ja tylko chcę być ulicą – o pięknie


1787.jpg

Zadie Smith “O pięknie” (On beauty) Transatlantycka saga kosmiczna

20-letni Jerome Belsey czuje się w swoim domu niezrozumiany, a jego matka sądzi, że mailami, a także całym swoim zachowaniem domaga się większego zainteresowania ze strony ojca. Kiedy gościnnie trafia do innego domu – domu Kipps’ów – natychmiast zakochuje się nie tylko w jego młodej pięknej mieszkance, ale także w całej jej rodzinie. Jest to najwyższy czas na wyrzeczenie się własnej nieakceptowanej tożsamości. Jerome wyśmiewa sposób w jaki w jego rodzinnym domu rozwiązuje się kryzysy: Trzeba “zignorować problem, wybaczyć, zapomnieć i już”. I skąd my to znamy, jak nie z naszych własnych domów?

Stosunki panujące w jego rodzinie bardzo dobrze charakteryzują słowa “krucha równowaga”. Niby wszystko jest na swoim miejscu, ale wystarcza drobiazg, żeby misternie poukładany domek z kart zaczynał się chwiać. Dlatego Jerome ulega fascynacji domem Kipss’ów – domem tradycyjnym, zbudowanym na mocnych fundamentach, domem zawsze sterylnie czystym, domem, w którym mama piecze ciasta, jedzenie codzienne też jest domowe, a jego mieszkańcy wszystko robią razem: jedzą, podróżują, grają w szachy, rozmawiają. Atmosfera domu Kipps’ów jest zupełnie inna niż w jego domu, bo tam nie ma:

“puszczania bąków, wrzasków, analizowania tandetnej metafizyki,
ciągle włączonego telewizora i głośnych śpiewów, a dzieci maja poczucie słuszności,
może dlatego nawet jesień wydaje się być tam inna“.

Kryzys w małżeństwie Belsey’ów dotyka tez Leviego – ich młodszego syna – on sam mówi o sobie “ja tylko chcę być ulicą”. Ulica pomału staje się jego domem, a on utożsamia się coraz bardziej z amatorami ulicznej subkultury. Levi po prostu ucieka.
Zadie Smith stwierdzając, że:

“rodzina nie może funkcjonować, kiedy wszyscy jej członkowie są bardziej nieszczęśliwi,
niż byliby wtedy, gdyby pozostawali samotni”,

trafia w sedno wielu współczesnych kryzysów małżeńskich czy rodzinnych. Żeby rodzina była szczęśliwa i zżyta, każdy jej członek winien czuć się w domu zrozumiany i ważny, a przede wszystkim kochany, przy czym miłość wg Zadie polega przede wszystkim na wspólnym spędzaniu czasu. Ona uświadamia nam to pokazując codzienność dwóch rodzin, w których panują odmienne zwyczaje. Problemy Belsey’ów i Kipps’ów są problemami współczesnego społeczeństwa, żyjącego nie tylko w Anglii czy w Stanach, ale właściwie wszędzie. Wychodzi na to, ze jest to powieść uniwersalna (transatlantycka) i ponadczasowa (kosmiczna). Sądzę, że wśród członków tych rodzin czytelnicy odnajdą jakąś cząstkę samych siebie lub swoich najbliższych.
Zadie Smith sama pochodzi z rozbitej rodziny – można przypuszczać, ze dobrze wie, o czym pisze, bo zna to po prostu z własnej autopsji.

Autorka ma talent do wynajdywania nowych słów i używa bardzo oryginalnych określeń:

– jeromskość;
– segmentalizacja;
– sytuacjonić się;
– świecki faszyzm;
– odpolityczniona reifikacja;
– konstytucyjny oryginalista;
– niebelseyowskie lato;
– filtr z chrześcijaństwem;
– matka pełna żrącej ironii;
– hałaśliwe jednopłciowe grupki;
– dziwne rozumienie słowa “normalne”;
– żeby nam się nie zagotowało w tyłkach.

Cokolwiek to znaczy, ma swój urok.

smith_zadie0508.jpg

This entry was posted in J and tagged , , . Bookmark the permalink.

One Response to ja tylko chcę być ulicą – o pięknie

  1. Pingback: Programy edukacyjne » Blog Archive » ja tylko chcę być ulicą - o pięknie

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s