zapalenie oskrzeli – część druga


 i w końcu – ze strachu przed bibliotecznymi bańkami – dotarłam do swojej rodzinnej lekarki. sprawdziłyśmy – nie byłam u niej od 2004 roku, co uważam za osobisty sukces, a i wtedy raczej po jakieś zaświadczenie, że mogę studiować, nie po poradę. i w końcu – jestem “zdiagnozowana”!!! :):):) żadna ukryta złość, tajny gniew i niewyrażone w odpowiednim czasie i miejscu emocje, ale najprawdziwsze przewlekłe zapalenie oskrzeli i osłabienie organizmu. żadne tam suchoty i psychosomatyczne umizgi. nareszcie – po raz pierwszy od dziecinnych lat mogę sobie bezkarnie poleżeć i “się nie przejmować”. nie żebym nie miała wyrzutów sumienia, ale. :) już tak źle ze mną, że nawet zaczęło mi się to podobać. prawie. mam osiem dni tylko dla siebie. o-s-i-e-m.

i przepisano mi antybiotyk – który “hamuje aktywność gyrazy DNA, enzymu warunkującego  proces zwijania się nici DNA”. to chyba tylko Jasiek B. OP mógłby dokładniej wytłumaczyć. wszystko pewnie przez to, że moje nici DNA kiepsko się zwijają. :(

czytam Wasze blogi i komentarze, oglądam zdjęcia, nadrabiam “Władcę Pierścieni”, uczę się pilnie angielskiego, nie zapominając o hiszpańskim i próbuję rozszyfrować hebrajską Genesis, co momentami staje się nawet fascynujące.

zalecane całodzienne leżenie jest dla mnie nie-do-przyjęcia, można mnie odwiedzać, podobno już nie prątkuję. niech mi ktoś przyniesie z Biblioteki półeczkę z wierszami! please!!! i proszę pisać bajki!!!

ogólnie – to, jak się czuję, wyraża najlepiej Damien Rice (znaleziony u Miksturki):

może lepiej nic nie tłumaczyć. :) pozdrawiam. a angielski tekst jednak zamieszczam, bo piękny:

“Rootless Tree”
What I want from you is empty your head
But they say be true, don’t stay in your bed
We do what we need to be free
And it leans on me like a rootless tree

What I want from us is learn to let go
But we fade the forests, fracture the tide
We go blind when we needed to see
And it leans on me, like a rootless…

So fuck you, fuck you, fuck you
And all you didn’t do
I said bleed it, bleed it, bleed it
There’s nothing in you
And do you hate me, hate me, hate me, hate me so much
That you can’t let me out, let me out, let me out
Of hell when you’re around
Let me out, let me out, let me out
Hell when you’re around
Let me out, let me out, let me out

What I want from this
Is to learn to let go
No not of you
Of all that’s been told
Killers re-invent and believe
And it leans on me, like a rootless…

So fuck you, fuck you, fuck you
And all you didn’t do
I said leave it, leave it, leave it
It’s nothin anyway
And did you hate me, hate me, hate me, hate me so much
That you can’t let me out, let me out, let me out…
It’s hell when you’re around…

So fuck you, fuck you, fuck you
And all we’ve been through
I said leave it, leave it, leave it
It’s nothing anyway
And do you hate me, hate me, hate me, hate me so much
That you can’t let me out, let me out, let me out…
Hell when you’re around…
Let me out, let me out, let me out, let me out…

This entry was posted in 1. Bookmark the permalink.

2 Responses to zapalenie oskrzeli – część druga

  1. Mishka says:

    Nareszcie jakaś konstruktywna decyzja :D
    Siedź w domu, pij dużo herbaty z sokiem (lub cytryną) i czytaj, czytaj, czytaj… Zaczynam Ci zazdrościć >.<

    A w ramach bajek polecam pooglądać “Bajki dla potłuczonych” Potemów. Podobno śmiech leczy… :D

  2. prometeusz says:

    ale naprawdę czuję się jak to “drzewo bez korzeni”. nie zazdrość, antybiotyk ma takie skutki uboczne, że dopiero teraz jestem naprawdę chora, słaba i bezsilna. wszystko mnie boli. nawet oczy.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s