ech… życie…


więc lekarz mnie nie przyjął. to znaczy taka kolejka była, że pani w rejestrrracji już mnie nie zarrrejestrowała. kazała przyjść jutro, a do jutra to ja już chyba – psik – umrę! i jutro to ja do Rzeszowa – psik – jadę do Biblioteki, khe, khe. nie mogę sobie odpuścić. więc znowu kupiłam aspirynę i zrobię sobie znowu syrop z cebuli, kanapkę z czosnkiem, a dziecko zagonię, żeby strzegło domowego ogniska i zaszyję się z książką na cały wieczór pod pieeerzyną. tylko, że… ja już siły nie mam chorować. nie chcę! pierwszy raz w życiu wzięło mnie aż tak. półtora miesiąca – zamiast szukać pracy – leżę i kaszlę. rozłożona na cztery łopatki.

gardlo

This entry was posted in 1. Bookmark the permalink.

40 Responses to ech… życie…

  1. Czesława says:

    LUISE L.HAY w książce “Możesz uzdrowić swoje życie” podaje prawdopodobne przyczyny psychiczne różnych stanów chorobowych. I tak zapalenia i stany zapalne interpretuje tak, że prawdopodobną przyczyną jest – złość i frustracja w związku z sytuacjami, przed jakimi stajemy w swoim życiu. Lęk. Wpadanie we wściekłość. Zapalczywe myślenie. Choroby gardła tłumaczy że przyczyną może być – niemożność wypowiedzenia swojego “ja”. Zdławiona złość. Stłumiona ekspresja twórcza.Odmowa zmiany.
    Ja powiem że jak kupiłam tę książkę może 10 lat temu i zaczęłam śledzić swoje dolegliwości i okoliczności kiedy one występują z tym co autorka książki podaje zaczęło mi się bardzo wiele zgadzać. Luiza obok przyczyn podaje nowe wzorce myślowe aby zmienić swoje myśli i nastawienia do życia i okoliczności które nas spotykają. Np nowym wzorcem myślowym przy chorobach gardła to- “Głośne mówienie nie jest niczym złym. Wyrażam swoje”ja” swobodnie i radośnie.Wypowiadam swoje zdanie z łatwością. Wyrażam swoją twórczość. Chcę się zmienić!”
    Kasiu, życzę Ci szybkiego powrotu do zdrowia, dużo siły do wytrwania i przezwyciężenia trudności. Powodzenia! ( a piwo odłożymy na później)

  2. prometeusz says:

    Tak, ja też się zgadzam z tym, że wiele chorób ma podłoże somatyczne i psychiczne i wiem, że szczególnie choroby górnych dróg oddechowych mogą wskazywać na problemy z wyrażaniem swoich uczuć, nie koniecznie tylko tych negatywnych. I zauważam to też u siebie. :) I tak dobrze, że się jeszcze nie jąkam. :):):)
    Myślę, że to też kwestia kiepskiego zachartowania. I tego, że nocą u nas w Domu temperatura spada o jakieś 10 stopni, więc nad ranem marzniemy, zanim piec znowu się rozpali. I trzeba raniutko wyjść spod ciepłej pierzyny, zejść do zimnej piwnicy.
    Te afirmacje z poradników psychologicznych to ja sobie odpuszczę, bo ja już nie chcę się zmieniać, chcę być sobą i wcale nie chcę być idealna i nie chcę zakłamywać rzeczywistości, która czasem jest radosna, a innym razem nie. Takie jest właśnie życie. Chyba zostanę przy Ewangelii.
    I zachęcam wszystkich raczej do korzystania z pomocy fachowców w dziedzinie psychologii czy psychiatrii, bo samemu można sobie tylko wielką krzywdę zrobić. Trzeba też bardzo uważać, komu człowiek powierza swoje problemy, bo się można nieźle na tym przejechać (sic). Mój znajomy psycholog twierdzi, że ze mną wszystko ok, nie stwierdził niepokojących objawów, za to pewien mnich (już tu gdzieś o tym pisałam) twierdzi, że wszyscy ludzie są wariatami, tylko niektórzy jeszcze nie zdiagnozowani. :) I ta wersja bardzo mi się podoba. :):):)
    Za życzenia bardzo dziękuję.

