bardzo stara biblioteczka

Entries tagged as ‘recenzja’

sztuka stawiania baniek

2008/12/19 · 1 komentarz

pic09504 

Wiem, miałam o Niej nie pisać, ale tęsknię i co będę ściemniać: brakuje mi Biblioteki. Zresztą nie będzie bezpośrednio o Niej, tylko o tych bibliotecznych bańkach, które mnie na razie ominęły i które lepiej niż na moich plecach prezentują się teraz na kuchennym parapecie (patrz wyżej). Skąd się wzięły w Bibliotece nie wiem i do dzisiaj to mnie męczy, ale znalazłam tam sporo dziwnych rzeczy i dziwnych książek, więc myślę, że Biblioteka przez jakiś czas musiała być magazynem czy graciarnią, do której zanosiło się różne nie mające swojego miejsca przedmioty. Zresztą zaczęłam swoją biblioteczną pracę od przeglądnięcia i wyrzucenia kilkunastu starych pudeł, w których były: śmiecie, stare włóczki typu wiskoza (dziś nie do kupienia), zepsuty czajnik pamiętający PRL, pourywane różańce, zjedzony przez mole strój Świętego Mikołaja, sporo wynoszonych ubrań, w tym jeden niewyczesany moherowy beret, bardzo stara tekturowa walizka, notesy, zdjęcia, rachunki, gazety, niepotrzebne lekarstwa, no i te bańki… Wtedy chyba pomyślałam, że może jeszcze kiedyś się przydadzą, więc jedynie one i te porwane różańce nie trafiły na śmietnik. (No nie, jeszcze uratowałam walizkę – znalazła sobie miejsce w klasztornym pokoju gościnnym.)

Te stare bańki mają swój urok i coraz bardziej zaczynam je lubić. Bo tak wyglądają nowoczesne:

250px-vacuum_suctions Trochę głupio byłoby traktować je jako ozdobę kuchennego parapetu. Co ciekawe – do dzisiaj tak naprawdę nikt nie potwierdził naukowo skuteczności stawiania baniek. Niektórzy medycy podejrzewają,  że lecznicze działanie baniek to mechanizm placebo, a więc wiara w uzdrowienie. Trochę z tym tak, jak w wierszyku:

Receptę pomylił lekarz
Źle ją wykonał aptekarz
A pacjent, nie znając tej sztuki,
Zażył lek i… wyzdrowiał
Oto triumf nauki!

Wiesław Brudziński ok. 1950

Ale w starej “Modlitwie lekarza” autor - sir Robert Hutchinson modli się tak:

“… od pogardy dla tego co stare, … od przekładania wiedzy ponad mądrość, nauki przed sztuką… chroń nas, Panie Boże”.

81bb2fa659759726bf18441179a74025_l

Stawianie baniek w łaźni (drzeworyt 1519).

na podst. http://old.amg.gda.pl/uczelnia/gazeta/artykul.php?id=762

no i jeszcze coś:

Hedwig Piotrowski
SZTUKA STAWIANIA BANIEK
sztuka_baniek

przekład: dr n. med. Ludwik Armada
wydawca Cedrus Publishing House
Warszawa 2000
138 stron, oprawa twarda, laminowana, kolorowa
format 147/207mm
ISBN 83-86915-08-0

(recenzja)

Współcześnie, stawianie baniek jest bardzo rzadko stosowane, może z wyjątkiem zapalenia płuc, mimo iż jest to prastara metoda leczenia, znana i stosowana już w starożytnej Babilonii czy Egipcie. Jeszcze nie tak dawno można ją było spotkać w naszej medycynie ludowej. Wynika to po części z braku zrozumienia ich działania na organizm, po części z lekceważenia osiągnięć poprzednich pokoleń, a także z panujących przesądów. A przecież stawianie baniek jest skuteczną i bardzo szybko działającą metodą leczenia, o czym przekonuje nas autorka książki “Sztuka stawiania baniek”.

Książka wprowadza czytelnika w podstawy leczenia bańkami. Tak więc, znajdziemy tutaj i historię ich stosowania, i omówienie działania i wpływu baniek na mechanizmy regulacyjne organizmu oraz ich zastosowanie, jak również ich możliwości diagnostyczne. Autorka omawia dwa rodzaje baniek – bańki suche i cięte, technikę ich stawiania, ogólne wskazania i przeciwwskazania do ich stosowania. Czytelnik zainteresowany możliwościami tej metody znajdzie omówienie wybranych dolegliwości. Przy każdym schorzeniu znajduje się krótki opis danej jednostki chorobowej, towarzyszące jej objawy, dolegliwości oraz zalecane leczenie z zastosowaniem baniek, poparte rycinami, co znacznie ułatwia zlokalizowanie miejsca wykonania zabiegu. Autorka próbuje przekonać przedstawicieli medycyny konwencjonalnej do stosowania baniek, jako metody wspomagającej podstawowe leczenie. Nie powinno to być aż tak trudne, bo przecież masaże podciśnieniowe, powszechnie uznane i szeroko stosowane w rehabilitacji, działają w oparciu o mechanizm stawiania baniek.

Jest to książka napisana w sposób zrozumiały nawet dla laika, ale przede wszystkim powinni do niej zajrzeć lekarze różnych specjalizacji, naturoterapeuci i fizjoterapeuci, bo przecież bańki są w stanie nie tylko zniwelować ból czy przyspieszyć proces leczenia różnych schorzeń, ale też można dzięki nim wykonać głęboki masaż czy postawić diagnozę. (Halina Dębczuk)

Kategorie: Uncategorized
Otagowane: , , , ,

szukając siebie

2008/10/25 · Dodaj komentarz

Spotykamy się dziś, o 18-stej, u o. Wojciecha w Duszpasterstwie Młodzieży.

