bardzo stara biblioteczka

moje nowe “odkrycie”

2008/04/18 · 6 komentarzy

jak zwykle polecam: :)

http://marszoblog.wordpress.com/

Kategorie: M jak...

6 odpowiedzi jak dotąd ↓

  • marszoblog // 2008/04/26 @ 18:01

    Nie wiem jak dziękować (?) :)

  • prometeusz // 2008/04/26 @ 18:26

    Cala przyjemnosc po mojej stronie – to ja dziekuje, za to, ze moge sobie poczytac o bieganiu. :)

  • marszoblog // 2008/04/26 @ 18:43

    A ja mogę poczytać o czytaniu;) co jest dla mnie również studenckim, polonistycznym obowiązkiem. W sumie to ciekawe, że moje obowiązki są przyjemnościami, mam nadzieję, że w biblioTECZCE jest podobnie…
    Zapraszam do przemaszerowania u mnie, ja będę zaglądał chętnie, tym bardziej, że kształcę się na dokumentalistę, a tu do biblioTECZKI blisko.

  • prometeusz // 2008/04/26 @ 19:18

    W biblioTECZCE jest podobnie. Ta praca to moja pasja, cos, co zaslania mi reszte swiata tak bardzo, ze zapominam o bieganiu. :) Dlatego ciesze sie, ze jak zapomne, to chociaz sobie poczytam, jak inni biegaja. :) Jeszcze na dodatek z nauczycieli najbardziej lubie polonistow, bo oni nigdy nie sa nauczycielami z przypadku, prawda? To zwykle dobrze przemyslany Dobry Wybor…

  • marszoblog // 2008/04/26 @ 20:39

    Przez to, że nie jesteśmy z przypadku – jesteśmy zawsze elokwentni, kompetentni i poważni. Dostosować do tego trzeba wszystko i dzięki temu – rodzi się stereotypowy (w czarnym golfie) specjalista.
    Jedni się w tym odnajdują, inni szukają hobby, które będzie odskocznią, zachowa pozory normalności.
    Ciężkie to, ale satysfakcjonujące, przynajmniej dla mnie:)
    Ale faktycznie coś w tym jest, że nie jesteśmy z przypadku, mam nadzieje, że wciąż, bo teraz są szalone nabory choćby na UAM.

  • Prometeusz // 2008/04/27 @ 4:07

    Na szczescie stereotypy sa po to, zeby je lamac.
    Z bibliotekarzami jest podobnie, jak z polonistami – ten czarny golf tez do nas pasuje. :)

    A dzieki Marszoblogowi trafilam tez wczoraj do Pk4. To pocieszajace, ze mam taki sam problem, jak Messner – “Pragnienie Pozostania i Koniecznosc Wymarszu”.

    Naczytawszy sie wiec wczoraj sporo o bieganiu, dzis o swicie poszlam sobie pobiegac, aby troche zapomniec o czytaniu i zlamac wlasne stereotypy. Chyba troche pomoglo, bo piekny swit, bo mgla, ktora “przychodzi na malych kocich lapkach”, bo cisza wpadajaca w cudowny ptasi spiew i jeszcze ta wybuchajaca na-razie-tylko-gdzie-nie-gdzie zielen.
    Bo po prostu wiosna.
    Bo Koniecznosc Wymarszu wygrala z Pragnieniem Pozostania.
    (W cieplutkim lozeczku.)

    No, na tym chyba polega prawdziwe “Czytanie o Bieganiu” – aby przeczytac i zastosowac. :)

Dodaj komentarz