca się obecnie szkocką kulturą, szczególnie średniowieczną.

Andrea Dymus
Dziennikarz z wykształcenia, zawodu i zamiłowania. Magistrat na kierunku Dziennikarstwo i Komunikacja Społeczna obroniła na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. W Wielkiej Brytanii między innymi prowadzi portal dla Polek http://www.kobietawuk.info.

Maja Wasilewska
Absolwentka Wydziału Organizacji Produkcji Filmowej i Telewizyjnej w PWSFTiTv w Łodzi. Większość swojej zawodowej kariery spędziła w redakcji Telegazety TVP3 Łódź. Miłośniczka języka polskiego, ukształtowana poezją Michała Sprusińskiego. W słowach znajduje magię.

Łukasz Jelonek
Grafik komputerowy. Posiada wieloletnie doświadczenie w projektowaniu grafiki użytkowej 2D oraz 3D zarówno w Polsce jak i w Wielkiej Brytanii.

| Leave a comment

Biblioteka – okno na świat

Przeciętny polski bibliotekarz to bibliotekarka. Pracuje w jednej z prawie 7 tys. wiejskich bibliotek. Po czterdziestce. Jak na polską wieś dobrze wykształcona (40 proc. ma studia wyższe). Zna i Dostojewskiego, i Coelho. Często sprawnie porusza się w sieci, bywa, że mówi po angielsku, lubi podróżować. Nie tylko doradzi, jaką książkę przeczytać, ale pomoże napisać urzędowe pismo i przetłumaczy list z zagranicy. Pogada o nowym filmie Polańskiego, co tam w polityce. Ludzie ją szanują i cenią. Z takim potencjałem wiejska bibliotekarka mogłaby przenosić góry. Z biblioteki uczynić centrum kulturalne wsi, w gminę tchnąć nowego cywilizacyjnego ducha.

Nieprawdopodobne? A jednak. O tym, że w bibliotekach drzemie wielka siła, wiedzą w Skandynawii, gdzie do lokalnych bibliotek rano, przed otwarciem ustawiają się kolejki spragnionych świeżej prasy. I w Meksyku, Botswanie, Rumunii, na Litwie – gdzie dzięki pieniądzom amerykańskich miliarderów, małżeństwa Gatesów, udało się nie tylko podłączyć prowincjonalne biblioteki do internetu, ale także zmienić nastawienie bibliotekarzy do zawodu i świata. Dzięki szkoleniom i warsztatom zrozumieli, że mogą sami kreować wydarzenia kulturalne, przekuwać pomysły w projekty, zdobywać dotacje i współpracować z lokalnym samorządem.

Biblioteki przestają być tylko miejscem, w którym wypożycza się książki. Stają się cywilizacyjnym oknem na świat.

Więcej… http://wyborcza.pl/1,75475,8376178,Kultura_zaraza_Polske_B.html#ixzz0zaiVcl7V

| Leave a comment

Główna ulica Europy

Droga św. Jakuba

Ponad tysiącletni szlak pątniczy prowadzi do grobu św. Jakuba w hiszpańskim Santiago de Compostela. Jak nakazuje stara tradycja, drogę tę – pieszo, konno lub na rowerze – zaczynać należy pod drzwiami własnego domu i rzeczywiście zmierzając do tego miasta spotyka się tych, którzy wyruszyli z najodleglejszych zakątków Europy, przeważnie z Hiszpanii, Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii.

więcej TUTAJ

| Leave a comment

V Jarmark Miasto Aniołów

| Leave a comment

Radość

Kochani,

jeszcze raz wszystkim bardzo, bardzo dziękuję, za udział w konkursie. Sama jeszcze nie widziałam książki, bo jestem daleko od domu, ale dostaję od Was mejle i wiadomości i  właśnie zachwycam się Waszą radością. Za tę radość i za wszystkie miłe słowa serdecznie  Wam dziękuję. A należą się one nam wszystkim, bo ta książka to dzieło wielu, wielu ludzi.