Córka grabarza
Joyce Carol Oates


Mijając nieznajomego na ulicy oceniamy go po wyglądzie, układamy mu prosty życiorys, nie podejrzewając go o głębokie życie duchowe, gdyż takowe przypisujemy tylko sobie. Tymczasem każdy przedstawiciel ludzkiej rasy ma jakąś historię, ciągnie za sobą swoją przeszłość, buduje swoją indywidualną przyszłość. Swoje życie. A przecież pod maską żebraka, biznesmena czy sprzedawcy hamburgerów może kryć się osoba, której warto poświęcić powieść. Może ona zacząć się tak:

Na trzy lata przed wybuchem II wojny światowej tknięty przeczuciem nauczyciel matematyki w elitarnej męskiej szkole organizuje swojej rodzinie ucieczkę z ogarniętych nazizmem Niemiec do USA. Ju Es Ej ma być dla młodej rodziny ratunkiem, szansą na normalne życie. Młode małżeństwo z dwójką synów i trzecim dzieckiem w drodze przeprawia się przez Ocean. Jeszcze w nowojorskim porcie przychodzi na świat mała Rebeka. Dziecko choruje, rodzice starają się do niej zbytnio nie przywiązywać, jeśli dziecko i tak ma być skazane na śmierć. Rodzina Schwartów przybywa do małego miasteczka w stanie Nowy Jork, gdzie od władz miasta ojciec rodziny dostaje posadę grabarza, a cała rodzina zamieszka odtąd w małym domku przy cmentarzu. Woda z przycmentarnej studni będzie ich odtąd podtruwać, a wilgoć w domu będzie sprawiać, że wszyscy nie będą czuć się najlepiej. Tymczasowa sytuacja okazuje się sytuacją ostateczną. Mała Rebeka zostaje już na zawsze „córką grabarza”. I, jak się okazuje, będzie to skaza na całe jej późniejsze życie. Choć ojciec – były nauczyciel, a teraz grabarz – będzie twierdził: „urodziłaś się tutaj, więc nic ci nie zrobią.”

W Europie wybucha wojna, złośliwe dzieciaki malują na cmentarzu swastyki, coraz częściej pada słowo „Żyd”. Członkowie rodziny czują się wyobcowani, ale zamiast trzymać się razem, pielęgnować swoje obyczaje i tradycje, oddalają się od siebie. „American dream” okazał się dla nich koszmarem. Ojciec-grabarz zakazuje mówić i myśleć po niemiecku. Jego żona nie potrafi nauczyć się angielskiego, więc przestają ze sobą rozmawiać. Ojciec Rebeki z intelektualisty zamienia się w gbura obrażonego na świat i własne dzieci, nie ufa nikomu, a najmniej miejscowym, wszędzie przeczuwając nazistowski spisek przeciwko sobie. Aż w końcu dochodzi do tragedii. Po popełnieniu morderstwa na cmentarzu, grabarz zabija swoją żonę, mierzy do córki, ale w ostatniej chwili strzela sobie z dubeltówki w twarz. Na oczach córki. Dziewczynka zostaje sama. Bracia już dawno odeszli z domu. Lokalna społeczność roztacza nad nią swoją opiekę, była nauczycielka bierze ją do siebie i próbuje zrobić z nieufnego i wychowanego w atmosferze ateizmu dziecka, dobrą chrześcijankę. Dorastająca córka grabarza buntuje się, nienawidzi rodziców, którzy zginęli, nie ma nikogo. Jej pierwsza miłość zostaje jej mężem. Mają syna, którego kocha ponad wszystko i któremu wpaja wiedzę, której jej zabrakło. Jednak szybko okazuje się, że ukochany jest sadystą, znęcającym się nad nią i trzyletnim synkiem. Pewnej nocy Rebeka zdobywa się na odwagę i pomimo opuchniętej od mężowskich ciosów twarzy, zabiera dziecko i ucieka kierowana intuicją.

Wydawałoby się, że zwyczajne życie żony i matki, które zaczęła wieść Rebeka będzie jej ostateczną charakterystyką. Jednak córka grabarza rozpoczyna własną podróż w głąb powojennej Ameryki, by odnaleźć i określić swoją tożsamość. Nikt jej nigdy nie powiedział, kim tak naprawdę jest. A skoro nie mogła zaufać w tym temacie najbliższym, nie może też obcym, którzy próbują ją jakoś zaklasyfikować, jako żydówkę, cygankę, czy po prostu córkę grabarza.

Zdumiewająca i doskonale napisana powieść o szukaniu własnego ja, o tym, że każdy ma swoją opowieść, której warto poświęcić czas. Powieść pulsuje życiem, jest pisana spokojnym językiem, z dbałością o szczegóły, które może i zauważamy w codziennym życiu, ale nie przywiązujemy do nich wagi. Czyta się znakomicie, bo jest to jedna z tych książek, które wciągają do dna, mimo prostoty opowiadanej historii. Książka godna polecania.

Autorka jest jedną z kandydatek do Nagrody Nobla.
Inne książki Joyce Carol Oates:
Mama odeszła
Córka grabarza
źródło: http://www.granice.pl/recenzja.php?id=5&id3=1077

 

 

 

Kategorie: Uncategorized
Otagowane: , , ,