Zadie Smith “O pieknie” (On beauty) Transatlantycka saga kosmiczna
20-letni Jerome Belsey czuje się w swoim domu niezrozumiany, a jego matka sadzi, ze meilami, a takze calym swoim zachowaniem domaga się wiekszego zainteresowania ze strony ojca. Kiedy goscinnie trafia do innego domu – domu Kipps’ow – zakochuje się nie tylko w jego pieknej mieszkance, ale takze w całej jej rodzinie. Jest to najwyzszy czas na wyrzeczenie się własnej nieakceptowanej tozsamosci. Jerome wyśmiewa sposób w jaki w jego rodzinnym domu rozwiązuje się kryzysy: Trzeba “zignorować problem, wybaczyć, zapomnieć i juz”. I skam my to znamy, jak nie z naszych wlasnych domow?
Stosunki panujące w jego rodzinie bardzo dobrze charakteryzują słowa “krucha równowaga”. Niby wszystko jest na swoim miejscu, ale wystarcza drobiazg, żeby misternie poukładany domek z kart zaczynał się chwiać. Dlatego Jerome ulega fascynacji domem Kipss’ow – domem tradycyjnym, zbudowanym na mocnych fundamentach, domem zawsze sterylnie czystym, domem, w ktorym mama sama piecze ciasta, jedzenie codzienne tez jest domowe, a jego mieszkańcy wszystko robia razem: jedza, jezdza, graja w szachy, rozmawiaja. Atmosfera domu Kipps’ow jest zupelnie inna niz w jego domu, bo tam nie ma:
“puszczania bakow, wrzaskow, analizowania tandetnej metafizyki,
ciagle wlaczonego telewizora i glosnych spiewow, a dzieci maja poczucie slusznosci,
moze dlatego nawet jesien wydaje się byc tam inna”.
Kryzys w malzenstwie Belseyow dotyka tez Leviego – ich mlodzszego syna – on sam mowi o sobie “ja tylko chce byc ulica”. Ulica pomalu staje sie jego domem, a on sam utozsamia sie coraz bardziej z amatorami ulicznej subkultury. Levi po prostu ucieka.
Zadie Smith stwierdzajac, ze
“rodzina nie moze funkcjonowac, kiedy wszyscy jej czlonkowie sa bardziej nieszczesliwi,
niz byliby wtedy, gdyby pozostawali samotni”
trafia w sedno wielu wspolczesnych kryzysow malzenskich czy rodzinnych. Zeby rodzina byla szczesliwa i zzyta kazdy jej czlonek winien czuc sie w domu zrozumiany i wazny, a przede wszystkim kochany, przy czym milosc wg Zadie polega przede wszystkim na wspolnym spedzaniu czasu. Ona uswiadamia nam to pokazujac codziennosc dwoch rodzin, w ktorych panuja odmienne zwyczaje. Problemy Belseyow i Kipps’ow sa problemami wspolczesnego spoleczenstwa, zyjacego nie tylko w Angllii czy w Stanach, ale wlasciwie wszedzie. Wychodzi na to, ze jesto to powiesc uniwersalna (transatlantycka) i na czasie (kosmiczna). Sadze, ze wsrod czlonkow tych rodzin czytelnicy odnajda jakas czastke samych siebie lub swoich najblizszych.
Zadie Smith sama pochodzi z rozbitej rodziny – mozna przypuszczac, ze dobrze wie, o czym pisze, bo zna to po prostu z własnej autopsji.
Autorka ma talent do wynajdywania nowych slow i uzywa bardzo oryginalnych okreslen
– jeromskosc;
– segmentalizacja;
– sytuacjonic sie;
– swiecki faszyzm;
– odpolityczniona reifikacja;
– konstytucyjny oryginalista;
– niebelseyowskie lato;
– filtr z chrzescijanstwem;
– matka pelna zracej ironni;
– halasliwe jednoplciowe grupki;
– dziwne rozumienie słowa “normalne”;
– żeby nam się nie zagotowalo w tylkach.
Cokolwiek to znaczy, ma swoj urok.
1 odpowiedź jak dotąd ↓
Programy edukacyjne » Blog Archive » ja tylko chcę być ulicą - o pięknie // 2008/01/28 @ 14:47
[...] Original post by prometeusz [...]