z wizytą u sandomierskiej poetki


Bo ja się nie zgadzam, że nie ma poezji, że nie ma poetów, że nie ma spotkań. To tylko kwestia dogadania się, rozmowy, i tego, o co zwykle najtrudniej – czyli “chcenia”. Poeci są wśród nas, naprawdę.

pic09903

Elżbieta Grządkowska (ur.1970), absolwentka Katedry Historii Dogmatów Wydziału Teologicznego KUL. Nauczycielka religii w Liceum Ogólnokształcącym w Tarnobrzegu. Wiersze publikowała m.in. w „Nowej Okolicy Poetów”, „Afiszu”. Mieszka w Sandomierzu.

Portret Adama
dziś

siedzisz na krześle
wygodnie rozparty
z audytorium
gumowych uszu
nadęty dumą
jak kompleksami
bycia facetem
z aspiracjami
zostania  mężczyzną
człowiekiem
malutki wymiar
ogródka ograniczonego
pracą jak płotem
dobry w swym fachu
z perspektywą
szybkiego awansu
robota
z przyjemnością
bez przyjemności
odizolowany od uczuć
by nie być słabszym
myślisz że
panujesz nad światem
nazywając rzeczy po imieniu
będąc na piedestale w centrum
ta obok jest twoja
jak wszystko
twoje żebro
ty z ziemi wzięty
ulepiony z gliny
kolos bez charakteru
zostajesz w tyle
w poczuciu winy
wobec winy
usprawiedliwiając nieustannie
okoliczności i fakty
spostrzegłeś
nagość podwójną
swoją i jej
pod liściem prawdy
nie ukryjesz tego
kim jesteś
ani tego kim mógłbyś być

***
Przychodzisz do pracy
z teczką pomysłów
nie swoich
odtwarzasz myśli
z książek zapisanych
mądrością
dokonujesz zabiegu
operacji na mózgu
słowami
konspiracyjnie zaszyfrowanymi
własną teorią
w przerwach
zjadasz kanapki
niechlujnie przeżuwając
to czego nie możesz
pogryźć
potem
zmieniasz miejsce pobytu
jak najemnik próżności
chcesz być
lepszy od innych
nie możesz być gorszy
biegasz
z miejsca na miejsce
gubiąc po drodze
to co ważne
zaślepiony
tworzeniem tworzenia
zapominasz odebrać
dziecko ze szkoły
ta w domu
poczeka
nie płacząc z zachwytu
w końcu mycie naczyń
nie może być ważniejsze
od budowania autoportretu
z przekory
nie będzie cię słuchać
w łóżku położy się tyłem
budując mur z samotności
ty przytulisz jej plecy
wierząc że
to i tak  dużo
twoje doniosłe
znaczące zadanie
przemiany świata
czynienia poddanym
nazywania
wynalazków stworzonych
jak własnych
podpisanych parafką
tej obok
rodzącej codzienność
z dniami płodnymi
gotowaniem i praniem
wyznaczyłeś tchórzliwie
życie z poczuciem
większej winy
na zawsze

***
Od czasu do czasu
próbujesz być dobry
dziecko bierzesz na spacer
kupujesz markowe wino
do podanej pod nos kolacji
tworzysz
ze słów nie zapisanych
klimat intymny
dajesz kawałek czegoś
bez pozy i maski
trochę pobędziesz
bliski za blisko
szczęściarz
podwójnie obdarowany
potem znów
przyjdzie schizma uczuć
wpisana w upadek
maraton wad
egoistycznych cukierków
tęsknota za sobą
utraconym rajem
znowu zapomnisz
o tym co ważne
irytuje cię nazwa
rozpamiętujesz obrazę
dumnej pogardy
dałeś się zwieść
czy
byłeś zbyt słaby
jak to się stało
nie możesz
ciągle uwierzyć
wina jest
twoja jak jej
przez nią
wygodniej jednak
siebie zobaczyć

mieliście być jedno
a ty chcesz ciągle
być jeden

grzechem twoim
jest to co zrobiła ona
podpisany twoim
imieniem jak nazwiskiem
po badaniach
o ustalenie ojcostwa
przez zrodzenie

Sandomierz 2004 r.

from: AFISZ

This entry was posted in 1. Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s