  3. Mishka says:

    No, Kasiek, nie rozkładaj się na czynniki pierwsze! :) Jako Zespół stanowisz bardziej interesujący obiekt :)
    Ale serio, to wyleż, prześpij i wypocznij choróbsko! To najlepsza metoda, chyba nawet lepsza niż książka ;) Zdrowiej!

  4. prometeusz says:

    Qrcze, Mishka, leżę już od ponad miesiąca i tylko osłabłam od tego. Jak wychodzę na parę godzin płacę za to kolejnym atakiem kaszlu i nie mogę mówić. Ale nie dlatego, że tłumię złość, gniew, itd., bo ja go wcale nie tłumię, wręcz przeciwnie – żalę się i przyznaję, że jestem zawiedziona i roz-czarowana (jakie ładne słowo!). Na nic leżenie i wmawianie sobie, że mogę wszystko i że kocham siebie, muszę wziąć antybiotyk i leki rozszerzające oskrzela. Przy zapaleniu oskrzeli nie dobrze jest leżeć, bo wtedy źle się oddycha. Po za tym jest Marcin, Tata, a jutro muszę zrobić wywiad, z kimś kto pomaga ubogim. Muszę być na chodzie jakoś. Po za tym jesteśmy umówione na wiosnę. :) Fajnie, że gdzieś tam jesteś… szkoda, że daleko. Ja jednak kocham internet!

    Czesia – “Kocham siebie, dlatego wykonuję pracę, która sprawia mi radość i pozwala na wykorzystanie moich talentów i zdolności twórczych; pracuję z ludźmi i dla ludzi, których kocham i którzy mnie kochają, i zarabiam wystarczająco dobrze.”
    – to fragment z książki, którą mi poleciłaś, żyłam tymi słowami przez ostatnie trzy lata. Serio! Nie wolno się tak oszukiwać. Tylko pierwsza część tego zdania okazała się prawdą. Poza jednym nauczycielem, dwoma dzieciakami i trzema staruszkami nikt mnie TAM tak bardzo nie kochał. :)
    Well…

  5. Czeslawa says:

    Nie uważam żeby opierać się na słowach afirmacji jak na fundamencie….. takim fundamentem może i powinna być dla nas Ewangelia. Wcześniej czy później takie oparcie (afirmacje) się rozsypie a upadek może być bardzo, bardzo bolesny! I wtedy , gdy doświadczamy zdrady czy odrzucenia od najbliższych,od tych których kochamy być może Bóg popycha nas do tego upadku abyśmy to Jego postawili na pierwszym miejscy i to Jemu bardziej zaufali niż komukolwiek z ludzi. Bezgraniczna wiara w ludzkie słowa – jak ta afirmacja nie gwarantuje mi ich spełnienia. Tylko Bóg nie cofa Swojego Słowa danego człowiekowi.
    Zawód i poczucie odrzucenia wcale również nie przekreślają totalnie dobrych rzeczy, które otrzymaliśmy od tych, którzy nas zawiedli.

  6. prometeusz says:

    Nie rozumiem Czesiu trochę tego, o czym Ty piszesz. I dlaczego pojawiasz się tutaj dopiero teraz, kiedy odeszłam z Biblioteki, nigdy wcześniej. Jakoś mnie to niepokoi.

    Chyba oceniasz mnie przez pryzmat tego, co Ci o mnie opowiedział Norbi, bo nie przypominam sobie, żebym skarżyła się Tobie na zdradę czy odrzucenie przez najbliższych. Zresztą jemu też nie. Wręcz przeciwnie – Moi Najbliżsi są przy mnie. I na różne sposoby są też przy mnie znajomi, przyjaciele aktualni i ci z dawnych lat, ludzie z Biblioteki, ze Wspólnoty czy z jeszcze innych miejsc i czasów – jakoś nie czuję się odrzucona… czy zdradzona przez nich.

