Żeby prawdziwie podróżować trzeba mieć skąd wyruszyć. Miejsce zamieszkania. Adres. Dach nad głową. Podróż bez tego adresu nie jest już podróżą, ale jakąś włóczęgą bez celu, chodzeniem po omacku, lunatykowaniem. Trzeba mieć dokąd wrócić. Kiedy podróżuje się z myślą by już nie wracać tam, skąd się wyruszyło, żeby zacząć gdzieś wszystko od nowa, żeby coś zmienić na zawsze – wtedy to już nie jest podróż. Powrót jest ważny. Czasem jest trudniejszy niż wyjazd, bo droga nas zmienia, bo to my stajemy sie inni, a to wszystko, co zostawiliśmy i ci wszyscy, którzy na nas czekali – pozostają tacy, jakimi ich pożegnaliśmy
Wtedy zaczyna sie nowe.
Są takie książki, po których nic nie jest już takie samo, jak wcześniej. Takie, które przynoszą zmiany, nie tylko wzruszają, nie tylko pozwalają oderwać się od rzeczywistości czy utożsamiać z kimś innym, ale takie, które wstrząsają na dłużej, czasami na zawsze. Książki ważne, rozświetlające jakiś nowy zakątek w sercu.
I takie, które zapraszają w drogę, jak “Bieguni” Olgi Tokarczuk czy “Podróże z Herodotem” Ryszarda Kapuścińskiego. Ale także:
- “Zielone piekło” Raymonda Mauffray’a
- “Listy z Rosji” Astolphe’a de Custine’a
- “Bakunowy faktor” Johna Barth’a.
Znacie coś jeszcze?
0 odpowiedzi jak dotąd ↓
Nie ma jeszcze komentarzy... Zacznij porywającą dyskusję, wypełniając formularz poniżej.