“Nie lękajcie się”


Osobisty papieski sekretarz był gościem międzynarodowego sympozjum “Sobór Watykański II w pontyfikacie Jana Pawła II”, zorganizowanego na uczelni franciszkanów Seraphicum w Wiecznym Mieście.
– Słów “Nie lękajcie się” papież nie improwizował – zauważył kardynał Dziwisz. Podkreślił, że Jan Paweł II “długo nad nimi rozmyślał” i “modlił się”. – Był to owoc jego życia zgodnie z nauczaniem soboru – mówił metropolita krakowski.
– Jan Paweł II pragnął głosić wolność każdemu, kto żył w strachu

źródło: http://wiadomosci.onet.pl/1852658,12,,,,,9274,kard_dziwisz_ujawnia_tajemnice_slow_papieza,itemspec.html

Właśnie. Chodzi o to, żeby się nie bać. Bo wiele złych rzeczy dzieje się tylko dlatego, że się boimy. Boimy się o nich mówić, boimy się szczególnie konsekwencji tego mówienia, bo nigdy nie jest to przyjemne. Ja się tego strachu nauczyłam dawno, może jeszcze jako kilkunastoletnie dziecko. Pamiętam, jak Tata z Mamą przez godzinę wypytywali mnie o mojego kolegę, a ja uparcie coraz bardziej zamykałam się w sobie i im bardziej naciskali, tym bardziej zawzięcie milczałam. W końcu naprawdę zaczęli się martwić, a nie było powodu. Później może też cały klimat komunizmu uczył nas też, żeby wszystkiego nie mówić, bo się podpadnie w szkole, w pracy. Telefony były na podsłuchu i pamiętam, jak się nagle w słuchawce pojawiał trzeci głos: “rozmowa kontrolowana, rozmowa kontrolowana”. :) Tak było. I w małżeństwie – czasem nie mówi się wszystkiego, żeby kogoś nie urazić, nie zrazić do siebie. Afekty, prawda? Czasem nie mówimy dla świętego spokoju, albo zwyczajnie “nie chce nam się robić nic stresującego”.

Postanowiłam z tym skończyć i przestać się bać, bo po co? I dlaczego? Że ktoś się obrazi, że mnie wyrzuci z pracy, że będzie ze mną walczył na każdym kroku? Tak się stało właśnie i co z tego? Jeszcze żyję, chociaż cholernie mi ciężko. Ciężko mi dlatego, że się rozczarowałam, że się zawiodłam, że starciłam zaufanie, że mało kto spośród tych, którzy zapewniali mnie o przyjaźni, o braterstwie, wzywali do mówienia prawdy i troski o siebie – wstawia się dzisiaj za mną. Nikt z tych, którzy mają wiele do zrobienia i do powiedzenia. Ale to nic. Najważniejsze, że ja już się nie boję. To też jest wartość.

“Nie boję się, gdy ciemno jest…” :) Nauczyłam się skromnie żyć, mam dach nad głową, Pan Bóg mnie do tej pory nie zawiódł, więc wierzę, że się zatroszczy. Trochę mu pomogę i zaniosę jutro podanie o pracę do znajomego proboszcza. Albo wyjadę na misje do Papui Nowej Gwinei czy Kamerunu, bo tam też są “biali”.

A wczoraj z równie jak ja kiedyś przestraszoną Celinką poszłam do Ojca Przeora. Wysłuchał nas prawie spokojnie, obiecał, że sytuacja naszych najbiedniejszych się zmieni, że będą mniejsze kolejki, że w czasie kolędy to Ojcowie zadecydują o tym, komu pomoc naprawdę potrzebna, że pieczę nad tymi działaniami obejmie Klasztor. Że powstanie grupa charytatywna, z którą Ojciec Przeor będzie rozmawiał i która BEZINTERESOWNIE zajmie się wydawaniem żywności. To już jest bardzo dużo.

Zresztą, zmianę już widać. W kolejce po chleb spokój, porządek, nikt nie klnie, nikt nikomu nie ubliża, nikt nikogo nie straszy Przeorem. I za to – Dziękuję!

This entry was posted in 1. Bookmark the permalink.

2 Responses to “Nie lękajcie się”

  1. Mishka says:

    Super! Tak trzymać!
    Przesyłam uściski na skrzydłach halnego wiatru, będą dziś szybciej :D

  2. Kasia says:

    Dzięki wielkie za wsparcie, u nas to nie halny, ale huragan. Coś, jak Katrina.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s