    Wyczuwam natomiast w tym, co piszesz jakąś potrzebę drążenia w czymś, co Was nie dotyczy. Ciebie, Norberta i paru jeszcze osób, które czują że mają jakieś odgórne prawo do wtrącania się w nie swoje sprawy. I mój konflikt w pracy na tym właśnie polega, że pomiędzy mną i moim szefem stanęli ludzie, którzy koniecznie coś musieli wydrążyć, bo my sami oboje nie do końca wiemy o co chodzi. Mam do Pawła żal, on do mnie też, ale nie mam poczucia odrzucenia i nie skreślam go, nie zapominam o wdzięczności, a i on podziękował mi za wszystko, co było dobre. Potrafimy stanąć przed sobą, spojrzeć sobie – z bólem – w oczy i przekazać Znak Pokoju. Podać sobie ręce. Powiedzieć: Pokój z Tobą! To bardzo dużo w tym całym chaosie. Nikt nikogo nie zdradza i nie odrzuca.

    Mój problem polega na tym, że tęsknię za książkami, którymi się opiekowałam, za ludźmi, którym były potrzebne. Za Wojciechem i jego dzieciakami. Za Anonimowymi Alkoholikami, z którymi sympatyzowałam. Za ubogimi, którzy przychodzili po pomoc. Za tamtym miejscem i klimatem. Za chwilami, które uleciały, za dialogami, których nie zdążyliśmy zapisać. :) Za Scholą.
    Za moim biurkiem, w którym zostało tyle moich rzeczy. Za kluczami, które Hippie nauczyła mnie kochać. Za półeczką z wierszami. Za ciągle psującą się lampą. Za moimi paprotkami. Za fotelami, które uratowałam przed wyrzuceniem. Za kartami czytelników. Za starym komputerem.

    Boli mnie, że Biblioteka jest nadal zamknięta, bo zależało mi na każdym, kto tam się pojawił. Boli mnie to, że Norbi okazał się fałszywy, bo mu ufałam, jak bratu i nigdy nie prosiłam o dyskrecję, sądziłam, że to jasne dla księdza, spowiednika, “kier-ducha”. Boli mnie, że nagle pojawiają się obok mnie takie osoby jak Ty (bo nie jesteś jedyna), z którymi nie miałam nic wspólnego do tej pory, o nic nie prosiłam, a które zdają się wiedzieć lepiej ode mnie, co mi jest i jak na to zaradzić. I nie mają odwagi stanąć przede mną i porozmawiać o tym ze mną w realu, tylko wyskakują gdzieś w wirtualnym świecie, bo tak najprościej. Albo w jakichś kuluarach…
    “Boli mnie Kościół”, naprawdę, bo jest mi i moim bliskim potrzebny, a wiem, że nie wszystko w nim jest pozytywne.

    Nie trzeba mnie nawracać, naprawdę! Wyspowiadałam się, zaglądam do Biblii każdego dnia, żyję Ewangelią, każdy dzień zaczynam od sprawdzenia jakie są czytania i co one wnoszą dla mnie. Nawet myślę, że za dużo trochę tej religii. :) Szukam mocnego kościelnego autorytetu, odpowiada mi to, co mówią/piszą dominikanie, więc pewnie go znajdę.
    Tu, w tym poście piszę o tym, że mam zapalenie oskrzeli i źle mi z tym, bo nie mogę realizować tego, co zaplanowałam. Źle mi się leży w łóżku, źle mi bo tak mało słońca, bo zimno…
    Źle mi, bo z powodu choroby nie pojechałam do Rzeszowskiej Biblioteki na spotkanie z ludźmi, którzy kochają książki.
    I ludzi.
    I Biblioteki.

  7. Czeslawa says:

    ” a więc wszyscy się wynoście…”
    idę sobie i nie wrócę , obiecuję.

