Brzytewka i anielskie konfitury


Marcin Jakimowicz/22.12.2006 12:48
Benedyktyńskie specjały
Tynieccy benedyktyni znani byli z anielskiej cierpliwości. A ostatnio doszła jeszcze do tego anielska konfitura. I smalczyk ze skwarkami. I “Przedsoborowe konfitury z żubrówką”. I “Rydze w zalewie nowicjackiej”. Mniam…
Krakowski rynek. Setki ludzi tłoczą się wokół kilkudziesięciu drewnianych budek kiermaszu świątecznego. Obok dwa znudzone żywe renifery patrzą leniwie na kolejnych gapiów. Przy jednej z budek kolejka. Smalec, miody, konfitury. A nad głowami sprzedawców napis: Tyniec. Benedyktyni zabrali się za podbój rodzimego rynku spożywczego?
Ojciec Zygmunt Galoch pokazuje kosz pełen konfitur, smalczyków i miodów. Pycha!, fot. Henryk Przondziono

Ostatni taki ser

Na początku był ser – śmieje się o. Zygmunt Galoch. Wiem, wiem, jako mnich powinien wyrecytować, że “na początku było Słowo”, ale pytam o benedyktyńskie smakołyki, a nie o Prolog Janowy. Do tynieckiego opactwa, które rozsiadło się okrakiem na wapiennej skale nad zakolem Wisły, przyjeżdżali od lat goście. Modlili się z mnichami, jedli z nimi posiłki. Szczególnie chwalili klasztorny ser. Wyjeżdżając, często prosili braci o solidną porcję dla rodziny. – A może podzielić się z ludźmi naszymi tradycyjnymi specjałami? Moglibyśmy je sprzedawać w przyklasztornym sklepiku – myśleli mnisi. Do pomysłu podchodzili jednak z pewną nieśmiałością. Aż do ostatnich dni maja. W pobliskim Krakowie trwały Dni Dziedzictwa Kulturowego. Przez tynieckie opactwo w ciągu trzech dni przewijały się tysiące ludzi. Mnisi wystawili na stoliku klasztorne specjały: miody, konfitury i osławiony już ser. Podpisali stoisko “Produkty benedyktyńskie”, choć nazwa ta nie była jeszcze zastrzeżona. Ku zaskoczeniu mnichów, wszystko zniknęło. Do tego stopnia, że brat obsługujący stoisko musiał licytować ostatni kawałek sera. Szczęśliwiec kupił go za… 50 złotych.

Klasztory od wieków słynęły z pysznego tradycyjnego jadła. W całej Europie znany jest francuski likier ziołowy: benedyktynka. To mnichom zawdzięczamy szampana, sery, niemieckie leki Klosterfrau czy gęste, belgijskie piwa. A karmelki? To podobno mniszki za klauzurą zrobiły pierwsze takie cukierki.

Wokół nas stare wapienne mury. Tu modlono się przez dziewięćset lat. Przechodzimy drzwiami, którymi wchodzili zakonnicy już za czasów Bolesława Śmiałego. W Tyńcu postanowiono wskrzesić mniszą kulinarną tradycję. Prace nad wypromowaniem marki “Produktów benedyktyńskich” ruszyły pełną parą. Konfitury, miody, ciastka, syropy, ryby, wędliny, sery, wina, miody pitne, herbaty ziołowe można kupić w przyklasztornym sklepiku. W weekendy przewijają się przez niego tłumy gości. Spokojniej jest w ciągu tygodnia. Można wypić espresso i przy serniku napawać się ślicznym widokiem krętej Wisły. Jeśli nie możesz wybrać się pod Kraków, wystarczy kliknąć na stronę: http://www.benedicite.pl. Tam znajdziesz wszystkie smakołyki. Benedyktyńskie specjały można też nabyć w sieci sklepów “Alma” w całym kraju. – Nie planujemy własnych sklepów, będziemy jednak otwierali swoje stoiska – zapowiadają mnisi.

Brzytewka nie ścina  z nóg

Konfitura “Brzytewka”, czyli wiśnie z rumem. To ona otwiera listę kulinarnych hitów. Rumu jest niewiele, nieco ponad 1 proc., ale i tak słoiczki schodzą jak cieple bułeczki. Ludzie kupują też chętnie konfitury “Medytacyjną” (powidła śliwkowe)  i “Anielską” (jabłkowo-gruszkową). Wszystkie kosztują niecałe 10 zł. Z półek znika też “Konfitura niewiernych z cytryn”, pomarańczowa “Konfitura o. Antoniego” oraz smalce ze skwarkami i z czosnkiem (po 5 złotych). Sporo ludzi kupuje mieszankę wigilijną: suszone owoce na kompot.

Produkty powstały na podstawie  starych zakonnych r+eceptur. Co sprawia, że z miejsca stały się tak popularne? – To żywność naturalna, bez chemikaliów, z ekologicznych składników najwyższej jakości – opowiada o. Galoch. – Sami nie dalibyśmy sobie rady przy produkcji, zatrudniliśmy więc małe przedsiębiorstwa, często firmy rodzinne. Sprawdzamy starannie proces produkcji. Na przykład ostatnio rozmawiałem z producentem soku, który wyrabia go, wyciskając owoce przez brzozowe gałązki. A więc w stu procentach naturalnie. Ci ludzie w produkcję wkładają całe serce. To widać.

Cebulowy krem św. Anzelma

Od trzech miesięcy do opactwa można przyjść nie tylko na modlitwę chorałem gregoriańskim czy po duchową poradę, ale i na obiadek. Na terenie klasztoru czynna jest restauracja. W małej, przytulnej piwniczce pod budynkiem Opatówki skosztujemy kremu cebulowego św. Anzelma z tymiankiem i grzankami czosnkowymi oraz sałatki warzywnej św. Scholastyki i sandacza w białym winie. A deser? Lody różane świętej Jadwigi.

Dochód ze sprzedaży specjałów przeznaczony jest na ogromny klasztor tyniecki. Przyda się każdy grosz – od lat  opactwo jest starannie remontowane.

Mnisi z Tyńca chcą sprowadzać przysmaki z wielu benedyktyńskich opactw z całej Europy. Już teraz w sklepie znajdziemy wina z ogromnego węgierskiego opactwa Pannonhalma.

Klasztorne specjały cieszą się coraz większą popularnością. Do Tyńca każdego dnia spływa około 40 zamówień pocztowych. To świetnie, bo do tej pory żywność ekologiczną można było kupić w sklepach związanych często z nurtem New Age. Sam, kupując w kilku śląskich sklepach konfiturę z płatków róży, z podejrzeniem zerkałem na leżące tuż obok wahadełka i podręczniki Reiki. Teraz przy konfiturze znajdę ulotkę, na której sam brat Bernard, tyniecki opat, zapewnia mnie o modlitwie. By kupić klasztorne smakołyki, nie trzeba jednak dorabiać żadnej ideologii. Są po prostu pyszne. Ludzie, słysząc o nich, kupują je często “w ciemno”. Sam, jadąc do Tyńca, miałem kilka kartek z redakcyjnymi zamówieniami. Na smalczyk mnisi, soki, suszone maliny i konfiturę. Oczywiście “Brzytewkę”.

This entry was posted in B. Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s