z cyklu: Wiersze dostawać zawsze miło


Satyr i Syrings

Pan Satyr, jak to satyr,
cały jest owłosiony, lecz twarz ma mężczyzny.
Kochliwy. Poza tym
ma do tego atrybuty wszelkie. Ma też Wenę, Muzy i Nimfy…
…i nieszczęśliwy. Aż dziw wielki!
Pomińmy atrybuty, każdy je ma mężczyzna, tym bardziej satyr.
Każdy goni za swoją Syrings
i każdy różnie, dopadłszy szczęścia, wychodzi na tym.

I każdy kiedyś siądzie w zadumie na skraju wody,
podparłszy skronie, z wiatru zawodzeń czerpiąc schłodę,
każdy, największy nawet twardziel, kiedyś zwinie się w sobie,
że nie dogonił…
Że szum pozostał jeno szuwar i ten szum w głowie.

Cóż w tym trzcin szumie znaleźć, jakie wziąć z nich granie,
siadłszy na skarpie z błądzącym wzrokiem i zasłuchaniem?

Weź zasłuchaniem, weź zapatrzeniem, weź pożądaniem
granie poszumu, granie powiewu, w źdźbłach fletni łkanie.

Tylko z oddali – broń cię Bóg, podejść do wody! –
Satyrze Panie, by chwycić granie tam, skąd dochodzi,
skąd to wołanie
rzewne, tragiczne.

Zbliżysz się,
ostrze tafli tnie bezlitośnie twoje oblicze.

5 października 2010 r.

autor: WaszeR Londyński

This entry was posted in Uncategorized. Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s