  8. prometeusz says:

    ” a więc wszyscy się wynoście…” – tego nie napisalam ja, tylko Norbi podszyty pod Mambe.
    jak tam chcesz, Czesiu, w kazdym razie powodzenia.

  9. Mishka says:

    Też by mi było przykro, gdybym nie mogła pojechać do Rzeszowa, bo to bardzo piękne miasto, miasto in plus, jak głosi ich kampania reklamowa. Jak się okazuje, jedna z niewielu prawdomównych reklam :D Rzeszów zachwycił mnie podczas ubiegłych wakacji i to nie tylko starówką, ale zwłaszcza swoimi osiedlami! A ludzie pewnie też pasują do otoczenia :D

    Zatem zalecenia siostry farmaceuty: nie wychodzić z domu! Po sprawunki wysyłać rodzinę! Pić dużo i to ciepłego! Pomocny byłby syropek z mlecza na kaszelek… Trzymać się, ogólnie rzecz biorąc, ciepło! I starać się o pozytywne myślenie, bo to zwalcza chorobę :)

    I potem zdać relację, jak Ci idzie :D

    Pozdrawiam! (dosłownie)

  10. prometeusz says:

    Ludzie w Rzeszowie są rewelacyjni. Jak wszędzie! W Krakowie też. :)
    Z Rzeszowem jakoś udaje mi się od dawna utrzymywać kontakty. I Siostrę tam mam.

    Relacja z choroby:
    znajoma farmaceutka z pobliskiej apteki sprzedała mi antybiotyk, receptę mam donieść, więc od wczoraj jest o niebo lepiej. przestaję świszczeć i warczeć.

    przed chwilą wróciłam z wywiadu, zaraz się znowu zapakuję do łóżka i obiecuję nie wychodzić. ale w domu wszyscy chorzy, więc z tym nie-wychodzeniem się nie uda.

    Marcin za to ma skierowanie do kardiologa. kardiolog dziecięcy ma wszystkie terminy zajęte do końca stycznia. cudownie, prawda?

    dzięki wielkie!

  11. prometeusz says:

    to jakaś czarna seria. aż się boję, co będzie dalej…

  12. Mishka says:

    Po czarnej serii będzie seria biała :) Albo kolorowa :)

    Czymcie się :D

  13. prometeusz says:

    tylko kiedy???

  14. Mishka says:

    W swoim, precyzyjnie wybranym, czasie :D

  15. prometeusz says:

    okrutne to.
    idę do łóżka pisać artykuł.

  16. Hell says:

    Jak się tak będziesz szwędać od wywiadu do konowała, od konowała do piguły, to napewno w taką pogodę nie wydobrzejesz! Proponuję zbiorowe nakrzyczenie na Ciebie i przyjacielski zakaz wychodzenia z domu! Do CAŁKOWITEGO wyzdrowienia (przynajmniej cielesnego).
    Rzeszów? Piękny? De gustibus non est disputandum jak mawiają Rosjanie ale żeby Rzeszów ;-) Tak, ludzie religijni czują się tam napewno dobrze. Szczególnie sympatyczne jest zbiorowe mycie samochodów w sobotę, przed wyjazdem do kościoła :-) Eh, jak zawsze muszę się przyczepić. Taki ze mnie Czesio.

  17. prometeusz says:

    Chcę, żeby ktoś w końcu na mnie nakrzyczał, byle konstruktywnie. Bardzo mi się podoba przyjacielski zakaz wychodzenia z domu, he, he. Rzeszowa Religijnego nie znam, tylko raz byłam tam w Kościele, u dominikanów zresztą, na pogrzebie Ojca Wawrzyńca, który zakładał Moją khe khe… miałam o Niej nie pisać… krok do tyłu… Moją Bibliotekę. Buuuuuuuu!
    W każdym razie Rzeszów to Pedro, Asia, szalona i cudowna Pani Małgosia z Biblioteki, która wspiera mój DKK… Rzeszów to… Rzeszów.

