Czapka Holmesa


Czapka Holmesa
Romek Pawlak
ISBN: 978-83-61635-17-8

Osobiste déjà vu to dla mnie spotkanie z… Marcinem, bo tak ma na imię bohater, lat 11. Coś, jak powrót do przeszłości. Do chwili, od której wiele się zaczęło, łącznie z istnieniem tego bloga. Dziwne, ale nie wracam do czasów, gdy sama miałam …-naście lat, choć o ile dobrze sobie przypominam – i wtedy pochłonęłabym “Czapkę Holmesa” jednym tchem. Pewnie też – nie śpiąc po nocach, ukrywając się z książką i latarką pod kołdrą, żeby Tata nie widział. :)

Zafascynował mnie szczególnie jeden fragment:

“Od razu popędził do biblioteki miejskiej po książki Conan Doyle’a. Wprowadził panie z biblioteki w osłupienie swoją nagłą chęcią zapisania się, najlepiej bez jakichkolwiek formalności, bo on chce wypożyczyć tylko wszystkie książki Conan Doyle,  a potem się zobaczy, może nie będzie im zawracać głowy, więc po co jakaś karta biblioteczna? Szkoda czasu.”

I tak właśnie zwykle zaczyna się miłość do książek! Najpierw nieśmiało, bez formalności, ba – nawet karta biblioteczna wydaje się zbędna! A później człowiek nawet sam nie wie, kiedy wpada, jak śliwka w kompot! I nie śpi po nocach, żeby dowiedzieć się: CO BYŁO DALEJ…

Mam za sobą kilka nieprzespanych nocy przez tę książkę.

Marcin i jego przyjaciele przypomnieli mi autentyczną  historię Żylety i Ekipy Oi. Od czego to się wtedy zaczęło, to w życiu? Od pewnego dnia, gdy jakiś łysy idiota chciał  Żylecie wlać za długość włosów. Co ja piszę, nie chciał mu wlać, ale mu wlał. Postawiono na baczność szkołę, rodziców i policję, sprawca został namierzony, a śledztwo umorzone, ze względu na małą szkodliwość społeczną.

Tja! Może stłuczenia, kopniaki, otarcia i psychiczny uraz jednego pobitego, to rzeczywiście mała szkodliwość społeczna, ale kiedy takich chłopców na ulicach jest już więcej? Dlaczego czują się bezradni? Dlaczego nie mogą zwrócić się o pomoc do nas dorosłych, kiedy ktoś się nad nimi znęca, straszy ich, albo wyłudza pieniądze? Bo nie mają do nas – starych zgredów – za grosz zaufania! Wolą bronić się sami.

Na przykład sms-ami:

“Czarny tu jest. (…) Szuka ofiary…”

Byłam kiedyś świadkiem, jak długowłosy chłopak sms-ował do kumpli, żeby wracając ze szkoły omijali główny plac w naszym mieście, bo – “łysi znowu czatują”. Byli za młodzi, żeby dać sobie radę, za starzy, żeby pozwolić się odprowadzać ze szkoły rodzicom. Wypracowali więc własny system ostrzegania… i dobrze wiedzieli, że jedyną obroną jest ucieczka czy chodzenie bokami.

Owszem, w szkole czasem organizowano pogadanki na temat bezpieczeństwa, zwoływano spotkania z policjantami, pedagogami, ale… Ale.

Marcin posłusznie skinął głową, udając że przyznaje nauczycielce rację. Ale w myślach wzruszył ramionami. Czasem, jak się słuchało nauczycieli, to człowiek miał wrażenie, że bujają w takich chmurach, że aż się wierzyć nie chce. Zupełnie jakby wiedzę o dzieciach czerpali z seriali telewizyjnych.”

Dzieciaki nauczyły się dla świętego spokoju przyznawać nam rację.  I to jest ta –  szkodliwość społeczna – o której zapominamy.

Czytałam tę książkę przez pryzmat tego, co wiem. O tym wszystkim, co dzieje się w naszych szkołach i na naszych ulicach. Przez pryzmat swojej dorosłości i tego, że właściwie nie muszę się już bać żadnego Karczycha wracając do domu. Mój syn też nie, bo dorósł.

Ale co z tymi, którzy teraz mają 11 lat?

This entry was posted in C and tagged , . Bookmark the permalink.

One Response to Czapka Holmesa

  1. Noe Breedon says:

    Wow, fantastic weblog structure! How lengthy have you ever been blogging for? you make blogging glance easy. The overall glance of your website is excellent, let alone the content material!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s