Zemdlej, a ja cię złapię czyli Herodot, Michael Ondaatje, Anthony Minghell i Ryszard Kapuściński


   

Często jakaś książka staje się bardzo ważnym atrybutem w filmie czy w innej książce. Jak “Dzieje” Herodota, które pojawiły się w “Angielskim pacjencie“, niedawno po raz kolejny pokazanym przez telewizyjną “Dwójkę” (a ja mam tylko “Dwójkę”). Wśród kart tej książki angielski pacjent przechowuje osobiste listy, mapy, rysunki i fotografie. Wspomnienia znów stają się przepustką do przeszłości. Pamięć pomału wraca.

Ale on już zniszczył wszystko po drodze – miłość, przyjaźń, zaufanie, nadzieję. Lepiej nie pamiętać, że nie ma już do czego wracać. Zerwane powiązania, utracone miejsca, krzywdy, które łamią.

A ona wie, że ten mężczyzna leżący obok niej jest jednym z wybranych, którym dane jest zawsze stać obok, którzy mogą zrywać swe powiązania i zastępować utracone miejsca innymi. Są ludzie, których krzywdy łamią, i ludzie, którzy nie dają się złamać. […] Jest jakaś straszna niesprawiedliwość w losie takich ludzi, maskowana powłoką ich uprzejmości. 

Film nakręcono na podstawie książki Michaela Ondaatje pod tym samym tytułem, a Herodot był ważny również dla naszego Ryszarda Kapuścińskiego. Jego “Podróże z Herodotem” to podobna koncepcja – podróże nie tylko przez dalekie kraje, ale też przez czas, który minął. Podróże przez pamięć.

 

Michael Ondaatje                          Anthony Minghell

 

Herodot przyznaje, że opanowany był fobią pamięci – miał świadomość, że pamięć jest czymś ułomnym, kruchym, nietrwałym, nawet – złudnym. Że to, co w niej było, co w sobie przechowywała, może ulotnić się, zniknąć, nie pozostawiając śladu. Całe jego pokolenie, wszyscy ludzie żyjący wówczas na świecie, ogarnięci są tym samym lękiem. Bez pamięci nie można żyć, ona przecież wynosi człowieka ponad świat zwierząt, stanowi postać jego duszy, a zarazem jest tak zawodna, nieuchwytna, zdradliwa. To właśnie sprawia, że człowiek jest tak niepewny samego siebie. Zaraz, przecież to było… No, przypomnij sobie, kiedy to było? Przecież to był ten… No, przypomnij sobie, który to był? Nie wiemy, i za tym “nie wiemy” rozciąga się obszar niewiedzy; niewiedzy, czyli – nieistnienia.

Człowiek współczesny nie troszczy się o własną pamięć, ponieważ żyje otoczony pamięcią zmagazynowaną. Wszystko ma na wyciągnięcie ręki – encyklopedie, podręczniki, słowniki, kompendia. Biblioteki i muzea, antykwariaty i archiwa. Taśmy dźwiękowe i filmowe. Nieskończone zasoby przechowywanych słów, dźwięków, obrazów w mieszkaniach, w magazynach, w piwnicach i na strychach. Jeżeli jest dzieckiem, pani wszystko mu powie w szkole, jeżeli studentem – dowie się od profesora.

Nic albo prawie nic z tych instytucji, urządzeń i technik nie istniało w czasach Herodota. Człowiek wiedział to tylko i tyle tylko, ile zdołała przechować jego pamięć. Jednostki, wybrańcy zaczęli uczyć się pisać na zwojach papirusów i glinianych tabliczkach. Ale reszta? Zajmowanie się kulturą było zawsze domeną arystokratyczną. Tam, gdzie kultura odchodzi od tej zasady – ginie.

W świecie Herodota niemal jedynym depozytariuszem pamięci jest człowiek. Żeby więc dotrzeć do tego, co zapamiętane, trzeba dojść do człowieka, a jeżeli mieszka on daleko od nas, musimy do niego pójść, wyruszyć w drogę, a kiedy już się spotkamy – usiąść razem i wysłuchać, co nam powie, wysłuchać, zapamiętać, może zapisać. Tak zaczyna się reportaż, z takiej rodzi się sytuacji.

Więc Herodot wędruje po świecie, spotyka ludzi i słucha tego, co opowiadają. Mówią mu, kim są, opowiadają swoją historię. Ale skąd wiedzą, kim są, skąd się wzięli? A, odpowiadają, słyszeli to od innych, przede wszystkim od swoich przodków. Ci przekazali im swoją wiedzę, tak jak teraz oni czynią to wobec innych. Ta wiedza ma formę różnych opowieści. Ludzie siedzą przy ognisku i opowiadają. Potem będzie to nazwane legendami i mitami, ale w chwili, kiedy tamci to mówią lub słyszą, wierzą, że jest to najświętsza prawda, najbardziej rzeczywista rzeczywistość.

Słuchają, ognisko płonie, ktoś dokłada drewien, światło i ciepło ognia ożywia myśli, pobudza wyobraźnię. Snucie tych opowieści jest prawie niewyobrażalne bez tego, żeby gdzieś w pobliżu nie płonęło ognisko albo ciemności domu nie rozświetlał jakiś kaganek czy świeca. Światło ognia przyciąga, spaja grupę, wyzwala w niej dobre energie. Płomień a wspólnota. Płomień a historia. Płomień a pamięć. (R.K.)

This entry was posted in Z. Bookmark the permalink.

2 Responses to Zemdlej, a ja cię złapię czyli Herodot, Michael Ondaatje, Anthony Minghell i Ryszard Kapuściński

  1. joycat says:

    Uwielbiam ten film, właśnie niedawno przypomniałam go sobie.

  2. Kasia says:

    A ja bardzo lubię w ogóle tę aktorkę – Juliette Binoche, zwykle podobają mi się oczywiście faceci, ale ona ma w sobie sporo konkretnego uroku i inteligentnie jej z oczu patrzy.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s