  18. Mishka says:

    Uwaga, będzie konstruktywnie:
    NIE SZWENDAJ SIĘ PO POLU, BO TAK TO SIĘ BĘDZIESZ LECZYĆ DO LATA, A JA CHCĘ CIĘ WIDZIEĆ NA WIOSNĘ W KRAKOWIE!!!
    Wystarczy? :)

  19. prometeusz says:

    Jeszcze, jeszcze!

  20. Hell says:

    Mish-ka, Mish-ka, Mish-ka!
    To jeszcze odemnie: BO w DUPĘ DOSTANIESZ JAK CIĘ JASKÓŁKI ZOBACZĄ NA POLU (NA DWORZE, NA GUMNIE)!
    I proszę pamiętać, że najkrótsza droga do Krakowa wiedzie przez Niepołomice!

  21. Hell says:

    Pedro. Pamiętam, choć nigdy nie miałem okazji poznać. W kalendarzyku z 1992 roku mam chyba jego adres, który dostałem od Ciebie tak na wszelki wypadek.
    Odnośnie Rzeszowa. W rzeczonym ’92-gim jak pojechałem tam na studia, zobaczyłem to miasto, tych ludzi, to się … rozpłakałem. Może byłem rozpieszczony Krakowem, ale to była daleka Ukraina. Dziś Rzeszów to miasto pełną gębą. Jednak spróbujcie powiedzieć w sklepie “dzieńdobry”.

  22. Mishka says:

    Hmm… Intrygujące… Dlaczego akurat “dzieńdobry”?

    A co do “leżenia” Niepołomic na drodze do Krakowa, to polecam zaglądnięcie tutaj: http://www.jakub-malopolska.itl.pl/via_regia/html/0_kk.html Wciągnięte w sieć i już się nie wywiną, nawet gdyby na wykup sprzedały całą kolekcję Narodowego, która teraz ma zaszczyt wisieć w Zamku :)

  23. prometeusz says:

    Za opieprz dziękuję, jesteś cudowny!!!
    Podobno jak ktoś mnie upomina, to znaczy, że mu na mnie zależy… :)
    Fajnie, że Wam na mnie zależy.
    I ja słucham, słucham! Nie wychodzę już nigdzie, siedzę pod pierzyną, kot mi grzeje nogi, jest super. Chyba mi lepiej. :)

    Oczywiście, że przez Niepołomice. To będzie Droga Alternatywna. Historyczna. Nie można pominąć Niepołomic. Proszę dla biednego zmęczonego pielgrzyma przygotować kąt do spania i kubek herbaty.

    A Pedro jest w Twoim kalendarzyku?
    Na wszelki wypadek??
    Taka przezorna byłam???
    Qrcze, w 92 urodził się Marcin i Pedro został jego Ojcem Chrzestnym. :)

    Tak to się jakoś plecie.

  24. Hell says:

    No.

  25. Mishka says:

    Hmm… Zeżarło mi mój komentarz… To możliwe jest?

  26. prometeusz says:

    Nie, on jest w Spamie, zaraz go spróbuję wydobyć.

  27. prometeusz says:

    No.

  28. prometeusz says:

    Ha, Ha!
    Mishka, Ty też jesteś cudowna!!!
    I oto kolejny “mój” człowiek mieszka na Camino, ja nie mogę, naprawdę!!! Hurrra!
    Czili – Droga z Rzeszowa do Santiago de Compostela wiedzie przez Niepołomice? To jest po prostu REWELACJA DNIA!!!

  29. Hell says:

    Mówiąc w Rzeszowie w sklepie “dzieńdobry” ludziska patrzą się na mnie jakbym był w długim płaszczu z rozchylonymi połami i pod spodem był goły. “Ta głupi jaki, aaa?”. A tak mnie mama wychowała, że jak się gdzieś wchodzi to gębę trza rozdziawić, uśmiechnąć się (no i pod płaszczem coś jednak mieć). Tam to się nie sprawdzało. Ale to było naście lat temu. Pewnie się zmienia.