Proszę o informacje od tych, którzy książki jeszcze nie otrzymali – jest ona właśnie w tej chwili rozsyłana, do niektórych dotarła już, do niektórych dotrze lada dzień…

z pozdrowieniami  – KB

agencjaliteracka@gmail.com

Kasiu, przed chwilą dotarł do mnie egzemplarz “Aniołów” z  podziękowaniami i dyplomem. :))))) Książka jest piękna. :)))))))) Gratulacje dla Ciebie – Szefowej Agencji Literackiej i  Koordynatorce całego projektu, jak również dla Wszystkich Przyjaciół, którzy wspierali tę ideę i razem z Tobą doprowadzili ją do końca… :)))) Dziękuję.   Z radosnymi pozdrowieniami  – Ula

Hej Kasiu! Dostałem książkę i od razu do Ciebie piszę!  Oczywiście wszystkim się podobała (pokazałem już kilku  osobom :)). Cieszę się, że mogłem ją sobie kupić. Bardzo mi się podoba: okładka – super kolory, super kompozycja. Bardzo mi się podoba (widziałem, że zrezygnowałaś z tej wieży Eiffla) – chyba nawet dobrze, bo tak to jest jednolita i ładna okładka. Zauważyłem też kod kreskowy – bardzo fajnie. Otwieram książkę, a tam piękny dyplom z podziękowaniami – bardzo mnie ucieszył. Sama książka jest super, obejrzałem sobie. I powiedziałem sobie: jej, jak ona fajnie im wyszła ta książka. PDF tego nie odzwierciedlał. Nie ma to jak zobaczyć, dotknąć książkę :). Bardzo mi się podoba! I też bym taką chciał hihi.
Dostałem jeszcze tomik: Nic takiego – A. Mazur – dzięki ślicznie, też sobie go przejrzałem. Jeszcze wieczorem sobie na spokojnie zobaczę jedno i drugie :). Teraz sobie piję ulubioną herbatę cynamonowo-pomarańczową i oglądam tą wspaniałą książkę :). Cieszę się, że mój wiersz mógł się w Niej znaleźć! Mam całą jedną stronę numer 65 tylko dla siebie :) czy to nie jest fajne…?
Zapomniałbym o piórku – dyplom jest przepasany ślicznym pomarańczowym piórkiem! Zaraz sobie poszukam jakiegoś miejsca na półce dla tej książki. Naprawdę wszystko mi się podoba, książka dopracowana – pod każdym względem – formalnym, graficznym. Wszystko jest OK! Mam nadzieje, że szybko się sprzeda (pewnie już sporo osób ją kupiło!). Ogólne wrażenia – po odpakowaniu książki: sympatyczne, miłe, jak najbardziej pozytywne. Czekałem za książką trochę, nawet wczoraj myślałem, czy może dziś dojdzie. I jest! :) i dlatego do Ciebie piszę, tak jak prosiłaś o to… Pozdrowionka! :) Łukasz

| 2 Comments

Anioły z Bardzo Starej Biblioteczki

Rezerwacja i zamówienia książki konkursowej
“O pióro anioła 2010”
Anioły z Bardzo Starej Biblioteczki

Laureaci: Poezja: Kategoria wiekowa 11-20 lat ex aequo dwa I miejsca (po 34 punkty) 190 – Zuzanna Woźniak – “Wyjątkowy anioł” 204 – Daniel Czepiński – “Anioł ciszy” II miejsce ex aequo dwa II miejsca (po 32 punkty) 196 – Magdalena Krzesicka – “Nektar” 205 – Aleksander Pawlak – “Anioł” III miejsce (30 punktów)  212 – Daniel Kawiak – “Anioły są wśród nas” Kategoria wiekowa ponad 20 lat I miejsce (37 punktów) 185 – Emilia  Maraśkiewicz – “Rozterki” II miejsce (35 punktów) 199 – Adrian Szary – “Cała prawda o aniołach” III miejsce (34 punkty) 188 – Erazm Stefanowski – “Biebrzański anioł” Proza: Kategoria wiekowa 11-20 lat I miejsce (37 punktów) 194 – Małgorzata Woźniak – “Siedem łez” II miejsce (35 punktów) 206 – Arkadiusz Grunwald – “O chłopcu, który bał się śmierci” III miejsce (34 punkty) 191 – Zuzanna Woźniak – “Nazywam się Nela, mam 7 lat” Kategoria wiekowa 21-100 lat I miejsce (35 punktów) 18 – Urszula Gronowska – “Dom z duszą” II miejsce (34 punkty) 181 – Lidia Cader – “Chłopiec, Anioł i dąb” III miejsce (32 punkty) 20 – Beata Patrycja Klary – “Bajkowa kolekcja aniołów” Fotografia: I miejsce 278 – Olivier Daaram Jollant II miejsce 179 – Jolanta Nałęcz III miejsce 16 – Marta Wiktoria Michalska Prace plastyczne: Kategoria wiekowa o-10 lat ex aequo dwa I miejsca 13 – Mikołaj Kędzierski 265 – Inez Mazur ex aequo dwa II miejsca 68 – Vanessa Sobkowiak 267 – Cyprian Mazur ex aequo dwa III miejsca 70 – Marek Urbański 24 – Paweł Kornacki Kategoria wiekowa 11-20 I miejsce 198 – Anna Muciek II miejsce 234 – Magdalena Madej III miejsce 131 – Damian Strzykała Kategoria wiekowa ponad 20 I miejsce 278 – Marta Anna Jollant II miejsce 308 – Dorota Wysocka III miejsce 155 – Edyta Sieradz

