Śpiewograniec 2009


Sama nie wiem, co napisać, bo wzruszenie odbiera mi swobodę pisania. Emocje przysłaniają obiektywną ocenę, ale może tak właśnie ma być. Nie bywałam na poprzednich Śpiewograńcach – dzisiaj serdecznie żałuję i z rozmachem biję się w piersi! W tym roku moja obecność to zupełny przypadek, a jak zwykle to, co najlepsze wydarza się niby przypadkiem. Może to taki owoc wspomnień toczonych ostatnio na Naszej Klasie, przeglądania starych zdjęć, od których łza się w oku kręci, bo nie widziało się ich 25 lat.  Zobaczyć siebie sprzed lat w mundurku, ech, emocje nie do przekazania.

Zaproszenie zbiegło się z tamtymi wspomnieniami i już się nie dało nie iść, już się koniecznie chciało zobaczyć, jak to teraz jest i to było takie wezwanie, któremu oprzeć się nie sposób.

Łechtało to, że zaprosili mnie tam młodzi harcerze, koniecznie chcieli mi coś pokazać, zaśpiewać. “Jesteś starym trampem”…  Jestem. Fajnie było też posłuchać i zobaczyć innych starych znajomych harcerzy z gitarą -znowu po wielu latach. Wzruszenie odejmowało mi mowę. Impreza międzypokoleniowa.

Radość, młodość, śpiew, muzyka, naprawdę na wysokim poziomie, choć ten poziom muzyczny z konieczności był zróżnicowany, bo wiadomo – jedni po szkołach muzycznych, inni trenowali dopiero przez ostatnie dwa miesiące, a poddani byli jednakowej ocenie. Na pewno nie było to łatwe. Należy chyba wziąć pod uwagę, że to nie konkurs w szkole muzycznej, ale przegląd piosenki harcerskiej. Harcerze – wiadomo – wpadają do jednego worka, czasem jest to totalny przypadek, więc zgrać się pod różnymi względami przez kilka miesięcy, czy nawet lat łatwo nie jest. A oni byli w miarę zgrani, przynajmniej tak wyglądało to, co widziałam na finale, bo na przesłuchaniach nie byłam. Mam raczej dobre wrażenie, choć nie mam doświadczenia, bo bywam raczej na koncertach z dużo mocniejszym uderzeniem.

Zachwycałam się najbardziej maleńką dziewuszką, może miała 3-4 latka, w mundurku naturalmente, biegała obok mnie w tą i z powrotem, szalała pod sceną… zazdrościłam jej energii. Młodzież tak się bawiła, że sama miałam ochotę wyjść pod scenę i skakać z radości (ale te wewnętrzne bariery nie pozwalają!).

To wszystko nie do przekazania… Klimat, atmosfera, jakaś euforia. Śpiewałam sobie pod nosem, bo nie dało się nie śpiewać, nie nucić, ręce same klaskały, a nogi tupały. Pozostał taki obraz dobrej, szalonej zabawy, bez alkoholu, bez narkotyków, bez przekleństw, agresji, itd. itp. Jest jeszcze młodzież, która potrafi TAK się bawić? Fajnie, fajnie.

No i należy nadmienić, że tegoroczny Śpiewograniec odbywał się pod hasłem braterstwa, co nie było jakąś propagandową ściemą, tylko, jak same dzieciaki powiedziały – ono wydarzało się tam naprawdę. To było widać, słychać i czuć, że uczestnicy przeglądu są jedną wielką rodziną, znają się, jak łyse konie i łączy ich coś więcej, niż tylko taki sam mundurek…

This entry was posted in 1. Bookmark the permalink.

One Response to Śpiewograniec 2009

  1. Kandi says:

    First blog I read after wakeup from sleep today!

    —————————-
    A Natural Technique To <a href=”

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s