Pożegnanie


Dostaliśmy dziś wiadomość, której od pół roku obawialiśmy się najbardziej… Agata Czarnota nie żyje. Miała lat 20? 25? – Do dziś nie wiemy. Poza tym, że – gdy ją poznaliśmy – była studentką WSD im. Melchiora Wańkowicza w Warszawie

Wiosną tego roku dzwoniła, płacząc, dlaczego musiała zawiesić pisanie swoich felietonów dla Studia Opinii. Chociaż tak bardzo ją do tego namawialiśmy, ceniąc jej rzadko spotykany talent pisania o sprawach prostych, zwykłych, codziennych… o żadnej polityce, rewolucjach, zakrętach i przekrętach, czym żywią się nasze media.

Wtedy po raz pierwszy dowiedzieliśmy się o toczącym ją raku, kolejnych przerzutach… I co mieliśmy odpowiedzieć jednemu z naszych czytelników, który – zaniepokojony – pytał, interweniując, co się stało, że felietonów Agaty już nie ma na naszym portalu.

Potem dostaliśmy wiadomość z Facebooka, że Agata walczy. Chudsza o połowę, z włosami, jak po “chemii”, ale walcząca… I teraz – ta straszna wiadomość…

Czcimy, odchodzących, wiekowych dziennikarzy, z wielkim dorobkiem. Agata dopiero zaczynała, ale już była dziennikarką w najlepszym tego słowa znaczeniu. I chociaż starsi o lat kilkadziesiąt, chylimy przed nią głowę. Jak przed każdym dobrze napisanym tekstem. Ktokolwiek był jego autorem i ile miał lat. Już nie ma różnicy między uczniem i mistrzem. Jesteś jedną z nas. Reszta to sprawa przypadku.

Przypomnijmy jeden z jej felietonów, publikowanych w SO – “Gdzie to szczęście”.

Żegnaj Agato…

Studio Opinii

Gdzie to szczęście?

W życiu nie można być tak po prostu szczęśliwym. Choćby się człowiek nie wiem jak starał, choćby stawał na rzęsach – nie ma szans, można sobie tylko połamać te rzęsy, i żadna inteligentna, pogrubiająca maskara tu nie pomoże. To jest tak samo niemożliwe, jak podróż w czasie, wynalezienie eliksiru wiecznej młodości lub wciśnięcie pasty do zębów  z powrotem do tubki. Celem samym w sobie jest dążenie do szczęścia, ale wszelkie próby trwania w tym stanie są zwyczajną stratą czasu.

Człowiek nie może być beztrosko szczęśliwy z kilku powodów. Między innymi dlatego, że jesteśmy istotami rozumnymi i inteligentnymi (przynajmniej teoretycznie, a to zobowiązuje) i nie damy sobie tak łatwo wmówić, że to, czego właśnie doświadczamy, to wszystko, na co możemy liczyć. Zawsze w swojej przenikliwości dostrzeżemy, że coś doskwiera, że coś uwiera, że coś odstaje i zawadza, że coś mogłoby być inaczej… Jak? Nie wiemy, ale z pewnością mogłoby być lepiej. Wybujała wyobraźnia poradzi sobie z tym w parę minut, rozsiewając wizję krainy szczęśliwości tak różnej od rzeczywistości, jak to tylko możliwe.

W pewnym sensie czujemy się zobligowani do nieustannego szukania dziury w całym, gdyż jest to przejaw jasności umysłu, a każdemu zależy na jako takim oświetleniu. Tym bardziej, jeśli mamy dobry wzrok, nie możemy nie dostrzegać wszystkich wspaniałości, które należą do „innych”. „Inni” są zresztą najlepszą miarką naszego poczucia szczęścia. Przykład? Jak możemy być szczęśliwi, gdy zimą brniemy w zaspach po kolana, gdy czekając na przystanku zamieniamy się w śnieżne bałwany, gdy nasiąkamy deszczem, lub przeciwnie w upale zmieniamy stan skupienia na ciekły, podczas gdy sąsiad z dołu, w lśniącej czarnej limuzynie z klimatyzacją, sunie nieśpiesznie uliczkami osiedla? Jak możemy upajać się szczęściem, spędzając wytęskniony tydzień urlopu na balkonie (w mieszkaniu jest za głośno, bo sąsiadka zza ściany od tygodnia robi remont kuchni sąsiadującej z naszą sypialnią), gdy nasz szwagier po powrocie z Bali wygląda jak młody bóg, a szef z pięciogwiazdkowego hotelu na Dominikanie przesyła pozdrowienia (swoją drogą, kto idzie na urlop w tym samym czasie co jego szef?!).

Nie możemy być szczęśliwi również dlatego, gdyż jak mówi przysłowie „przezorny zawsze ubezpieczony”. Uwielbiamy się zabezpieczać, więc przezornie, aby nie zapeszyć, aby nie sprowokować pogorszenia sytuacji (wiadomo, jak coś idzie za dobrze, musi się to odbywać kosztem czegoś innego), dręczymy się brakiem szczęścia w akcie pokuty przed samymi sobą, innymi, życiem, szczęściem.

Opcja bycia szczęśliwym odpada również z powodu genów, a wiadomo, natury się nie oszuka – polowanie mamy we krwi. Osiadły tryb życia? – Proszę bardzo, ale uciekający cel to jest to, co przyspiesza bicie naszej krwi, co dodaje energii i wywołuje blask w oku. Nie mam tu na myśli białych, puchatych króliczków ani innych futerkowych stworzonek (broń Boże, jesteśmy cywilizowanymi ludźmi). Szczęście nadaje się do tej roli idealnie – możemy tropić, zdobywać i upajać się zdobyczą, a gdy adrenalina opadnie, rozpocząć całą zabawę od nowa. Jest to też wyraz naszej niezwykłej przebiegłości, gdyż nigdy nie damy się zaskoczyć nudzie i sytuacji beznadziejnej, gdy horyzont jest pusty i nie mamy na czym oka zawiesić, za czym wzdychać i tęsknić.

Zawsze powinniśmy mieć coś w zanadrzu – to daje poczucie bezpieczeństwa. Tak więc człowiek, jako istota rozumna powinien wiedzieć, że nie może być beztrosko szczęśliwy – dla swojego własnego dobra.

Agata Czarnota

This entry was posted in Uncategorized. Bookmark the permalink.

One Response to Pożegnanie

  1. żegnaj says:

    Żegnaj Agatko,

    Twoja śmierć zastała mnie w najtrudniejszych chwilach mego życia. Mam nadzieję, że po tamtej stronie jest Ci lepiej….

    koleżanka z uczelnii

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s