Prace tekstowe zakwalifikowane do druku: 01/MA2010 Magdalena Stój 002/MA2010 Elżbieta Safarzyńska 003/MA2010 Beata Suszyńska 005/MA2010 Kasia Wiśniewska 006/MA2010 Kasia Wiśniewska 007/MA2010 Iza Jaźwińska 008/MA2010 Anna Zajączkowska 009/MA2010 Anna Zajączkowska 010/MA2010 Anna Zajączkowska
011/MA2010 Anna Zajączkowska 012/MA2010 Anna Zajączkowska 015/MA2010 Elżbieta Tylenda 018/MA2010 Urszula Gronowska 019/MA2010 Edyta Sieradz 020/MA2010 Beata Patrycja Klary 023/MA2010 Aneta Kulisz 026/MA2010 Aleksandra Azarkiewicz 029/MA2010 Eliza Sułkowska 032/MA2010 Mateusz Szczepaniak 034/MA2010 Paulina Widurska 036/MA2010 Alicja Młynarczyk 038/MA2010 Alicja Młynarczyk 039/MA2010 Alicja Młynarczyk 040/MA2010 Marcin Pacholak 042/MA2010 Martyna Borowska 044/MA2010 Michalina Łabusz 045/MA2010 Paulina Pustkowiak 046/MA2010 Emilia Konieczna 133/MA2010 Donata Strzałkowska 135/MA2010 Julia Królik 180/MA2010 Waleria Prochownik 181/MA2010 Lidia Cader 182/MA2010 Lidia Cader 183/MA2010 Lidia Cader 184/MA2010 Sylwia Morawska 185/MA2010 Emilia Maraśkiewicz 186/MA2010 Emilia Maraśkiewicz 187/MA2010 Emilia Maraśkiewicz 188/MA2010 Erazm Stefanowski 189/MA2010 Erazm Stefanowski 190/MA2010 Zuzanna Woźniak 191/MA2010 Zuzanna Woźniak 192/MA2010 Łukasz Sitko 193/MA2010 Elżbieta Gagjew 194/MA2010 Małgorzata Woźniak 196/MA2010 Magdalena Krzesicka 197/MA2010 Ewa Żak 199/MA2010 Adrian Szary 200/MA2010 Karol Krzemiński 201/MA2010 Roksana Krawiec 203/MA2010 Daniel „Nadiel” Czepiński
204/MA2010 Daniel „Nadiel” Czepiński 205/MA2010 Aleksander Pawlak 206/MA2010 Arkadiusz Grunwald 208/MA2010 Paweł Borsukiewicz 213/MA2010 Anna Choduń 221/MA2010 Oliwia Pracownik 248/MA2010 Paulina Sykutowska 249/MA2010 Paulina Sykutowska 250/MA2010 Maria Łotocka 251/MA2010 Barbara Medajska 255/MA2010 Daniel „Nadiel” Czepiński 257/MA2010 Alina Kuzniecowska 258/MA2010 Katarzyna  Zieniewicz 260/MA2010 Teresa Bańkowska-Jendras 262/MA2010 Małgorzata  Staniszewska 263/MA2010 Ewa Żak 264/MA2010 Ewa Żak 268/MA2010 Klaudia Zygmunt 279/MA2010 Anna Mazur 281/MA2010 Anna Mazur 283/MA2010 Joanna Marteklas 284/MA2010 Karolina Gościmińska Dawid Kawiak Katarzyna Pastor Joanna Marteklas Teresa Bańkowska-Jendras

| 3 Comments

Od powodzian…

Ponieważ przez ostanie dwa tygodnie zajmowałam się serwisem internetowym dla powodzian, a Mama zbierała i zawoziła dary na zalane tereny – wiele różnych informacji, opowieści, plotek przeszło przez moje uszy.  A to ktoś w samych majtkach przed wodą uciekł, a kolegę z dachu helikopter ściągał i takie tam różne… A podobno w Wielowsi na jednym z balkonów zalanego domu przez kilka dni siedział zając, kret i jeż, a od czasu do czasu przypływał do nich piesek.