  30. Mishka says:

    :D Jak ja lubię przynosić dobre wieści tak z samego (khe, khe) rana :D

    Co do Via Regia, to Paweł się starał przeprowadzić Drogę przez wszystkie ciekawe miejsca, więc nawet trochę się nam Droga wydłużyła :)

  31. Hell says:

    Eh, Wy to tylko po kościołach… Dewotki. A wiejskie sklepy gdzie tanie wino i kultura lokalna? A przyroda? Zwierzęta, roślinki i wszelka inna gadzina?

  32. prometeusz says:

    Mishka – tylko teraz dylemat – jak ja mam z Sandomierza przez te Niepołomice iść??? Bo już wiem na 100, że pójdę. Chyba, że do Krakowa, a potem trochę “wstecz” – Drogą Rzeszowską i z powrotem – dalej do Zgorzelca.

    Hell – ja tam nie zauważyłam, żeby w rzeszowskich sklepach ktoś na mnie patrzył, jakbym pod płaszczem goła była. To pewnikiem Ty tak masz, magnetyzujesz te ekspedientki, czy jak? Jakby co, to możesz zawsze powiedzieć “Szczęść Boże” i wtedy popatrzą na Ciebie inaczej…

  33. Mishka says:

    Hell, zapewniam, że nie tylko po kościołach, oj, nie tylko ;) Lokalna kultura kulinarna jest nam bardzo dobrze znana :D Tylko jakoś tak wychodzi, że zdjęcia, robione podczas konsumpcji, nie nadają się do publikacji :D

    Kasiek, to może najpierw na południe, do Rzeszowa, a potem już szlakiem na Kraków? Albo po prostu zrobić sobie dwie wyprawy? ;)

  34. prometeusz says:

    Nie tylko po kościołach, zresztą one zamkniete zwykle są poza niedzielą. No i szukamy raczej kościołów p.w. Świętego Jakuba, chociaż Mishka, jako Pani Muzealnik, Historyk Sztuki to pewnie zagląda do każdego, byleby stary był.

    Jak wędrowałyśmy z Kristin rok temu to odwiedziłysmy wszystkie wiejskie sklepy, a ona uświadamiała tubylców spotykanych po drodze, że “w dawnych czasach tędy przebiegał szlak pielgrzymkowy”. To się nazywa budowanie legendy. :)

  35. Hell says:

    Prawdziwe misjonarki ;) Ale w piekle jest weselej i cieplej ;-)
    A gdzie pójdzie taki co w papieża i księdza nie wierzy a jest taki fajny facet z niego, dusza człowiek, nie kradnie, nie cudzołoży, nie obżera się ;-) Ot zagadka.

  36. Mishka says:

    A to trzeba w księdza wierzyć, żeby się dostać do Nieba? Bo mnie mówili, że w kogo innego :D
    I to właśnie w camino jest takie fajne, że wcale nie jest tylko dla wierzących (w cokolwiek). Droga, jak to droga, otwarta jest dla każdego, z całym dobrodziejstwem sklepów, barów i kościołów towarzyszących :D

  37. prometeusz says:

    I z cervezą!

  38. Piter says:

    Bo piwo jest najważniejsze!

  39. Hell says:

    No bo ja nie wiem co ma KK z Bogiem wspólnego i jakoś nie znajduję powiązań, więc zakładam, że tam się w xiędza wierzy ;-)

    A do Camino się z Wami wybiorę baaardzo chętnie, no niech mnie tylko latorośla podrośnie deczko bo uzależniony jestem od niego.

    Viva cerveza!

  40. prometeusz says:

    Katecheza Druga – bez KK już byśmy zapomnieli o Panu Bogu, naprawdę.
    Ktecheza Trzecia – KK ma też dobre oblicze, naprawdę. Ja się tak miotam, bo widzę i te dobre, i te trochę gorsze rzeczy w Kościele, trudno wypośrodkować.

    A dzieciak to bardzo dobre uzależnienie. Tak trzymać! Oglądałam ich zdjęcia na NK – świetne masz dzieciaki.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s