z “Listow Emigracyjnych”


Glasgow Central Station clock

znowu bez ogonkow, ale prawie z krzesla w bibliotece spadlam, przeczytawszy:

Pojawiasz się i znikasz i chwała Panu choć za to. A ja o wystawie dumam, o sens Pana pytam.

Bo wszędzie Cię pełno, nigdzie pewnie dosyć. Tylko u mnie pustka i… wieczny niedosyt, i… wszystko zapełniasz. Tam, gdzie Cię nie dognać, tam myśli kieruję, marząc, kiedy znowu powernisażuję, jako drzewiej latami bywało, gdym na Koziej w Warszawie sztuką się nasycał, sztuką skarykaturzałą, bliską mi, jak całe moje życie, w którym co krok – smutno, co dwa… satyrycznie.

Jakże to, być duchem już w Glasgow, by podeptać ulice, ba, u wrót klubu stanąć w ramach wstępnych ćwiczeń?

Czemu to się dziwić – raz azymut w sercu wykreślony, niecierpliwie wypełnienia czeka, choć niezrównoważony. I gdyby tak cień szary pojawił się w Glasgow, nie odwrócisz się, nie zaprzesz po trzykroć, serce drgnie i poznasz go?

I pochwycisz w ramiona, powiedziesz jak swego? Opieki nie powinien nie mieć…

Glasgow Central Station, druga po południu, w sobotę dnia piętnastego.

Proszę o rezerwacji potwierdzenie.

Szczesliwej Adresatce dozgonnie zazdroszcze – a tekst z “Listów Emigracyjnych”, c.d.n. 

This entry was posted in Uncategorized. Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s