Nie wiem ile w tym prawdy, ale to najładniejsza opowieść, jaką usłyszałam… I można by o tym bajkę napisać. :)

| 3 Comments

Do Santiago. O pielgrzymach, Maurach, pluskwach i czerwonym winie

Do Santiago. O pielgrzymach, Maurach, pluskwach i czerwonym winie

Emilia i Szymon Sokolikowie

Patronat honorowy

Lepiej iść z mężem czy z osłem? Ile dziewic składano w daninie Maurom? Jak medyk z Kordowy odchudził króla Sancha? Dlaczego rycerze z Zakonu Santiago byli żonaci? Jak byki egzekwują zakaz parkowania? Co jest gorsze: pluskwy czy nyktofobia? Co ślubował Krzysztof Kolumb? Jakie części ciała powinien obmywać pielgrzym?

Znacie odpowiedzi? Oni też nie znali, dopóki nie postawili pierwszego kroku na Camino de Santiago. Emilia i Szymon Sokolikowie postanowili na miesiąc przenieść swoje życie małżeńskie z Warszawy na górskie i polne ścieżki północnej Hiszpanii. Przeszli nimi osiemset kilometrów, podążając cały czas za żółtymi strzałkami w kierunku Atlantyku, do grobu jednego z trzech najbliższych uczniów Jezusa – świętego Jakuba Apostoła.

Podróżując śladami średniowiecznych pielgrzymów, spotkali wędrowców z całego świata: wierzących i niewierzących, starszych i bardzo młodych, samotnych i idących w grupie. W drodze towarzyszyli im templariusze, królowie Kastylii, Maurowie, Mozarabowie, rycerze rekonkwisty, czarownice, rastafarianie, miłośnicy korridy, archanioł Rafał, a nawet gejsza. Wędrując w poszukiwaniu niezwykłych legend, wydeptywali rzymskie trakty, uciekali przed krowami i pluskwami, odkrywali groby świętych i papieskiego syna, odkręcali kran z darmowym winem, zdobywali Przełęcz Przebaczenia, podziwiali płeć przeciwną i widzieli Graala.

W czasie wyprawy odkryli też coś ważnego dla siebie. Podobnie jak miliony pielgrzymów z całego świata, którzy już od ponad tysiąca lat wyruszają na największy pieszy szlak pielgrzymkowy w dziejach chrześcijaństwa – Camino de Santiago.

Książka ukazała się w serii literatury podróżniczej BIEGUNY

Bieguny to książki o podróżach i poznawaniu świata. Relacje
z wypraw do najbardziej niebezpiecznych i zapomnianych terytoriów na kuli ziemskiej i fascynujące historie z miejsc pozornie dobrze znanych. Opowieści o ludziach i ich losach, zaskakujące przemyślenia na tematy kulturowe i obyczajowe, a także poruszające przygody.

Bieguny to próba spojrzenia na świat oczyma wytrawnych podróżników, dziennikarzy i korespondentów. Poważnie i humorystycznie. Na tle historycznym i z przymrużeniem oka.

Książka do nabycia na www.cartablanca.pl oraz w dobrych księgarniach.

Na terenie Krakowa książkę można nabyć w naszej zaprzyjaźnionej Księgarni Hiszpańskiej, Mały Rynek 4.

| Leave a comment

Dominikanki z Wielowsi

Wydarzenia na stronie internetowej Diecezji Sandomierskiej podają następującą informację (fragm.).

“W bardzo ciężkim położeniu znajdują się siostry dominikanki z tarnobrzeskiego osiedla Wielowieś. Po ubiegłotygodniowej ewakuacji większości sióstr, obecnie w zalanym i zniszczonym klasztorze pozostały jedynie cztery zakonnice, nie będące w stanie samodzielnie ogarnąć ogromu szkód, jakie dokonała powódź. Wszystkie parterowe pomieszczenia klasztorne, w tym kuchnia, pralnia, refektarz, kaplica oraz pokoje sióstr wraz z wyposażeniem zostały doszczętnie zniszczone. Po niedawnym generalnym remoncie nie pozostał nawet ślad. W części pomieszczeń nadal zalega szlam, którego siostry nie były jeszcze w stanie uprzątnąć. W tych ciężkich chwilach wspierają je mieszkańcy Wielowsi przynosząc m.in. domowe obiady. Należy pamiętać, że przecież sami ucierpieli niezwykle ciężko.”

[Zródło: http://www.sandomierz.opoka.org.pl/akt/index.php?id=3423%5D

| Leave a comment

Ksążka dla Trześni – apel o pomoc

Gminna Biblioteka Publiczna w Gorzycach prosi o pomoc w odtworzeniu księgozbioru i przywróceniu do działalności jej filii w Trześni, która została zalana w 100 proc. podczas powodzi. Na dzień dzisiejszy zniszczeniu uległo tam 100 proc. księgozbioru, na który składa się: literatura dziecięca i popularnonaukowa oraz literatura piękna.
Zniszczeniu częściowo uległ też księgozbiór wypożyczalni i filii w Sokolnikach, który był wypożyczony przez czytelników zamieszkałych na zalanych terenach. „Stąd też apelujemy do wszystkich ludzi dobrej woli o pomoc zarówno rzeczową jak i finansową. Prosimy o dary w postaci książek. Na pewno w waszych magazynach znajdują się książki lekko uszkodzone, starsze wydawnictwa, itp. Dla nas każda książka będzie cenną pomocą” – czytamy apelu biblioteki w Gorczycach.

Dary należy przesyłać na adres: Gminna Biblioteka Publiczna w Gorzycach ul. Pl. Mieszczańskiego 8 39-432 Gorzyce tel. 15 836 27 53 kom 606 250 990
Uruchomione zostało także specjalne konto na pomoc dla powodzian Bank Spółdzielczy w Tarnobrzegu Oddział w Gorzycach 67 9434 1012 2002 1050 0018 0021 z dopiskiem „Powodzianie-Gmina Gorzyce Tarnobrzeskie”, „Dla Biblioteki w Trześni”.

Wójt Gminy Gorzyce zapewnia, że wszystkie darowizny zostaną przekazane adresatowi zgodnie z intencją darczyńcy.
Linki do stron ze zdjęciami z powodzi : http://www.gorzyce.itl.pl/pn/index.php?module=PhotoGallery&gid=15 http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/gallery?Site=ED&Date=20100525&Category=GALERIA13&Artno=118354164&Ref=PH http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/section?Category=GALERIA.


Bardzo Stara Biblioteczka również włącza się w pomoc – przynoście lub podsyłajcie książki, do mnie lub na adres biblioteki w Gorzycach. Często w naszych domach leży sporo przeczytanych i już nikomu niepotrzebnych książek, bajek – oddajmy je do miejsca, w którym będą służyły innym przez kolejne lata.
agencjaliteracka@gmail.com

| 1 Comment

Małgorzata Matyjaszczyk – spotkania autorskie

Małgorzata Matyjaszczyk – autorka dwóch książek o Toskanii przyjeżdża na kilka dni do Polski. Zapraszamy na spotkania w Krakowie i w Warszawie!

Blog autorki:

http://toskania.matyjaszczyk.com/

| 1 Comment

Ogłoszenie!

Z uwagi na powódź w okolicach Tarnobrzega podjęta została decyzja o zmianie terminu Jarmarku “Miasto Aniołów 2010”. Odbędzie się on 5 września br. Natomiast Książka “Anioły z Bardzo Starej Biblioteczki” jest już w trakcie procesu wydawniczego, ukaże się w okolicach 10 czerwca. Nagrody zostaną przesłane pocztą.

| 1 Comment

KONKURS 2010 – galeria uczestników

Z ostatniej chwili:

Wyniki konkursu – 1 maja 2010.

Głosujemy na tytuł tegorocznej edycji naszego anielskiego almanachu. Ankieta – obok. Codziennie można głosować tylko raz, ale za to można wybrać kilka różnych tytułów. Głosujemy do końca kwietnia.

Jarmark “Miasto Aniołów” i nasza książka mają nadal wspólny cel – pomoc dla dzieci z Placówki Opiekuńczo-Wychowawczej w Tarnobrzegu.

Książka ukaże się w dniu Jarmarku – 31 maja 2010 roku.

W tej chwili wszystkie prace są w rękach jury, czekamy na wyniki!

Nie dajmy skraść sobie skrzydeł –
sł. Jacek Cygan, wyk. Dorota Osińska

Mamy ponad 300 prac!

Galeria prac plastycznych:


Galeria Autorów:

Nasza Klasa

Strona Książki

Forum Konkursowiczów 2009-2010

Agencja Literacko-Artystyczna

Nasze Jury:

Posted in 1 | Tagged | 25 Comments

Konkurs “Miasto Aniołów” 2010


konkurs2010maly

Prosimy uczestników konkursu o wypełnienie i wysłanie aplikacji TUTAJ

Posted in K | Tagged , | 1 Comment